Donald Trump powiedział to o ropie z Wenezueli. Wiadomo, co z cenami paliw
W nocy z piątku na sobotę Stany Zjednoczone zaatakowały Wenezuelę i pojmały prezydenta Nicolasa Maduro wraz z żoną. Jednym z kluczowych elementów, o których dziś dyskutują analitycy, są potężne złoża ropy w zaatakowanym państwie. Donald Trump zabrał głos w tej sprawie, to może się wydarzyć z cenami paliw.
- Konflikt pomiędzy USA a Wenezuelą
- USA pojmały prezydenta Wenezueli
- Donald Trump zabrał głos w sprawie wenezuelskiej ropy
Konflikt pomiędzy USA a Wenezuelą
Zwycięstwo Republikanina w wyborach prezydenckich w 2024 roku, zapewniające mu drugą kadencję, natychmiastowo zmieniło układ sił w relacjach na linii Waszyngton-Caracas. O ile administracja Joe Bidena, w obliczu globalnego kryzysu energetycznego wywołanego wojną na Ukrainie, szukała sposobów na poluzowanie sankcji i wpuszczenie wenezuelskiej ropy na zachodnie rynki, o tyle Donald Trump wraca do strategii "maksymalnej presji”. Wenezuela, kraj posiadający największe potwierdzone rezerwy ropy naftowej na świecie , od lat pogrążona jest w głębokim kryzysie gospodarczym i humanitarnym, a rządy Nicolàsa Maduro opierają się na represjach i, jak wskazują liczne raporty międzynarodowe, na sfałszowanych wyborach. Dla nowej administracji republikańskiej, która obejmuje stery w Białym Domu, sytuacja ta jest nieakceptowalna nie tylko z powodów ideologicznych, ale przede wszystkim strategicznych.

Trump wielokrotnie krytykował przywódców innych państw za "kupowanie ropy od wrogów”, wskazując na absurdalność sytuacji, w której Stany Zjednoczone, będące energetyczną potęgą, zasilają gotówką reżimy otwarcie wrogie Ameryce. Wenezuela pod rządami socjalistów stała się dla Republikanów symbolem upadku państwa, a jednocześnie przyczółkiem dla wpływów Rosji i Chin na zachodniej półkuli. Decyzje, które zapadały w Waszyngtonie, miały na celu nie tylko odcięcie Maduro od funduszy, ale także demonstrację siły. Prezydent USA nie zamierza tolerować półśrodków, a jego retoryka wskazuje na to, że kwestia wenezuelska będzie traktowana priorytetowo, jako test skuteczności nowej, agresywnej polityki zagranicznej.
USA pojmały prezydenta Wenezueli
W nocy z piątku na sobotę doszło do gwałtownej eskalacji napięć między Stanami Zjednoczonymi a Wenezuelą. Około godziny 2 czasu lokalnego (7 czasu polskiego) siły USA przeprowadziły ataki na cele na terytorium Wenezueli. Nad Caracas widziano helikoptery oraz gęste kłęby dymu. Jak informuje CBS News, powołując się na amerykańskich urzędników, operacja miała zostać zatwierdzona bezpośrednio przez prezydenta USA Donalda Trumpa. Rząd w Caracas oskarżył Stany Zjednoczone o militarną agresję wymierzoną zarówno w cele wojskowe, jak i cywilne, uznając działania USA za naruszenie Karty Narodów Zjednoczonych. Według władz Wenezueli w wyniku ataków zginęli żołnierze oraz cywile.

Kilka godzin po rozpoczęciu operacji Donald Trump ogłosił, że amerykańskie siły zbrojne "pojmały” prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro oraz jego żonę, pierwszą damę Cilię Flores, i wywiozły ich z kraju. Z doniesień medialnych wynika, że para została schwytana przez elitarne jednostki sił specjalnych USA i znajduje się obecnie pod nadzorem amerykańskiej armii, choć miejsce ich przetrzymywania nie zostało ujawnione. Wenezuelskie władze przyznały, że nie mają informacji o losie prezydenta. Wiceprezydent Delcy Rodríguez oświadczyła, że rząd nie wie, gdzie przebywają Maduro i Flores, natomiast minister obrony Vladimir Padrino zapowiedział kontynuowanie oporu i wezwał społeczeństwo do mobilizacji. Wydarzenia te wpisują się w narastający od miesięcy konflikt, któremu towarzyszy zwiększona obecność wojskowa USA w regionie oraz wzajemne oskarżenia dotyczące handlu narkotykami i kontroli nad strategicznymi zasobami naturalnymi Wenezueli.
