W życie wszedł zakaz sprzedaży tytoniu urodzonym po tym roku. Europa walczy z palaczami
Wieloletnia strategia powolnego ograniczania dostępności wyrobów tytoniowych oraz wprowadzania częściowych zakazów palenia w przestrzeniach publicznych przestaje wystarczać europejskim rządom. Na starym kontynencie coraz głośniej mówi się o rozwiązaniach ostatecznych, których celem jest całkowite wyeliminowanie papierosów z życia przyszłych pokoleń. Choć ambicje polityków są ogromne, droga do stworzenia społeczeństw wolnych od dymu okazuje się najeżona prawnymi przeszkodami i oporem potężnego lobby tytoniowego.
Belgijski odwrót i prawna batalia o sklepowe półki
Belgia stała się w ostatnich latach jednym z najciekawszych poligonów doświadczalnych w walce z nałogiem tytoniowym. Rząd federalny w Brukseli zdecydował się na drastyczny krok, wprowadzając od 1 kwietnia 2025 roku całkowity zakaz sprzedaży papierosów w dużych supermarketach o powierzchni przekraczającej 400 metrów kwadratowych.
Był to element szerszej strategii, która zakładała, że utrudnienie dostępu do używek w miejscach codziennych zakupów realnie przełoży się na spadek liczby palaczy. Szybko okazało się jednak, że walka z koncernami tytoniowymi na polu legislacyjnym nie jest tak prosta, jak zakładali urzędnicy.
Zaledwie rok po wejściu przepisów w życie, belgijski Trybunał Konstytucyjny wydał orzeczenie, które wywróciło dotychczasowy porządek do góry nogami. Sędziowie uznali, że wprowadzone rozróżnienie na duże i małe placówki handlowe ma charakter dyskryminujący i narusza zasadę równego traktowania podmiotów gospodarczych.

Skargę do trybunału złożyły nie tylko organizacje zrzeszające mniejszych przedsiębiorców, ale również gigant branżowy Philip Morris Benelux. W efekcie federalny minister zdrowia publicznego Frank Vandenbroucke musiał ogłosić kapitulację w tej konkretnej bitwie. Od 1 stycznia 2027 roku supermarkety w Belgii ponownie uzyskają możliwość sprzedaży wyrobów tytoniowych.
Nie oznacza to jednak powrotu do pełnej swobody handlu, do której przyzwyczailiśmy się przez dekady. Nawet jeśli papierosy wrócą do dużych sieci, nie będą one mogły być eksponowane w sposób widoczny dla klienta. Zakaz ekspozycji pozostaje w mocy i obejmie wszystkie punkty sprzedaży. Co więcej, niektóre sieci handlowe, jak choćby Lidl, już teraz zapowiadają, że mimo zmiany prawa nie zamierzają wznawiać sprzedaży tytoniu w swoich placówkach. To pokazuje, że mimo prawnych zawirowań, społeczna i biznesowa presja na eliminację papierosów z przestrzeni publicznej staje się coraz silniejsza.
Wielka Brytania całkowicie zakazuje sprzedaży papierosów osobom urodzonym po 2009 roku
Podczas gdy Belgia boryka się z problemami proceduralnymi, Wielka Brytania zdecydowała się na ruch o znacznie większym ciężarze gatunkowym. Londyn przestał koncentrować się na tym, gdzie papierosy można kupić, a zaczął regulować to, kto w ogóle może stać się legalnym nabywcą tytoniu.
Przełomowa ustawa Tobacco and Vapes Act 2026, która otrzymała królewską zgodę 29 kwietnia 2026 roku, wprowadza unikalny w skali europejskiej zakaz sprzedaży tytoniu wszystkim osobom urodzonym po 1 stycznia 2009 roku.

W praktyce oznacza to budowę mechanizmu, w którym granica wieku uprawniająca do zakupu papierosów będzie co roku przesuwać się o dwanaście miesięcy. Dzisiejsi siedemnastolatkowie na Wyspach Brytyjskich już nigdy nie będą mogli legalnie kupić tradycyjnych wyrobów tytoniowych, bibułek ani produktów ziołowych do palenia. To modelowy przykład realizacji idei "pokolenia wolnego od dymu tytoniowego". Brytyjski rząd liczy na to, że takie odcięcie młodych ludzi od nałogu pozwoli na stopniowe, biologiczne wygaszenie rynku tytoniowego w ciągu zaledwie kilku dekad.
Nowe prawo uderza rykoszetem również w dynamicznie rozwijający się rynek e-papierosów. Od października 2026 roku w Wielkiej Brytanii obowiązywać będzie zakaz sprzedaży produktów nikotynowych i waporyzatorów beznikotynowych osobom poniżej 18 roku życia.
Urzędnicy zyskali również szerokie uprawnienia do kontrolowania smaków, opakowań oraz sposobu ekspozycji e-papierosów, tak aby przestały one być atrakcyjne dla dzieci i młodzieży. To reakcja na niepokojące statystyki wskazujące na gwałtowny wzrost popularności wapowania wśród uczniów, co przez wielu ekspertów uznawane jest za "przedsionek" do tradycyjnego nałogu tytoniowego.
Unia Europejska chce stać się "pokoleniem wolnym od tytoniu"
Fundamentalnym pytaniem, które towarzyszy każdemu zaostrzeniu przepisów, jest rachunek ekonomiczny. Wyroby tytoniowe od zawsze stanowiły potężny zastrzyk gotówki dla budżetów państwowych.
W Polsce wpływy z akcyzy oraz podatku VAT na tytoń stanowią około 8 proc. całkowitych dochodów budżetu państwa. Rezygnacja z takich pieniędzy wydaje się na pierwszy rzut oka samobójstwem finansowym, jednak rządy coraz częściej patrzą na tę kwestię przez pryzmat wydatków na służbę zdrowia.
Koszty ekonomiczne palenia tytoniu są bowiem dewastujące. Tylko w Anglii szacuje się je na poziomie blisko 44 miliardów funtów rocznie, co obejmuje nie tylko bezpośrednią opiekę medyczną nad chorymi na nowotwory czy choroby płuc, ale także utratę produktywności pracowników i koszty opieki społecznej. Jeśli doliczymy do tego koszty związane z przedwczesnymi zgonami, kwota ta rośnie do niemal 80 miliardów funtów. W tym kontekście wpływy podatkowe, choć wydają się ogromne, stanowią zaledwie ułamek strat, jakie generuje nałóg w skali całej gospodarki.
Unia Europejska postawiła sobie ambitny cel: do 2040 roku chce stać się "pokoleniem wolnym od tytoniu", co definiuje się jako odsetek osób palących poniżej 5 proc. populacji. Aby to osiągnąć, konieczne będą nie tylko zakazy sprzedaży, ale również drastyczne podwyżki cen. Z nieoficjalnych dokumentów Komisji Europejskiej wynika, że planowane są wzrosty stawek akcyzy, które mogą wywindować ceny tradycyjnych papierosów o ponad 130 proc. Batalia o zdrowie przyszłych pokoleń właśnie wchodzi w decydującą fazę, a wynik starcia między fiskusem, resortami zdrowia a tytoniowymi gigantami ukształtuje rynek handlowy na najbliższe pół wieku.