Toksyny w popularnych produktach spożywczych. Alarmujące wyniki kontroli, ludzie nie wiedzieli, co jedzą
Wybór diety roślinnej stał się potężnym segmentem nowoczesnej gospodarki. Miliony konsumentów, odchodząc od mięsa, wierzą, że kupują zdrowie w czystej postaci, jednak najnowsze analizy rzucają cień na ten sielankowy obraz. Testy wykazały obecność toksyn w każdym z produktów, wiadomo, gdzie pojawiają się najczęściej.
Strażnicy europejskiego talerza w obliczu roślinnej rewolucji. Tak Unia dba o bezpieczeństwo żywności
Unia Europejska od lat szczyci się najbardziej rygorystycznymi normami bezpieczeństwa związanego z jedzeniem na świecie, nad którymi czuwa Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności. System ten opiera się na zasadzie ostrożności, co w praktyce oznacza, że każda nowa substancja trafiająca na rynek musi przejść wielostopniową weryfikację. W dobie transformacji żywieniowej, w której sprzedaż żywności roślinnej i liczba wegan dynamicznie rosną, organy kontrolne stają przed bezprecedensowym wyzwaniem. Dynamiczny wzrost rynku sprawił, że na półki sklepowe trafiają tysiące produktów, których łańcuchy dostaw rozciągają się od Ameryki Południowej po Azję.

Kluczowym narzędziem monitorującym zagrożenia jest system RASFF (System Wczesnego Ostrzegania o Niebezpiecznej Żywności i Paszach), który w samym tylko ubiegłym roku odnotował tysiące zgłoszeń dotyczących zanieczyszczeń pestycydami i metalami ciężkimi. Problem tkwi w tym, że wegańskie zamienniki są często artykułami wysokoprzetworzonymi, co utrudnia ich jednoznaczną ocenę. Konsumenci w Polsce, napędzani zachodnimi trendami, coraz chętniej sięgają po roślinne alternatywy, nie zawsze zdając sobie sprawę, że za zielonym listkiem na opakowaniu stoi skomplikowany proces przemysłowy.
Warto zauważyć, że według danych rynkowych detaliczny sektor żywności roślinnej w samej Europie jest już wart ponad 6 miliardów euro, a jego rozwój stymulują nie tylko kwestie ideologiczne, lecz także ogólne unijne wsparcie transformacji żywnościowej w ramach strategii Od pola do stołu. Mimo to zaawansowane mechanizmy kontrolne czasem zawodzą w starciu z tempem innowacji wprowadzanych przez koncerny spożywcze, które w poszukiwaniu idealnej tekstury mięsa potrafią balansować na granicy dopuszczalnych norm chemicznych.
Tak powstają produkty wegańskie. To nie zawsze rzemieślnicza działalność
Aby zrozumieć skalę problemu, należy przyjrzeć się temu, jak powstaje nowoczesny burger roślinny oraz jego płynny odpowiednik, czyli napój owsiany. Produkcja tych artykułów to proces czysto inżynieryjny, w którym naturalne surowce są rozkładane na czynniki pierwsze, a następnie składane na nowo przy użyciu chemii procesowej. W przypadku burgerów kluczowa jest ekstruzja, czyli proces przeciskania masy przez dysze pod wysokim ciśnieniem i w wysokiej temperaturze. Nadaje ona białku grochu lub soi strukturę włóknistą, przypominającą mięśnie zwierzęce. Do masy dodawana jest metyloceluloza (spoiwo i emulgator oznaczany symbolem E461), a także aromaty dymu i barwniki imitujące krew, takie jak powszechnie stosowany sok z buraka czy, w przypadku węższej grupy innowacyjnych wyrobów, leghemoglobina.

Podobna technologia towarzyszy produkcji napojów owsianych, w których ziarno poddawane jest hydrolizie enzymatycznej. Dzięki temu napój staje się naturalnie słodki, choć proces ten może wiązać się z utratą części cennego błonnika w stosunku do całego ziarna, a indeks glikemiczny końcowego produktu bywa zróżnicowany. W Polsce wartość detalicznego rynku tej żywności wycenia się na kilkaset milionów złotych i wciąż wyraźnie rośnie, co potwierdza, że nie jest to już tylko nisza dla wybranych. Problem pojawia się jednak w punkcie styku rolnictwa z przemysłem.
Masowa uprawa owsa czy soi wymaga stosowania herbicydów, dlatego zarówno nieprzetworzone ziarna, jak i wysoko skoncentrowane białka roślinne muszą podlegać rygorystycznym unijnym limitom pozostałości, które mają chronić konsumenta przed kumulacją chemikaliów. Branża spożywcza, chcąc zaspokoić popyt, coraz częściej sięga po surowce gorszej jakości, co bezpośrednio przekłada się na profil chemiczny żywności lądującej na naszych talerzach. Przeciętny konsument szuka w tych produktach witamin i minerałów, a otrzymuje wysokoprzetworzoną matrycę, w której składniki odżywcze są jedynie syntetycznym dodatkiem.
Toksyny w wegańskich produktach spożywczych. To znaleźli naukowcy
Najnowsze badania przeprowadzone przez naukowców z University of Parma oraz Cranfield University wykazały obecność mykotoksyn w szerokiej gamie produktów roślinnych dostępnych w sprzedaży. Wyniki opublikowane w czasopiśmie naukowym Food Control wskazują, że przebadane zamienniki mięsa i nabiału mogą zawierać substancje produkowane przez pleśnie i grzyby, które przy długotrwałym spożywaniu mogą wpływać negatywnie na zdrowie człowieka.
Badacze przeanalizowali 212 produktów pochodzenia roślinnego, wśród których znalazły się m.in. roślinne burgery, wegańskie kiełbaski, zamienniki kurczaka, a także napoje owsiane, migdałowe i sojowe. W każdym z przebadanych artykułów wykryto przynajmniej jedną z 19 analizowanych mykotoksyn, natomiast część produktów zawierała jednocześnie kilka różnych toksycznych związków. Choć ich poziomy nie przekraczały norm obowiązujących w Unii Europejskiej, naukowcy podkreślają, że problemem może być regularna, wieloletnia ekspozycja organizmu na tego typu substancje.
Mykotoksyny pojawiają się najczęściej w zbożach, roślinach strączkowych, orzechach i nasionach. Do skażenia może dojść zarówno podczas uprawy, jak i magazynowania czy transportu żywności. Eksperci zaznaczają, że całkowite wyeliminowanie tych związków z produktów spożywczych jest praktycznie niemożliwe, jednak konieczne są dokładniejsze kontrole jakości surowców wykorzystywanych do produkcji żywności roślinnej. Zdaniem badaczy dynamiczny rozwój rynku wegańskich zamienników mięsa i nabiału sprawia, że obecne regulacje mogą nie nadążać za zmianami zachodzącymi w branży spożywczej.