biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Polska i Świat > Chcą ratować Europę... bez Polski. Mario Draghi ugiął się dopiero po tygodniu krytyki
Darek Dziduch
Darek Dziduch 31.08.2026 18:11

Chcą ratować Europę... bez Polski. Mario Draghi ugiął się dopiero po tygodniu krytyki

Chcą ratować Europę... bez Polski. Mario Draghi ugiął się dopiero po tygodniu krytyki
Fot. Biznes Info

Mario Draghi zbudował think tank, który ma wyciągnąć Europę ze stagnacji technologicznej i gospodarczej. W pierwszym składzie znalazło się kilkudziesięciu ekonomistów, przedsiębiorców i byłych polityków z całego kontynentu. Z jednym wyjątkiem - zabrakło kraju, który od wejścia do Unii jest jej liderem wzrostu.

 

Raport, który przeczytali nawet ci, którzy nie musieli

Niemal dokładnie dwa lata temu Mario Draghi, były prezes Europejskiego Banku Centralnego i były premier Włoch, opublikował raport o konkurencyjności Europy przygotowany na zlecenie Komisji Europejskiej [Komisja Europejska, wrzesień 2024]. Dokumenty tego typu zwykle czyta garstka urzędników. Ten stał się wyjątkiem, bo autor nie stosował taryfy ulgowej wobec instytucji, które go zamówiły.

Diagnoza była gorzką pigułką. Model rozwoju, który przez dekady zapewniał Unii stabilny wzrost, po prostu się wyczerpał. Skończyła się tania energia i tani rosyjski gaz, do których gospodarki kontynentu zdążyły się przyzwyczaić. Skończył się też dotychczasowy model bezpieczeństwa, oparty na Stanach Zjednoczonych jako głównym płatniku i strażniku ładu. Do tego doszła rosnąca przepaść technologiczna wobec USA i Chin oraz przemysł, który od lat raczej się zwija, niż rozwija, bo produkcję systematycznie przenoszono na tańsze rynki. Draghi wyliczył, że odwrócenie tego trendu wymaga dodatkowych inwestycji rzędu 750-800 mld euro rocznie.

Trzeba zaznaczyć jedno. Te tezy nie służyły kwestionowaniu sensu istnienia Unii, choć podpisałaby się pod nimi większość antyunijnych polityków, również w Polsce. Raport powstał po to, żeby zmienić strategię Wspólnoty. Dwa lata później autor postanowił przekuć własną diagnozę w organizację.

Dwunastu Niemców, dwunastu Francuzów i ani jednego Polaka

W poniedziałek 24 sierpnia ogłoszono powstanie Rhine Group, czyli Grupy Renu. Współprzewodniczą jej Draghi i Patrick Collison, irlandzki założyciel platformy płatniczej Stripe, a dyrektorem wykonawczym został hiszpański ekonomista i były europoseł Luis Garicano. Think tank zrzesza ponad 50 osób: ekonomistów, naukowców, menedżerów i byłych polityków. Jest wśród nich Michael Miebach, prezes Mastercarda, Jörg Kukies, były niemiecki minister finansów, czy Bruno Le Maire, który we Francji kierował kolejno resortami rolnictwa, gospodarki i obrony.

Formalnie Grupa Renu jest szwajcarskim stowarzyszeniem z siedzibą w Genewie, a dyskusje mają się toczyć według reguły Chatham House. To inicjatywa całkowicie oddolna, bez żadnej mocy decyzyjnej i bez związku z Komisją Europejską - o czym w polskiej debacie łatwo zapomniano.

Uwagę zwróciło co innego. Na liście założycielskiej znalazło się 12 Niemców i 12 Francuzów, a jedynym przedstawicielem Europy Środkowej i Wschodniej był Toomas Hendrik Ilves, były prezydent Estonii [Puls Biznesu, sierpień 2026]. Polskich nazwisk brak, jeśli nie liczyć Sebastiana Siemiątkowskiego, prezesa szwedzkiej Klarny, syna polskich emigrantów, oraz Gerda Chrzanowskiego, szefa niemieckiej Schwarz Group, właściciela Lidla i Kauflanda.

Ironia jest tym większa, że manifest Grupy Renu otwiera zdanie o tym, iż wśród 50 największych firm technologicznych świata tylko cztery są europejskie. Trudno o lepszy przykład niż ElevenLabs - jedna z nielicznych europejskich spółek AI o globalnym zasięgu, zbudowana przez dwóch Polaków. W pierwszym składzie jej twórców zabrakło. Krytykę publicznie sformułowali między innymi profesor Marcin Piątkowski z Akademii Leona Koźmińskiego i Piotr Sankowski, prezes IDEAS NCBR. Minister finansów Andrzej Domański studził emocje, przypominając, że to inicjatywa nieformalna i nikogo nie da się do niczego zmusić. Założyciele długo milczeli, a gdy odpowiedzieli, wskazali na problemy logistyczne i zapowiedzieli poszerzenie składu.

