Ledwo co wyszli z Polski, a już chcą wracać. RegioJet ubiega się o 35 nowych tras
Czeski przewoźnik kolejowy RegioJet znowu zaskakuje rynkowych analityków oraz pasażerów w naszym kraju. Zaledwie kilka miesięcy po głośnym i pełnym emocji wycofaniu się z obsługi połączeń wewnątrzpolskich, prywatny podmiot należący do ekscentrycznego miliardera Radima Jančury podejmuje kolejną próbę rzucenia wyzwania państwowemu monopoliście. Na kolejowej mapie Polski może dojść do sporego przetasowania, choć eksperci zalecają daleko idącą wstrzemięźliwość w otwieraniu szampana.
Potyczki RegioJet z PKP Intercity
Wejście prywatnego kapitału na tory zdominowane przez państwowych graczy od lat budzi olbrzymie emocje. Czeska spółka zadebiutowała na naszym rynku w grudniu ubiegłego roku, obiecując pasażerom nową jakość, konkurencyjne ceny biletów oraz dynamiczny rozwój siatki połączeń. Rzeczywistość okazała się weryfikująca ambitne plany z Pragi, a liczba faktycznie uruchomionych składów była znacznie mniejsza od szumnych zapowiedzi marketingu.
Konflikt z podmiotami powiązanymi z Grupą PKP systematycznie narastał, przenosząc się z peronów do gabinetów prawnych. Jesienią zeszłego roku czeskie media branżowe donosiły o przygotowywanej przez RegioJet oficjalnej skardze do Komisji Europejskiej. Prywatny operator zarzucał polskim podmiotom jawną dyskryminację, utrudnianie dostępu do powierzchni reklamowych na kluczowych dworcach oraz faworyzowanie pociągów PKP Intercity przy konstruowaniu rozkładów jazdy.

Oliwy do ognia dolał zapis zakazujący pracownikom państwowego przewoźnika podejmowania dodatkowego zatrudnienia u konkurencji. Władze PKP Intercity konsekwentnie odpierały te zarzuty, wskazując na pełną transparentność i działanie w granicach prawa. Czara goryczy przelała się w kwietniu bieżącego roku, gdy właściciel firmy ogłosił nagłe wycofanie się z polskich tras krajowych z powodu braku rentowności. Czy można zatem realnie zarobić na polskiej kolei bez państwowych dotacji?
Urzędnicze procedury i degradacja priorytetów w RegioJet
Niespodziewanie dla całego sektora transportowego, PKP Polskie Linie Kolejowe potwierdziły wpłynięcie nowych wniosków od czeskiego operatora. RegioJet ubiega się o przyznanie tras w relacjach krajowych na roczny rozkład jazdy 2026/2027, składając łącznie 35 wniosków dotyczących głównie połączeń ze stolicą.
Potwierdzamy, że w ramach prac nad opracowaniem rocznego rozkładu jazdy 2026/27 RegioJet złożył wnioski o przyznanie tras w relacjach krajowych. Przewoźnik nie informował nas o przyczynie złożenia wniosków na relacje krajowe (nie ma takiego obowiązku) - poinformowały PKP Polskie Linie Kolejowe w oświadczeniu przekazanym PAP.
Nowy plan zakłada kursy z Warszawy do Krakowa, Wrocławia, Poznania, Szczecina oraz Gliwic, choć z niewyjaśnionych przyczyn zrezygnowano z popularnej wcześniej linii nad Bałtyk. Kolejowy zarządca nie ukrywa jednak, że powrót Czechów nie będzie usłany różami, a formalne procedury mocno ograniczą ich pierwotny rozmach.

Aż 63 inne wnioski prywatnego przewoźnika zostały odrzucone z powodu błędów w dokumentacji, braku wymaganych zgód od niemieckiego Deutsche Bahn oraz dublowania stacji docelowych w Warszawie. Co więcej, trwająca modernizacja Katowickiego Węzła Kolejowego uniemożliwi uruchomienie pełnej trasy do Gliwic, skracając ją jedynie do Zawiercia.
