fot: Arkadiusz Ziolek/ East News. 16.12.2020. n/z Portfel na tle pieniadzy.
East News, Arkadiusz Ziolek
Autor Kamila Jeziorska - 4 Lutego 2021

300 tys. Polaków musi nastawić się na wyższy podatek. Trzeba zacisnąć pasa

Podatek dla wielu Polaków oznacza prawdziwą zmorę i strach o potyczkę z urzędem skarbowym. Nic dziwnego, bowiem przy rozliczaniu tegorocznego podatku należy zwrócić uwagę na to, w którym progu się znajdujemy. Z danych wynika, że na drugi próg podatkowy mogło załapać się nawet 300 tys. Polaków.

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Czemu Polacy coraz częściej łapią się na drugi próg podatkowy
  • Czemu rząd nie podnosi limitów
  • Co o całej sprawie sądzą eksperci

Polacy i drugi próg podatkowy

System podatkowy w Polsce to rzecz niebywale skomplikowana oraz trudna, dlatego bardzo często korzystamy z usług specjalistów, którzy nam w tym pomogą. Przypomnijmy zatem jak wyglądała droga do reformy.

W 2009 r. rząd pod wodzą Donalda Tuska z Jackiem Rostowskim na stanowisku finansów zlikwidował trzeci próg podatkowy. Jednocześnie niezmiennie mamy do czynienia z drugim progiem podatkowym, który uderzać miał w tych najlepiej zarabiających. Ci po reformie nie musieli płacić już 40 proc. od nadwyżki dochodu.

Progiem kwalifikującym do załapania się na drugi próg podatkowy została kwota 85,5 tys. brutto rocznych zarobków. "To oznaczało, że najbogatsi procentowo zaczęli płacić tyle samo, co średnio zarabiający. Jednocześnie zarabiający średnio wpadali w wyższy wymiar podatku dopiero po przekroczeniu dawnego progu dla bogatych" - tłumaczy portal money.pl.

Cofnijmy się zatem do 2009 r., gdy realia były inne - mniejsze pensje, okropnie niska płaca minimalna oraz głodowe stawki godzinowe. Wówczas podatki z drugiego progu regulowało zaledwie 350 tys. Polaków. Wszak społeczeństwo się bogaci i liczba ta stale rosła, ale obecnie może pobić prawdziwy rekord.

Do 2016 r. liczba podatników drugiego progu rosła średnio o 50 tys. rocznie, jednakże w 2018 r. wystrzeliła, aż do 180 tys. osób więcej. Choć ministerstwo finansów nie opublikowało jeszcze dokładnych danych, eksperci przewidują, że w 2020 r. liczba nowych "bogaczy" w Polsce może się zwiększyć.

Podatki w Polsce wciąż skomplikowane

W 2009 r. zaledwie jeden na stu podatników łapał się na drugi próg podatkowy. Obecnie jest to już ok 5. proc. podatników, czyli co dwudziesty z nas. Przypomnijmy, że wtedy średnia pensja wynosiła 3 tys. zł, natomiast teraz, po reformach rządu, płaca minimalna brutto wynosi 2,8 tys. zł. Jednocześnie rośnie wynagrodzenie na wyższych stanowiskach, a to sprawia, że na 35 proc. podatek kwalifikuje się coraz więcej Polaków.

Portal money.pl zauważa, że od lat drugi próg podatkowy nie został zwaloryzowany, a gdyby do tego doszło osiągnąłby prawie 140 tys. zł. Cóż, pomyślmy, że w dzisiejszych czasach na takie zarobki mogą pozwolić sobie jedynie przedstawiciele najlepiej płatnych zawodów.

Jednocześnie Prawo i Sprawiedliwość wprowadziło daninę solidarnościową, którą płacą zarabiający powyżej 1 mln zł rocznie. W zeszłym roku uiściło ją ok. 30 tys. Polaków zasilając jednocześnie budżet państwa kwotą 1,65 mld zł.

- Nieruszanie progów podatkowych jest na rękę rządowi, bo daje pieniądze bez konieczności podejmowania niepopularnych decyzji. Dobry przykład to ostatnia "podwyżka" składek ZUS dla samozatrudnionych. Ale to jest przecież zwykła indeksacja o wzrost płac, jak co roku. Ten ruch dawał jakieś 0,1-0,2 mld zł dodatkowych wpływów do budżetu. W tym samym czasie brak zmian w porównaniu do 2020 kwoty wolnej, kosztów uzyskania przychodu i właśnie drugiego progu w PIT daje ok. 1 mld zł - tłumaczy w rozmowie z money.pl Aleksander Łaszek, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Ekspert wskazuje, że nie bez kozery rząd nie rusza także kwoty wolnej od podatku. Z kolei Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha zauważa, że jest to po prostu ukryta podwyżka podatków.

Następny artykułNie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj biznesinfo.pl na:Obserwuj nas na Google News Google News