Cztery nazwiska i jeden telefon z Waszyngtonu

Logistyka w końcu zadziałała. W piątek wieczorem, pięć dni po hucznej premierze, Garicano ogłosił dołączenie czterech kolejnych osób. Jest wśród nich Piotr Dąbkowski, współzałożyciel ElevenLabs, spółki, którą razem z Matim Staniszewskim, kolegą z liceum, uruchomił w 2022 roku. Po niespełna czterech latach firma zatrudnia około 550 osób, a w ostatniej rundzie pozyskała 0,5 mld USD przy wycenie 11 mld USD.

Skład powiększył się także o Rumunkę Lucianę Lixandru, zarządzającą w funduszu Sequoia, Ukrainkę Irynę Terekh, szefową zbrojeniowej firmy Fire Point, oraz Stefanie Stantchevę, ekonomistkę Uniwersytetu Harvarda z francuskim paszportem i bułgarskim pochodzeniem. Region przestał być reprezentowany przez jedno nazwisko.

Jest jeszcze wątek, który zmienia perspektywę. Jak ustalił „Puls Biznesu", na pierwotnej liście członków Grupy Renu figurował Mateusz Szczurek, były minister finansów, a od lipca dyrektor Departamentu Europejskiego Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Na zgodę nie pozwoliła komisja etyczna MFW, która na kilka dni przed ogłoszeniem inicjatywy uznała, że osoba na takim stanowisku nie może uczestniczyć w podobnych projektach. Polska nie została więc pominięta wyłącznie z premedytacją. Zabrakło raczej planu B.

Czego właściwie chce nowy think tank? Postulaty brzmią znajomo: jednolity rynek kapitałowy, odbudowa zdolności przemysłowych, inwestycje w obronność oparte na europejskich technologiach i premiowanie produktywności zamiast mnożenia regulacji, które wzrost ograniczają na własne życzenie. Na oficjalnej stronie inicjatywy jej twórcy zapewniają, że na zmianę trajektorii Europy nie jest jeszcze za późno, o ile właściwe decyzje zapadną dziś.

Grupa Renu nie pokazała jeszcze żadnej konkretnej strategii i nie ma pewności, czy jej wpływ na europejską debatę okaże się większy niż zasięg dobrze zaprojektowanej strony internetowej. To jednak nie zmienia wniosku dla Warszawy. Draghi sam wielokrotnie ostrzegał, że dezintegracja Unii uczyni ją bardziej podatną na wolę wielkich mocarstw. Pytanie, czy mamy prosić o miejsce przy stole, przy którym nie zapadają żadne decyzje, czy raczej zbudować własny stół - razem z tymi krajami Unii, które rosną najszybciej.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Darek Dziduch
O autorze
Darek Dziduch
Redaktor BiznesINFO
Redaktor naczelny Biznes Info, dziennikarz finansowy i twórca video.Odpowiada za jakość, wizerunek i rozwój portalu, a także kanału Biznes Info na Youtube. Od lat zajmuje się edukacją ekonomiczną, ze szczególnym naciskiem na finanse osobiste i zagadnienia związane z inwestowaniem. Od 2016 roku współtworzył jeden z najwiekszych polskich kanałów inwestycyjno-finansowych na YouTube. Na rynku kapitałowym obecny nieprzerwanie od czasów, w których Donald Tusk chwalił się, że Polska jest “zieloną wyspą” po globalnym kryzysie finansowym.Specjalizuje się w tematach finansowych oraz związanych ze spółkami publicznymi.Z redakcją Biznes Info związany od połowy 2024 roku.
Zobacz wszystkie artykuły autora >
Wybór Redakcji
None
Każdy kraj prowadzi politykę przemysłową. Pytanie tylko, czy swoją
Ciężarówka Serbia
Ponad 224 tony towaru z Serbii z zakazem wjazdu do Polski. Wykryto nieprawidłowości
Sejm
Romanowski i Ziobro nadal ścigani. Ile kosztuje podatnika poseł, którego nie ma w Sejmie?
Tankowanie
Koniec limitu cen na stacjach w całej Polsce. Od tego momentu wygaśnie CPN
None
Ściana przesuwa się... od 1995 roku. Czym naprawdę jest polski dług?
telefon z PRL
Arcytrudny quiz o PRL. To nie tylko długie kolejki i kartki na mięso. Sprawdź się
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: