250 tys. Polaków z wezwaniem do wojska. MON opublikowało projekt rozporządzenia
Ministerstwo Obrony Narodowej przygotowuje kolejną dużą operację administracyjną związaną z kwalifikacją wojskową. W przyszłym roku wezwania mają trafić do setek tysięcy osób, w tym nie tylko młodych mężczyzn. Sama korespondencja z wojska może budzić niepokój, ale w tym przypadku nie oznacza automatycznego wcielenia do jednostki. Projekt nowych przepisów pokazuje jednak, że państwo nadal intensywnie porządkuje i rozszerza wojskową ewidencję.
Zmiany wpisują się w szerszy proces wzmacniania polskich zdolności obronnych. Obejmuje on zarówno rekordowe wydatki na sprzęt i modernizację armii, jak i zwiększanie liczby żołnierzy, szkolenia oraz aktualizowanie informacji o osobach, które w razie potrzeby mogłyby znaleźć się w systemie obronnym państwa.
Polska wydaje na obronność ponad 200 mld zł. Armia ma być większa i nowocześniejsza
Polska od kilku lat zdecydowanie zwiększa nakłady na obronność. W planach finansowych na 2026 rok łączny wysiłek obronny państwa, uwzględniający budżet oraz Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, wynosi około 200,1 mld zł, czyli 4,81 proc. prognozowanego PKB. To o około 13,5 mld zł więcej niż rok wcześniej.
Pieniądze są przeznaczane nie tylko na bieżące funkcjonowanie armii. Polska kupuje nowy sprzęt, rozwija obronę przeciwlotniczą i przeciwrakietową, artylerię, lotnictwo, wojska pancerne oraz systemy rozpoznania i dowodzenia. Równolegle prowadzone są inwestycje infrastrukturalne i zwiększane mają być zasoby kadrowe.

W planowaniu długoterminowym zakładano stopniowe zwiększanie liczby żołnierzy zawodowych. Limity średnioroczne miały rosnąć ze 150 tys. w 2025 roku do 159 tys. w 2026 roku i 167 tys. w 2027 roku. Jednocześnie rozwijane są Wojska Obrony Terytorialnej i różne formy dobrowolnej służby.
Przyczyną zwiększania wydatków jest przede wszystkim pogorszenie sytuacji bezpieczeństwa w regionie po rosyjskiej inwazji na Ukrainę oraz konieczność wzmacniania wschodniej flanki NATO. Dla państwa oznacza to jednak również duże obciążenie finansów publicznych. Rząd sam wskazuje, że rekordowe nakłady na armię muszą być godzone z koniecznością ograniczania deficytu.
Rozbudowa armii nie sprowadza się więc do zakupu czołgów czy samolotów. Potrzebne są również aktualne informacje o obywatelach, ich zdrowiu i kwalifikacjach. Jednym z narzędzi służących do porządkowania tych danych jest właśnie kwalifikacja wojskowa.
Wezwanie z wojska nie oznacza poboru. Na komisji przede wszystkim oceniają zdrowie
Otrzymanie wezwania do kwalifikacji wojskowej nie jest równoznaczne z powołaniem do czynnej służby. To podstawowe rozróżnienie, ponieważ samo stawienie się przed komisją nie oznacza wyjazdu do jednostki ani rozpoczęcia szkolenia wojskowego.
Kwalifikacja jest procedurą administracyjną przewidzianą w ustawie o obronie Ojczyzny. Jej celem jest m.in. ustalenie zdolności fizycznej i psychicznej do służby, wprowadzenie lub aktualizacja danych w ewidencji oraz uregulowanie stosunku danej osoby do obowiązku obrony.
Podczas kwalifikacji sprawdzana jest tożsamość i dokumentacja medyczna. Przeprowadzane są podstawowe badania, obejmujące m.in. ocenę ogólnego stanu zdrowia, wzroku czy układu ruchu. Osoba może zostać również skierowana na dodatkowe badania. Komisja nadaje następnie odpowiednią kategorię zdolności. A oznacza zdolność do służby, B - czasową niezdolność, D - niezdolność do służby wojskowej w czasie pokoju z określonymi ustawą wyjątkami, natomiast E oznacza trwałą i całkowitą niezdolność do służby.

Osoba, która przeszła kwalifikację i nie zgłosiła się dobrowolnie do służby, zasadniczo wraca do swojego dotychczasowego życia. Uregulowanie statusu wojskowego nie oznacza automatycznego kierowania na ćwiczenia. Właśnie dlatego kwalifikacji nie należy utożsamiać z dawnym obowiązkowym poborem.
Wezwania nie można jednak po prostu zignorować. Dokument powinien zostać dostarczony co najmniej siedem dni przed wskazanym terminem. Jeżeli ktoś z ważnej przyczyny nie może się stawić, powinien zawiadomić odpowiedni urząd i uzgodnić nowy termin. Nieusprawiedliwione niestawiennictwo może skutkować grzywną w celu przymuszenia, a w określonych sytuacjach również przymusowym doprowadzeniem.
Zobacz też: Upał wraca do Polski, temperatura może sięgnąć 37 st. C. Padła data
Około 245 tys. osób z wezwaniem w 2027 roku. Na liście także kobiety
Według projektu rozporządzenia MON przyszłoroczna kwalifikacja wojskowa ma objąć około 245 tys. osób. Dokument jest obecnie na etapie uzgodnień, dlatego jego ostateczna treść może jeszcze ulec zmianie. Plan zakłada ogłoszenie kwalifikacji 15 stycznia 2027 roku, a same komisje mają rozpocząć pracę na początku lutego i działać do końca maja.
Największą grupę mają stanowić mężczyźni urodzeni w 2008 roku, czyli podstawowy rocznik przyszłorocznej kwalifikacji. Wezwania mają dostać również mężczyźni urodzeni w latach 2003-2007, którzy nie mają jeszcze określonej kategorii zdolności do służby.
Do komisji mogą wrócić także osoby, które w 2025 i 2026 roku zostały uznane za czasowo niezdolne do służby i wymagają ponownej oceny. Kolejną kategorię stanowią osoby do 60. roku życia, które z różnych powodów nadal nie mają uregulowanego stosunku do służby wojskowej. Projekt przewiduje ponadto możliwość dobrowolnego zgłoszenia się do kwalifikacji przez osobę, która nie ma jeszcze ustalonej kategorii i nie ukończyła 60 lat.
Wezwanie otrzyma również część kobiet urodzonych w latach 2000-2008. Nie dotyczy to jednak wszystkich kobiet z tych roczników, lecz przede wszystkim tych, które zdobywają lub zdobyły kwalifikacje przydatne dla wojska. Chodzi m.in. o niektóre zawody medyczne, psychologię oraz specjalności techniczne, takie jak informatyka i teleinformatyka. Wojsko uwzględnia również inne kwalifikacje, w tym m.in. kierowców ciężarówek, operatorów sprzętu, ratowników medycznych czy specjalistów teleinformatycznych.
Dla około 245 tys. Polaków praktycznym skutkiem będzie więc przede wszystkim obowiązek pojawienia się przed komisją, przejścia procedury i uzyskania kategorii. Nie jest to zapowiedź masowego wysyłania ludzi do koszar. Skala kwalifikacji pokazuje jednak, że państwo chce posiadać coraz dokładniejszą wiedzę o potencjale osobowym i kwalifikacjach obywateli na wypadek przyszłych potrzeb obronnych.