Ekspert ujawnia mechanizm, który przejął Bitcoina. „Ogon macha psem”
Rynek kryptowalut przeszedł fundamentalną transformację – i to w sposób, którego wielu inwestorów detalicznych nie lubi. Tam, gdzie jeszcze w hossie 2021 r. o kierunku notowań decydowały emocje retailu, narracje z social mediów i masowy napływ nowych uczestników, dziś coraz częściej wycenę dyktuje infrastruktura znana z Wall Street: ETF-y na Bitcoina, futures, opcje, arbitraż i zarządzanie ryzykiem w stylu instytucjonalnym. Szczegóły w rozmowie z BiznesInfo wyjaśnia Paweł Łaskarzewski z Nomad Fulcrum.
- ETF-y na Bitcoina wciągnęły krypto w orbitę tradycyjnych rynków i dołożyły kanał transmisji nastrojów z giełd akcji, stóp procentowych i cykli „risk-on/risk-off”
- Price discovery coraz częściej przesuwa się na rynek instrumentów pochodnych – tam kumuluje się dźwignia, hedging i największa płynność
- Inwestor detaliczny ma mniejszą sprawczość, bo jego zakupy na rynku spot są „doganiane” przez mechanikę kontraktów terminowych i strategii arbitrażowych
Instytucje przejęły ster, bo dostały narzędzia i skalę
Wprowadzenie spotowych ETF-ów na Bitcoina było punktem zwrotnym: dało instytucjom prosty, regulowany instrument ekspozycji na BTC bez potrzeby obsługi portfeli, giełd kryptowalutowych czy custody we własnym zakresie. Efekt? Bitcoin zaczął funkcjonować w portfelach podobnie jak złoto czy indeksy giełdowe.
W praktyce oznacza to jedno: rynek krypto przestał być zdominowany przez „ulicę”, bo zyskał nowy kanał napływu kapitału, który ma zupełnie inną logikę działania niż drobni gracze.
Paweł Łaskarzewski nazywa konsekwencję tej zmiany wprost:
– Ja jako inwestor detaliczny nie jestem w stanie wpłynąć na rynek Bitcoina, kupując go za 10 tys., 100 tys., nawet za kilka milionów. Ale duży fundusz, który ‘włoży’ w ten rynek miliard dolarów, potrafi poruszać nim w górę i w dół – kiedy chce – mówi ekspert.
To sedno nowej rzeczywistości: retail nie zniknął, ale jego przepływy – w skali globalnej – coraz częściej są szumem, a nie czynnikiem równowagi.
„Ogon macha psem”. Dlaczego to futures coraz częściej ustawiają cenę spot?
Najmocniejszy wniosek dotyczy mechanizmu ustalania ceny. W intuicyjnym wyobrażeniu to rynek kasowy (spot) jest „źródłem prawdy”, a derywaty tylko go naśladują. W praktyce dojrzałych rynków bywa odwrotnie: tam, gdzie jest dźwignia, hedging i największa płynność dla dużych zleceń, tam przesuwa się price discovery.
Łaskarzewski opisuje to obrazowo:
– Z paradygmatu, w którym pies machał ogonem, przeszliśmy do paradygmatu, w którym ogon macha psem – bo urósł tak bardzo, że jest rzędy wielkości większy – podkreśla.
Ten mechanizm wzmacnia arbitraż. Jeśli na futures „rysuje się” inna cena niż na spot, profesjonalny kapitał nie dyskutuje z narracją z X czy Telegrama – tylko liczy różnicę i ją domyka. W efekcie cena kasowa często podąża za ceną „papierową”.
Rynek pochodnych to nie dodatek. To centrum dowodzenia
Dlaczego derywaty mają taką siłę? Bo to tam instytucje mogą:
- zajmować pozycje long i short bez „przekładania” fizycznego BTC,
- zabezpieczać ekspozycję (hedging) w sposób znany z rynku akcji i surowców,
- zarządzać ryzykiem portfeli w czasie rzeczywistym,
- budować strategie market neutral i volatility trading.
W takim świecie sam fakt, że inwestorzy detaliczni „wykupują Bitcoina z giełd”, nie wystarcza, jeśli rynek kontraktów pokazuje inny scenariusz.
Nowa reguła gry: zarabia się także na spadkach i na zmienności
Wejście dużych graczy nie „zabiło” ryzyka. Ono je profesjonalizowało. Na rynku z rozwiniętymi instrumentami pochodnymi standardem jest:
- gra na wzrosty (long),
- gra na spadki (short),
- strategie neutralne rynkowo (market neutral),
- handel zmiennością przez opcje.
Łaskarzewski zwraca uwagę na rzecz kluczową z perspektywy infrastruktury rynku:
– Giełdy kryptowalutowe zarabiają na wolumenie. Kiedyś grałem głównie long i trzymałem pozycje. Dziś gram long i short, przeskakuję między pozycjami i generuję znacznie większy obrót – mówi.
To prowadzi do wniosku, który dla wielu brzmi brutalnie: w dojrzałym ekosystemie nie musi „opłacać się” spokojny trend wzrostowy. Opłaca się zmienność, bo to ona napędza obrót, a obrót napędza przychody platform.
Co to oznacza dla inwestora detalicznego?
- Analiza on-chain przestaje wystarczać. W świecie ETF-ów i futures trzeba patrzeć na pozycjonowanie, funding, strukturę terminową i rynek opcji.
- Halving nie jest już jedyną osią narracji. Nadal ma znaczenie podażowe, ale coraz większy wpływ mają czynniki makro: stopy procentowe, dolar, apetyt na ryzyko, a także mechanika rynku pochodnych.
- Rynek staje się mniej „romantyczny”, bardziej księgowy. To dobra wiadomość dla stabilności infrastruktury, gorsza dla tych, którzy liczyli na rewolucję „przeciw finansjerze”.
Najtrafniej nowy etap rynku można opisać tak: detal nadal tworzy narracje, ale instytucje tworzą cenę krańcową – zwłaszcza wtedy, gdy napięcie przenosi się na rynek derywatów.
W praktyce oznacza to, że inwestor indywidualny musi zmienić perspektywę: z wiary w prosty układ „popyt spot = cena” na zrozumienie, że współczesny Bitcoin jest aktywem wycenianym przez mechanikę rynku kapitałowego.
Źródło: BiznesInfo