Ten koc z Action wyprzedał się błyskawicznie. Teraz jest dostępny w sieci, kosztuje krocie
Niektóre produkty z dyskontów znikają z półek niemal natychmiast po tym, jak zaczynają trendować w mediach społecznościowych. Tak było z jednym z elementów wyposażenia domu z Action, który szybko stał się internetowym hitem. Gdy przestał być łatwo dostępny w sklepach, rozpoczęło się polowanie na serwisach ogłoszeniowych. Dziś za ten sam produkt sprzedający żądają nawet kilkukrotnie więcej niż wynosiła jego regularna cena.
Moda na konkretne artykuły z tanich sieci pokazuje, jak bardzo social media potrafią wpływać na codzienne zakupy. Niedrogi produkt może w ciągu kilku dni stać się trudno dostępny, a wtedy jego wartość na rynku wtórnym rośnie znacznie powyżej ceny z metki.
Dyskonty niespożywcze rosną w siłę. Polacy chętnie kupują tam rzeczy do domu
Dyskonty niespożywcze stały się trwałym elementem polskiego handlu. Ich model opiera się na szerokim asortymencie, relatywnie niskich cenach i częstej wymianie produktów. W jednej placówce można znaleźć dekoracje, tekstylia, chemię gospodarczą, kosmetyki, zabawki, narzędzia, artykuły papiernicze, drobną elektronikę, akcesoria do domu, a coraz częściej również żywność.
Do najpopularniejszych sieci należą Action, Pepco, Dealz oraz KiK. W pierwszej połowie 2026 roku Action jeszcze powiększył przewagę nad Pepco pod względem liczby list zakupowych tworzonych przez użytkowników Listonic. Do Action powstawało ich ponad dwa razy więcej niż do drugiej sieci w zestawieniu.

Znaczenie tego formatu widać również po zakupach produktów codziennego użytku. Według analizy CPS GfK cytowanej przez Omnichannel News produkty FMCG w Action kupiło już 37 proc. polskich gospodarstw domowych, natomiast w Dealz 26 proc. W sklepach tego typu znajduje się nawet kilka tysięcy produktów, a część oferty zmienia się bardzo szybko.
To właśnie rotacja jest jednym z powodów popularności takich miejsc. Klient nie zawsze wie, co znajdzie podczas kolejnej wizyty, dlatego samo przeglądanie półek może przypominać szukanie okazji. Sieci korzystają również na niskich cenach produktów impulsywnych, niewielkich dekoracji, tekstyliów czy akcesoriów, które można wrzucić do koszyka bez dużego obciążenia dla domowego budżetu.
Z drugiej strony ograniczona dostępność modnych produktów może prowadzić do sytuacji, w której zaczynają one funkcjonować niemal jak przedmioty kolekcjonerskie. Gdy zainteresowanie przewyższa podaż, klienci przenoszą poszukiwania do internetu, gdzie ceny mogą być zupełnie inne.
Action ma w Polsce setki sklepów. Sieć opiera się na niskich cenach i szybkiej rotacji
Action pochodzi z Holandii. Pierwszy sklep powstał w 1993 roku w Enkhuizen, a dziś sieć działa w 15 krajach i ma ponad 3300 placówek w Europie. Pierwszy polski sklep otwarto w 2017 roku w Lesznie.
Ekspansja w Polsce była bardzo szybka. W marcu 2026 roku Action informował, że prowadzi już 453 sklepy w kraju i zatrudnia ponad 6800 osób. Jednocześnie uruchomiono czwarte polskie centrum dystrybucyjne, zlokalizowane w Dunikowie niedaleko Szczecina. Sam obiekt może docelowo obsługiwać nawet 180 sklepów w Polsce i Niemczech.

Model sieci bazuje przede wszystkim na dużej skali zakupów, niskich marżach i szerokiej ofercie. Action sprzedaje zarówno produkty własnych marek, jak i artykuły znanych producentów. W sklepach można znaleźć m.in. ręczniki, wyposażenie kuchni, artykuły do majsterkowania, prezenty, dekoracje sezonowe, kosmetyki, chemię gospodarczą czy produkty dla zwierząt.
Sieć regularnie podkreśla też znaczenie niskich progów cenowych. W 2026 roku deklarowała, że ma co najmniej 1500 produktów kosztujących mniej niż 5 zł. Jednocześnie szybko zmieniająca się oferta sprzyja powstawaniu hitów, które nagle zdobywają popularność w mediach społecznościowych.
To ważna część fenomenu Action. Klienci nie przychodzą wyłącznie po konkretną rzecz, ale często przeglądają alejki w poszukiwaniu nowości. Gdy jakiś produkt zaczyna trendować na TikToku lub Instagramie, popyt może wzrosnąć znacznie szybciej niż sieć jest w stanie uzupełniać zapasy.
Zobacz też: Nigdy więcej macania bułek w sklepie. W Lidlu znaleźli na to sposób
„Sarenkowy” koc kosztował 54,95 zł. W internecie wystawiają go nawet za 200 zł
Najnowszym przykładem takiego zjawiska jest charakterystyczny koc ze sztucznego futra. Ma wymiary 140 × 180 cm i wzór przypominający umaszczenie jelonka. W Action dostępne były dwa warianty kolorystyczne, jaśniejszy oraz ciemniejszy, a regularna cena wynosiła 54,95 zł. Do kompletu można było dokupić dekoracyjne poduszki.
Produkt szybko stał się popularny w internecie, gdzie zaczął funkcjonować pod określeniami “sarenkowy”, ”Bambi” czy po prostu “viralowy koc z Action”. W części sklepów błyskawicznie zaczęło go brakować. ”Fakt" zaznacza, że produkt może nadal pojawiać się w ofercie sieci, jednak jego faktyczna dostępność zależy od konkretnej placówki.
Niedobór natychmiast przełożył się na rynek wtórny. Na Vinted pojawiły się oferty na poziomie około 100-170 zł, a najdroższe zbliżają się nawet do 200 zł. Oznacza to, że za koc kupiony pierwotnie za niespełna 55 zł sprzedający oczekują dziś ponad trzykrotności ceny sklepowej.
Podobny los spotkał pasujące poduszki o wymiarach 45 × 45 cm. W Action kosztowały 21,95 zł, natomiast w serwisach ogłoszeniowych pojawiają się ceny zaczynające się od około 40 zł, a część sprzedających chce 55 zł lub więcej. Niektórzy oferują całe zestawy z oryginalnymi metkami.
Zjawisko pokazuje, jak produkt z taniego dyskontu może w bardzo krótkim czasie zyskać zupełnie nową wartość. Nie wynika ona z jakości materiału czy kosztu produkcji, lecz przede wszystkim z mody, niedostępności i presji tworzonej przez media społecznościowe.
Dla osób, które zdążyły kupić koc za 54,95 zł, niedobór stał się okazją do zarobku. Dla pozostałych oznacza natomiast wybór: czekać na ewentualne uzupełnienie zapasów albo zapłacić w internecie nawet ponad 100 zł więcej. W tym przypadku to właśnie ograniczona dostępność zamieniła zwykły element wyposażenia domu w produkt, za który część klientów jest gotowa wydać znacznie większe pieniądze.