Po 25 latach znika z galerii handlowych. Polska marka już niedostępna stacjonarnie
Polski rynek odzieżowy traci kolejne sklepy należące do rodzimej marki. Firma obecna na rynku od 25 lat podjęła decyzję o zakończeniu sprzedaży stacjonarnej i stopniowo zamknęła salony działające w galeriach handlowych. Przyczyną nie był jeden nagły problem, lecz kumulacja zmian, z którymi przedsiębiorstwo mierzyło się przez kilka ostatnich lat. Likwidacji sklepów towarzyszyły wyprzedaże, podczas których ceny ubrań obniżono nawet o 80 proc.
Zakupy w Polsce. Internet konkuruje ze sklepami stacjonarnymi
Sposób, w jaki Polacy robią zakupy, zmienił się w ostatnich latach przede wszystkim pod wpływem rozwoju handlu internetowego. Klienci coraz częściej rozpoczynają poszukiwanie produktu w sieci, porównują ceny, czytają opinie i sprawdzają dostępność różnych rozmiarów. Nie oznacza to jednak, że tradycyjny sklep przestał być potrzebny. W przypadku odzieży możliwość przymierzenia ubrania, oceny jego materiału i natychmiastowego zabrania zakupu nadal pozostaje ważną przewagą salonów stacjonarnych.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2025 roku zakupy przez internet zrobiło 69,7 proc. osób w wieku od 16 do 74 lat. Było to o 2,3 pkt proc. więcej niż rok wcześniej. Z kolei raport "E-commerce w Polsce 2025” wskazuje, że kupowanie online deklarowało 78 proc. badanych internautów, a 77 proc. korzystało z polskich sklepów internetowych.

Popularność e-commerce wynika przede wszystkim z wygody. Sklep internetowy jest dostępny przez całą dobę, pozwala szybko zestawić oferty różnych sprzedawców i zamówić produkt bez wychodzenia z domu. Klienci mają też dostęp do znacznie większego wyboru niż w pojedynczym salonie. W przypadku zakupów odzieżowych problemami pozostają jednak nietrafiony rozmiar, konieczność czekania na przesyłkę i zwroty.
W praktyce oba kanały coraz częściej się uzupełniają. Konsument może znaleźć ubranie w internecie, a następnie obejrzeć je w salonie, albo odwrotnie, przymierzyć produkt stacjonarnie i później kupić go online. Dla firm oznacza to konieczność równoczesnego utrzymywania sklepów, magazynów, logistyki i sprzedaży cyfrowej. Duże sieci mogą rozłożyć te koszty na setki lub tysiące punktów, natomiast dla mniejszej polskiej marki prowadzenie rozbudowanej sieci stacjonarnej staje się znacznie większym obciążeniem.
Polskie marki konkurują z fast fashion. Cena często decyduje o zakupie
Rynek odzieżowy w Polsce jest podzielony pomiędzy rodzime firmy, międzynarodowe sieci, sklepy premium, marki fast fashion oraz zagraniczne platformy internetowe. Każda z tych grup walczy o uwagę klienta innymi metodami. Mniejsze polskie marki często podkreślają lokalną produkcję, jakość wykonania, własne projekty oraz bardziej ograniczone kolekcje. Duże koncerny wygrywają natomiast skalą, częstotliwością wprowadzania nowości i możliwością prowadzenia agresywnych promocji.
Fast fashion opiera się na szybkim reagowaniu na trendy i dostarczaniu do sklepów dużej liczby stosunkowo tanich produktów. Jeszcze dalej poszły platformy określane jako ultra fast fashion, które potrafią dodawać do sprzedaży ogromną liczbę nowych modeli i docierać do klientów wyłącznie przez internet. Dzięki globalnej skali, rozbudowanemu marketingowi i niskim cenom mogą przejmować część sprzedaży, o którą wcześniej rywalizowały marki obecne w polskich galeriach handlowych.

Dla klienta taki model oznacza szeroki wybór i łatwy dostęp do promocji. Dla mniejszych przedsiębiorstw wiąże się jednak z presją na obniżanie cen, skracanie czasu przygotowania kolekcji i zwiększanie wydatków na reklamę. Polska marka produkująca ubrania w lokalnych szwalniach zazwyczaj ponosi wyższe koszty pracy i wytwarzania niż firma zamawiająca miliony sztuk na potrzeby globalnego rynku.
Rywalizacja stała się jeszcze trudniejsza po pandemii i okresie wysokiej inflacji. Klienci zaczęli ostrożniej planować zakupy oraz poszukiwać ubrań bardziej uniwersalnych. Jak wskazywały właścicielki Vissavi, wcześniej klientka mogła kupić kilka sukienek, natomiast później częściej szukała jednego modelu, który nadawałby się równocześnie do pracy, na co dzień i na specjalną okazję.
W takich warunkach przewagę zyskują firmy, które mogą długo sprzedawać poniżej standardowej marży, intensywnie inwestować w reklamę i szybko dopasowywać ceny do konkurencji. Skutkiem może być stopniowe ograniczanie działalności przez mniejsze marki, zamykanie nierentownych salonów albo całkowite przechodzenie do internetu.
Zobacz też: To koniec popularnej marki smartfonów w Europie. Wkrótce nie kupisz już jej telefonów
Polska marka zamyka sklepy. Wyprzedaże Vissavi sięgały 80 proc.
Vissavi powstała w 2001 roku w Rzeszowie z inicjatywy Agaty Blok. Firma specjalizowała się w kobiecej odzieży codziennej i okazjonalnej, szczególnie w sukienkach. Marka przygotowywała własne projekty i współpracowała z polskimi zakładami produkcyjnymi. W najlepszym okresie, przypadającym na lata 2017-2018, prowadziła 17 sklepów w galeriach handlowych w różnych częściach Polski.
Decyzja o zamknięciu salonów nie była nagła. Według właścicielki pierwszym poważnym problemem okazało się ograniczenie handlu w niedziele. Sklepy miały mniej dni sprzedaży, podczas gdy wysokość czynszów i innych kosztów stałych nie zmniejszyła się proporcjonalnie. Kolejnym uderzeniem była pandemia COVID-19, zamknięcie galerii i ograniczenie liczby imprez, na które klientki kupowały eleganckie kreacje.
Później pojawiły się następne obciążenia: wzrost cen energii, produkcji, pracy, podatków, logistyki oraz czynszów w centrach handlowych. Firma wskazywała także na konkurencję ze strony dużych sieci i chińskich platform zakupowych. Równocześnie spadały obroty części salonów. W przypadku jednego ze sklepów miesięczna sprzedaż na początku 2022 roku miała wynosić około 18-20 tys. zł, podczas gdy koszty prowadzenia lokalu były ponad dwukrotnie wyższe.
Proces zamykania sklepów rozpoczął się pod koniec 2025 roku. Salony w Galerii Północnej w Warszawie, Galerii Bronowice w Krakowie i Millenium Hall w Rzeszowie miały działać do 31 grudnia. Pozostałe punkty kontynuowały sprzedaż przez kilka kolejnych miesięcy w formule outletowej. Podczas wyprzedaży likwidacyjnych produkty zostały przecenione nawet o 80 proc. Celem promocji było opróżnienie magazynów i zakończenie tradycyjnej sprzedaży bez pozostawienia dużych zapasów.
Obecnie wszystkie sklepy stacjonarne Vissavi są już zamknięte. Nie oznacza to jednak całkowitego zniknięcia marki. Firma nadal prowadzi sklep internetowy, w którym dostępne są kolekcje i przecenione produkty. Na stronie pojawiają się obecnie obniżki sięgające 77 proc. Ostatecznym skutkiem zmian jest więc rezygnacja z kosztownej sieci lokali i pozostawienie sprzedaży online, która wymaga mniejszych kosztów stałych niż utrzymywanie salonów w galeriach handlowych.