Największym ciosem dla Czechów jest jednak drastyczne obniżenie priorytetu trasowania na kluczowych liniach do Poznania i Krakowa. Stało się to efektem majowej zmiany w regulaminie sieci, która pozwala karać przewoźników za niewykorzystanie ponad połowy wcześniej przydzielonych tras. Ponieważ RegioJet porzucił swoje pociągi w trakcie sezonu, ich nowe wnioski będą rozpatrywane na samym końcu stawki pasażerskiej. Poza problemami infrastrukturalnymi i proceduralnymi, nad czeskim operatorem gromadzą się ciemne chmury o charakterze wizerunkowym i finansowym.
Zobacz też: PKP rusza do wakacyjnego raju Polaków. Koszt biletu nad Adriatyk zachęci turystów
Obietnice bez pokrycia - wysokie pensje miały kusić polskich konduktorów
Wchodząc do Polski, przedsiębiorstwo kusiło personel pokładowy zarobkami znacznie przewyższającymi stawki oferowane przez narodowego przewoźnika. Wysokie pensje miały być magnesem przyciągającym doświadczonych konduktorów oraz kierowników pociągów. Rzeczywistość po nagłym zawieszeniu działalności okazała się jednak skrajnie odmienna od korporacyjnych zapewnień, a byli pracownicy znaleźli się w skomplikowanej sytuacji materialnej.
Z doniesień medialnych wynika, że RegioJet wciąż zalega z wypłatami dla wielu zatrudnionych w Polsce osób. Zdesperowani i pozbawieni środków do życia pracownicy, którzy zaufali zagranicznemu pracodawcy, konsolidują siły i przygotowują zbiorowy pozew sądowy przeciwko czeskiej spółce.
Finansowe kontrowersje oraz wiszące w powietrzu procesy mogą skutecznie storpedować plany rekrutacyjne niezbędne do obsłużenia 35 nowych tras. Choć z formalnego punktu widzenia pociągi powinny znaleźć się w przyszłym rozkładzie jazdy, o ile przewoźnik zaakceptuje warunki PLK, to niespłacone długi wobec personelu i najniższy priorytet na torach stawiają ten powrót pod dużym znakiem zapytania. Finalną decyzję i realne intencje Radima Jančury pasażerowie poznają dopiero w grudniu, gdy nowy rozkład wejdzie w życie.
Zobacz też: PKP wyprzedaje mieszkania za bezcen. Najtańsze nawet za 17 tys. zł
Pracownicy wciąż nie otrzymali swoich pensji
Jak wynika z doniesień medialnych, RegioJet opuścił nasz kraj, pozostawiając wielu stewardów i konduktorów bez należnych im wyplat za ciężką pracę. Konrad, steward z umową ważną do 17 marca 2027 r., którego sytuację przytacza “Wyborcza”, nie dostał ani wypowiedzenia, ani odprawy. Jego ostatnia wypłata za kwiecień miała wynieść 709,69 zł. Były pracownik przyznaje, że brakuje mu 4,5 tys. zł.
Firma twierdzi, że wypłata się zgadza, ale u mnie to jest różnica 4,5 tysiąca złotych - mówi “Wyborczej” pan Konrad.
Dodatkowo pracownicy mieli również nie otrzymywać konkretnych pasków wypłat, dlatego nie mogli sprawdzić, czy ich pensje zostały potrącone. Osoby, które z dnia na dzień zostały bez środków do życia i z ignorowanymi wiadomościami, zrzeszają się i szykują pozew zbiorowy przeciwko czeskiemu pracodawcy.
Firma rekrutowała młodych ludzi, obiecując elastyczność i świetne zarobki, a skończyło się na braku wypłat za przepracowane godziny oraz nadgodziny. Przedstawiciele personelu pokładowego otwarcie mówią o poczuciu oszukania przez zagraniczny koncern. Tymczasem RegioJet odrzuca zarzuty i zapewnia, że systematycznie wywiązywał się ze zobowiązań wobec pracowników. Jak podaje spółka, "wszystkie zobowiązania prawne były i są realizowane zgodnie z obowiązującymi przepisami".