Zobacz też: Ważna przesyłka trafi do każdego polskiego domu. Wysyłka już ruszyła
Donald Trump zabrał głos w sprawie wenezuelskiej ropy
Donald Trump w swoich ostatnich wypowiedziach wyraźnie podkreślił, że przyszłość wenezuelskiego sektora naftowego będzie jednym z kluczowych elementów polityki Stanów Zjednoczonych wobec tego kraju. W sobotnim wywiadzie dla Fox News prezydent USA zapowiedział, że Ameryka zamierza być "bardzo mocno zaangażowana” w sektor naftowy Wenezueli, jeśli dojdzie do politycznego przełomu. Trump wskazywał przy tym na potencjał, jaki, jego zdaniem, został zaprzepaszczony przez wieloletnie rządy socjalistyczne.
Prezydent USA nie krył krytyki wobec reżimu Nicolása Maduro oraz wcześniejszych rządów Hugo Cháveza, które, jak oceniał również cytowany przez CNN analityk Phil Flynn, doprowadziły do głębokiej degradacji wenezuelskiego przemysłu naftowego. Trump zwracał uwagę, że kraj posiada największe potwierdzone złoża ropy naftowej na świecie, sięgające około 303 mld baryłek, a mimo to wydobycie utrzymuje się na poziomie zaledwie około 1 mln baryłek dziennie. W jego narracji jest to dowód na niewydolność dotychczasowego modelu zarządzania sektorem energetycznym. Trump zapowiedział, że nie dopuści do sytuacji, w której po ewentualnym odsunięciu Maduro władzę przejmie osoba kontynuująca jego politykę. Stany Zjednoczone uznają bowiem przebywającego na wygnaniu Edmunda Gonzaleza za prawowitego prezydenta Wenezueli, a amerykańska administracja liczy na zmianę kursu gospodarczego, w tym na otwarcie kraju na międzynarodowe inwestycje. W tym kontekście Trump jednoznacznie wskazywał na rolę amerykańskich firm naftowych, podkreślając, że USA dysponują "największymi i najlepszymi” przedsiębiorstwami w tej branży.
Będziemy mocno zaangażowani w sektor naftowy w Wenezueli - przekazał Fox News prezydent USA.
Według Trumpa to właśnie zaangażowanie amerykańskiego kapitału i technologii mogłoby umożliwić odbudowę zniszczonej infrastruktury energetycznej Wenezueli oraz stopniowe uwolnienie jej potencjału wydobywczego. Jak zauważa CNN, wenezuelska ropa wymaga zaawansowanego sprzętu i wysokiego poziomu know-how, którym dysponują międzynarodowe koncerny, dotychczas ograniczane przez sankcje i nieprzyjazną politykę rządu w Caracas. Trump sugerował, że zniesienie tych barier i powrót amerykańskich firm mógłby w dłuższej perspektywie "zmienić zasady gry” na globalnym rynku ropy naftowej. Jednocześnie prezydent USA wpisywał swoje wypowiedzi w szerszy kontekst globalnej energetyki, przypominając, że Stany Zjednoczone są obecnie największym producentem ropy na świecie.
W ocenie ekspertów zmiana sytuacji w Wenezueli i możliwa odbudowa jej sektora naftowego nie muszą oznaczać gwałtownych wahań cen surowca w krótkim terminie, ale mogą mieć istotne znaczenie strategiczne w dłuższej perspektywie. Trump jasno dawał do zrozumienia, że Waszyngton postrzega wenezuelską ropę nie tylko jako zasób gospodarczy, lecz także jako element szerszej gry politycznej i ekonomicznej na arenie międzynarodowej.