biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Finanse > Dlaczego polskie ETF-y są droższe od zagranicznych? Zarządzający wyjaśnia
Darek Dziduch
Darek Dziduch 16.09.2026 07:42

Dlaczego polskie ETF-y są droższe od zagranicznych? Zarządzający wyjaśnia

Dlaczego polskie ETF-y są droższe od zagranicznych? Zarządzający wyjaśnia
Fot. Biznes Info

„Inwestowanie dla pipek” - taki tytuł nosiła wygenerowana przez sztuczną inteligencję okładka nieistniejącej książki, którą jeden z giełdowych influencerów wymierzył w zwolenników ETF-ów. Czy kupowanie całego indeksu to wybór dla naiwnych? I za co właściwie płaci ktoś, kto zamiast globalnego giganta wybiera polskie ETF-y?

Jeden fundusz na dziesięć. Czy warto go szukać?

Mateusz Mucha, zarządzający aktywami w Beta ETF, doradca inwestycyjny i makler papierów wartościowych, z tezą o „pipkach” się nie zgadza. W rozmowie z Darkiem Dziduchem w cyklu Rozmowy Wartościowe przyznaje, że pasywna strategia nie każdemu przypadnie do gustu, bo aktywny inwestor szuka w rynku czegoś więcej. Większość społeczeństwa nie ma jednak czasu, wiedzy ani odporności psychicznej, by samodzielnie wybierać spółki. „ETF-y to po prostu inwestowanie dla każdego. Każdy znajdzie coś dla siebie” - podkreśla.

Zwolennicy indeksów najczęściej sięgają po badanie SPIVA, w którym S&P Dow Jones Indices porównuje fundusze zarządzane aktywnie (czyli takie, w których zespół ekspertów sam dobiera spółki i ich proporcje) z ich benchmarkami. Według danych na koniec 2025 r. w horyzoncie 15 lat niemal 90 proc. amerykańskich funduszy dużych spółek wypadło gorzej niż indeks S&P 500. W samym 2025 r. benchmarku nie pobiło 79 proc. z nich, co było jednym z najsłabszych wyników w 25-letniej historii zestawienia.

Mucha przekłada te liczby na sytuację statystycznego Kowalskiego, który ma przed sobą sto funduszy z efektownym marketingiem. Po piętnastu latach mniej więcej dziesięć z nich okaże się lepszych od indeksu, który można mieć za kilka setnych procenta rocznie. Wytypowanie tej dziesiątki jest możliwe, ale bardzo trudne. Zarządzający przestrzega też przed porównywaniem każdego funduszu z S&P 500. Fundusz akcji polskich trzeba mierzyć szerokim WIG-iem, a europejski - np. indeksem STOXX Europe 600. Branża nagradza zwycięzców pojedynczych lat, tymczasem liczy się powtarzalność. „Dobry zarządzający nie wygrywa rankingów, ale ciągle jest wysoko. To koń, na którego warto postawić. A statystyka mówi, że tym koniem jest indeks” - tłumaczy.
 

2 procent opłaty, a dwie trzecie dla pośrednika?

Polski rynek ma jednak specyfikę, którą Mucha nazywa wprost patologiczną strukturą dystrybucji. Fundusze akcyjne pobierały jeszcze kilka lat temu nierzadko 4-5 proc. rocznie. Dopiero rozporządzenie Ministra Finansów z 2018 r. stopniowo obniżało limit stałej opłaty za zarządzanie w funduszach otwartych, z 3,5 proc. w 2019 r. do 2 proc. od 2022 r. Zdaniem rozmówcy z tych dwóch procent towarzystwa oddają nawet dwie trzecie bankom i innym pośrednikom. To jednak szacunek, którego nie da się zweryfikować dla całego rynku, bo warunki umów dystrybucyjnych nie są jawne.

Prowadzący rozmowę przypomina, że część bankowych funduszy akcji amerykańskich w praktyce odwzorowywała S&P 500, tyle że wielokrotnie drożej niż ETF, którego roczny koszt nie przekracza jednej dziesiątej procenta. Pierwszy wyłom zrobiło TFI PZU, które w 2018 r. uruchomiło serię indeksowych funduszy inPZU z opłatą rzędu 0,5 proc. Dziś to samo towarzystwo wprowadza na GPW własne ETF-y w konstrukcji prawnej identycznej z tą, którą od 2019 r. stosuje Beta ETF.

Kluczowa różnica polega na tym, że ETF-ów nikt aktywnie nie sprzedaje. „ETF kładzie się na półce. Inwestor, świadomy czy z polecenia blogera, przychodzi i go kupuje. Nie mamy sprzedawcy, któremu z opłaty za zarządzanie płacilibyśmy prowizję za pozyskanie klienta” - mówi Mucha. W perspektywie 5-10 lat spodziewa się, że także aktywne fundusze z oferty TFI zaczną trafiać na giełdę jako ETF-y, omijając kosztowny kanał dystrybucji. Wzorem są Stany Zjednoczone, gdzie wraz z popularnością inwestowania indeksowego opłaty systematycznie spadają, a część tradycyjnych funduszy przekształciła się w ETF-y m.in. ze względów podatkowych.
 

