Zjeżdżają się na polskie stacje i kupują paliwo na zapas. Czesi masowo tankują w Polsce
Na stacjach paliw znowu robi się nerwowo. Tym razem nie chodzi wyłącznie o wysokie ceny benzyny i diesla, ale również o to, kto coraz liczniej pojawia się przy dystrybutorach, zwłaszcza w pasie przygranicznym. Po rządowej interwencji ceny w Polsce spadły, a to natychmiast uruchomiło nowy ruch, który może mieć znaczenie nie tylko dla kierowców, ale też dla całego rynku paliw.
- Niestabilny rynek paliw po eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie
- Pakiet „Ceny Paliwa Niżej”: niższy VAT, niższa akcyza i cena maksymalna
- Czesi i wcześniej Niemcy na polskich stacjach, a w tle pytania o limity i dostępność paliwa
Paliwo jest drogie, a rynek pozostaje niestabilny. Kierowcy pytają, co będzie dalej
Sytuacja na rynku paliw od kilku tygodni pozostaje wyjątkowo napięta. Skok cen na stacjach jest powiązany z eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie, a światowe rynki dodatkowo reagują na zakłócenia dostaw i napięcia wokół szlaków transportowych. Reuters informował w niedzielę, 5 kwietnia, że trwający kryzys mocno ogranicza eksport ropy z regionu i podbija ceny surowca, co przekłada się na niepewność w całej Europie.
W takiej atmosferze kierowcy zadają dziś dwa podstawowe pytania. Pierwsze dotyczy tego, jak bardzo ceny mogą jeszcze wzrosnąć. Drugie brzmi bardziej nerwowo: czy paliwa w pewnym momencie nie zacznie po prostu brakować. Rząd uspokaja, że Polska jest zabezpieczona i nie ma obecnie ryzyka przerwania dostaw, ale jednocześnie wyraźnie podkreśla, że sytuacja wymaga ciągłego monitoringu.
To właśnie dlatego informacje o nowej fali tzw. turystyki paliwowej mogą budzić emocje. Gdy w kraju ceny są sztucznie obniżane, a za granicą pozostają wyraźnie wyższe, stacje przy granicy błyskawicznie stają się miejscem wzmożonego ruchu. Ostatnio uczestnikami takiego zjawiska stali się sąsiedzi Polski, a skala zainteresowania zaczęła być zauważalna niemal od razu.

Rząd uruchomił pakiet „Ceny Paliwa Niżej”. Tak działają nowe przepisy
Punktem zwrotnym okazał się pakiet CPN, czyli „Ceny Paliwa Niżej”, przyjęty przez Radę Ministrów 26 marca 2026 roku. To zestaw nadzwyczajnych narzędzi, które mają czasowo obniżyć ceny na stacjach i sprawić, by ulga była natychmiast odczuwalna dla kierowców. Najważniejsze elementy to obniżka VAT na paliwa z 23 do 8 proc., redukcja akcyzy do minimum dopuszczalnego przez prawo unijne oraz wprowadzenie maksymalnej ceny detalicznej.
VAT w obniżonej stawce 8 proc. obowiązuje czasowo od 31 marca do 30 kwietnia 2026 roku. Z kolei nowelizacja ustawy o podatku akcyzowym stworzyła podstawę do obniżenia akcyzy o 29 groszy na litrze benzyny i 28 groszy na litrze oleju napędowego, przy czym ten mechanizm ma działać nie dłużej niż do 30 czerwca 2026 roku. Druga ustawa, nowelizująca przepisy o zapasach ropy naftowej i ustawę o KAS, wprowadziła sam mechanizm ceny maksymalnej.
W praktyce oznacza to, że minister energii ogłasza w obwieszczeniu pułap cenowy wyliczany według formuły opartej na średniej cenie hurtowej, akcyzie, opłacie paliwowej, marży sprzedażowej w wysokości 30 groszy na litrze oraz VAT. Na okres od 4 do 7 kwietnia 2026 roku maksymalne ceny ustalono na 6,21 zł za litr benzyny 95, 6,82 zł za benzynę 98 i 7,87 zł za olej napędowy. Przestrzegania przepisów pilnuje Krajowa Administracja Skarbowa, a za ich naruszenie grożą kary sięgające 1 mln zł. Z tej zmiany chcą teraz skorzystać nie tylko Polacy.

Wieści o zmianach dotarły do Czech. Kierowcy tankują w Polsce, a rząd zostawia sobie furtkę
Na polsko-czeskim pograniczu skutki tych decyzji widać już gołym okiem. Portal Seznam Zprávy opisywał kolejki w Chałupkach i relacjonował, że dla części kierowców pełne tankowanie kosztuje w Polsce około 1200 koron zamiast 1600 koron w Czechach. Dla mieszkańców Ostrawy, czy okolic to często zaledwie kilkanaście minut jazdy, więc oszczędność okazuje się wystarczającą zachętą. Czesi przyjeżdżają nie tylko zatankować auto, ale czasem także napełnić kanistry i przy okazji zrobić dodatkowe zakupy.
Skala ruchu jest na tyle duża, że czeskie media opisywały sytuacje, w których na dziesięć aut przy stacji dziewięć lub nawet więcej miało czeskie tablice. Podobne obrazy pojawiły się wcześniej także na zachodniej granicy. Business Insider relacjonował wzrost ruchu kierowców z Niemiec w Świnoujściu, Lubieszynie i okolicach, wskazując, że benzyna w Polsce była nawet o około 3 zł na litrze tańsza niż po niemieckiej stronie.
Dla polskich kierowców taka turystyka paliwowa może być źródłem dodatkowej nerwowości, nawet jeśli rząd zapewnia dziś, że nie ma problemu z dostępnością paliw. Polska na razie nie wprowadziła limitów dla aut na zagranicznych tablicach, ale minister energii Miłosz Motyka publicznie przyznał, że takich ograniczeń nie można wykluczyć, jeśli zjawisko zacznie zagrażać podaży. To ważny sygnał, zwłaszcza że Słowacja poszła już dalej: wprowadziła wyższe ceny diesla dla obcokrajowców, wcześniejsze limity ilościowe i finansowe oraz zapowiedziała wzmożone kontrole, tłumacząc to ochroną własnego rynku przed turystyką paliwową.
Na razie polskie stacje pozostają otwarte dla wszystkich kierowców na tych samych zasadach. Jednak jeśli różnice cen utrzymają się dłużej, a ruch przy granicy będzie dalej rosnąć, presja na wprowadzenie dodatkowych ograniczeń może wzrosnąć. I właśnie to sprawia, że temat paliwa przestaje być wyłącznie kwestią cen przy dystrybutorze, a staje się sprawą o znaczeniu gospodarczym i politycznym.