Czy 0,8 proc. rocznie to naprawdę drogo?

Skoro ETF-y mają być tanie, dlaczego fundusz na mWIG40TR kosztuje ok. 0,8 proc. rocznie, a za globalny ETF na S&P 500 płaci się kilka setnych procenta? Na wskaźnik kosztów całkowitych TER (opłata za zarządzanie plus pozostałe wydatki funduszu) składają się m.in. wynagrodzenie depozytariusza, księgowość i licencja na indeks. Przy starcie z 5 mln zł aktywów te pozycje przekraczają nawet 3 proc., dlatego towarzystwo ograniczało ich obciążenie dla inwestorów. Wraz ze skalą ich udział maleje. ETF na mWIG40TR startował w 2019 r. z kosztami rzędu 1,2 proc., według Analiz Online jego TER wynosi dziś 0,81 proc., a od 1 lipca 2026 r. opłata za zarządzanie spadła z 0,8 do 0,7 proc.
Mucha otwarcie przyznaje, że Beta ETF to przedsięwzięcie o charakterze startupu, zbudowane bez bankowego zaplecza i sieci dystrybucji. Dopiero przy 3 mld zł aktywów, przekroczonych 8 września 2026 r., firma osiąga próg rentowności pozwalający utrzymać własne TFI.

Najciekawsze jest porównanie, które sam wskazuje. Irlandzki iShares MSCI Poland UCITS ETF z grupy BlackRock, z aktywami przekraczającymi miliard euro, kosztuje 0,74 proc. rocznie. TER funduszu Beta ETF WIG20TR, zarządzającego ok. 420 mln zł, wynosi 0,49 proc. Indeksy nie są identyczne, ale oba produkty dają ekspozycję na największe polskie spółki. „Już na poziomie czterystu milionów jesteśmy tańsi niż większe amerykańskie rozwiązanie na Polskę” - podkreśla Mucha, zastrzegając, że opłaty rzędu kilku setnych procenta wymagałyby nad Wisłą setek miliardów złotych aktywów.

Na wynik wpływa też błąd odwzorowania, czyli rozjazd między funduszem a indeksem. Bierze się on m.in. z niepodzielności akcji, pomijania najmniejszych spółek przy nowych wpłatach i dywidend, które indeks reinwestuje od razu, a fundusz dostaje po kilku tygodniach, do tego czasu utrzymując ekspozycję kontraktami futures. Według zarządzającego ETF na mWIG40TR ustępował w ostatnim roku indeksowi o ok. 0,5 proc., czyli mniej, niż wynosiły jego koszty. „Inwestowanie dla pipek” okazuje się więc głównie rachunkiem kosztów. Trzeba tylko pamiętać, że najgoręcej przekonuje do niego ten, kto na ETF-ach zarabia.
 

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Darek Dziduch
O autorze
Darek Dziduch
Redaktor BiznesINFO
Redaktor naczelny Biznes Info, dziennikarz finansowy i twórca video.Odpowiada za jakość, wizerunek i rozwój portalu, a także kanału Biznes Info na Youtube. Od lat zajmuje się edukacją ekonomiczną, ze szczególnym naciskiem na finanse osobiste i zagadnienia związane z inwestowaniem. Od 2016 roku współtworzył jeden z najwiekszych polskich kanałów inwestycyjno-finansowych na YouTube. Na rynku kapitałowym obecny nieprzerwanie od czasów, w których Donald Tusk chwalił się, że Polska jest “zieloną wyspą” po globalnym kryzysie finansowym.Specjalizuje się w tematach finansowych oraz związanych ze spółkami publicznymi.Z redakcją Biznes Info związany od połowy 2024 roku.
Zobacz wszystkie artykuły autora >
Wybór Redakcji
None
Konsumenci chcą wiedzieć, co kupują. Dla 88 proc. Polaków ważne są informacje o produktach w miejscu zakupów
Kod PIN, karta, bezpieczeństwo, kod PIN do karty
Masz taki kod PIN do karty? Natychmiast go zmień, te kombinacje to proszenie się o kłopoty
Zwolnienia Booksy
Stefan Batory stworzył jednorożca, teraz tnie etaty. Booksy zwalnia 200 osób
Biedronka
PZPN zmienia sponsora po 16 latach. Biedronka "wygryziona” przez konkurencję
Wiek emerytalny, ZUS, emeryci, renciści, Polska
Będzie nowy wiek emerytalny w Polsce? Wiceminister zabrał głos
telefon z PRL
Arcytrudny quiz o PRL. To nie tylko długie kolejki i kartki na mięso. Sprawdź się
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: