Paliwowy alarm w Europie. Rząd sięga po limity tankowania
Sytuacja na rynku paliw w Europie wciąż się nie stabilizuje. W wielu miejscach jest wręcz odwrotnie — napięcie rośnie, a kolejne decyzje rządów pokazują, że problem zaczyna być traktowany jako kwestia bezpieczeństwa gospodarczego. Coraz częściej wygląda na to, że odpowiedzią na kryzys mają być nie tylko wyższe ceny, ale też coraz ostrzejsze ograniczenia.
- Skąd bierze się nowy niepokój na rynku paliw
- Jak wygląda sytuacja na stacjach w Polsce
- Gdzie wprowadzono limity tankowania i na jakich zasadach
Ceny wystrzeliły po eskalacji konfliktu. Teraz pojawia się kolejny limit
Po eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie ceny ropy i gazu gwałtownie wzrosły, a skutki szybko zaczęły być odczuwalne także w Europie. Reuters informował 19 marca, że po atakach na infrastrukturę energetyczną w regionie Brent przebił poziom 119 dolarów za baryłkę, a europejskie ceny gazu mocno poszły w górę. To oznacza, że napięcia geopolityczne znów bardzo szybko przełożyły się na codzienne koszty energii i paliw.
Kierowcy widzą to później na stacjach. Tankując, coraz częściej trafiają na ceny, które jeszcze niedawno wydawały się trudne do zaakceptowania. Sam wzrost cen nie rozwiązuje jednak problemu, bo przy ograniczonej podaży i rosnącym popycie rządy zaczynają sięgać po dalej idące środki. Ostatnio wprowadzono nowe ograniczenia w ramach „stanu nadzwyczajnego w sektorze naftowym”, co pokazuje, że sytuacja przestała być wyłącznie rynkowym wahaniem cen.
To ważny sygnał dla całej Europy. Kryzys paliwowy nie ogranicza się dziś do jednego rynku, lecz zaczyna wpływać na decyzje administracyjne i bezpieczeństwo dostaw. W praktyce oznacza to, że kierowcy i firmy muszą liczyć się nie tylko z wyższymi kosztami, ale też z możliwymi ograniczeniami w zakupie paliwa. O jakich dokładnie mowa?

Paliwo w Polsce drożeje. Na przygranicznych stacjach pojawił się dodatkowy problem
Polski kierowca również odczuwa skutki napięć na rynku. Według danych przekazanych Komisji Europejskiej i publikowanych w serwisach monitorujących ceny paliw, w połowie marca średnia cena benzyny 95 w Polsce wynosiła około 6,14 zł za litr, a diesla około 6,69 zł za litr. Jednak na niektórych stacjach benzyna 95 przekroczyły 7 zł za litr, a diesel zbliża się do 8 zł. To pokazuje, że wzrosty są już wyraźnie widoczne i wcale nie hamują.
Do tego doszedł problem tzw. turystyki paliwowej. Media informowały w ostatnich dniach, że na zachodzie Polski coraz więcej kierowców z Niemiec przyjeżdża na przygraniczne stacje, żeby zatankować taniej niż u siebie. Skutkiem są długie kolejki, większy ruch i lokalne obawy o przejściowe braki paliwa. W południowej Polsce sytuacja była jeszcze bardziej złożona, bo część kierowców próbowała z kolei tankować w sąsiednich krajach, gdzie ceny były chwilowo korzystniejsze.

W takich warunkach nietrudno o panikę. Gdy pojawia się poczucie, że paliwa może zabraknąć albo że ceny wzrosną jeszcze bardziej, część kierowców zaczyna robić zapasy lub tankować częściej „na wszelki wypadek”. Taki chaos nie dotyczy jednak tylko Polski. Podobne napięcia widać także w innych krajach europejskich, a odpowiedzią na nie mają być właśnie nowe limity i administracyjne ograniczenia sprzedaży.
Wprowadzono nowe limity, mają obowiązywać miesiąc
Krajem, który zdecydował się na najbardziej wyraźny ruch, jest Słowacja. Reuters podał, że tamtejszy rząd wprowadził ograniczenia sprzedaży diesla w ramach ogłoszonego wcześniej stanu nadzwyczajnego w sektorze naftowym. Nowe zasady zaczęły obowiązywać 19 marca i na razie mają trwać 30 dni. Ich celem ma być ochrona krajowych zapasów oraz ograniczenie niedoborów związanych z zakłóceniami dostaw i nasileniem „turystyki paliwowej”.
W praktyce oznacza to, że stacje na Słowacji mogą sprzedawać olej napędowy tylko do pełnego baku plus dodatkowo 10 litrów na pojazd. Jednocześnie władze zakazały wywozu paliwa poza to, co znajduje się bezpośrednio w zbiorniku auta. Nie chodzi więc już tylko o wyższe ceny, ale o realne administracyjne ograniczenie ilości paliwa, którą można kupić i wywieźć.
To nie wszystko. Zgodnie z decyzją rządu samochody z zagranicznymi tablicami rejestracyjnymi mogą płacić za diesel więcej niż obywatele Słowacji. Cena dla obcokrajowców ma być ustalana na podstawie średniej ceny z Austrii, Czech i Polski. Reuters podkreślał też, że część stacji samoobsługowych może zostać zamknięta, jeśli nie będzie w stanie stosować nowych zasad.
Tłem dla tych działań są problemy z dostawami ropy po uszkodzeniu infrastruktury związanej z rurociągiem Przyjaźń oraz ogólne napięcia na rynku energii. Słowacja, podobnie jak część regionu, jest szczególnie wrażliwa na takie zakłócenia. Dlatego rząd uznał, że bez dodatkowych ograniczeń rynek może nie utrzymać stabilności nawet przez najbliższe tygodnie.
Paliwowy alarm w Europie przestaje być tylko medialnym hasłem. Wysokie ceny, rosnący popyt i problemy z dostawami sprawiają, że niektóre państwa zaczynają sięgać po środki nadzwyczajne. Przykład Słowacji pokazuje, że limity tankowania i wyższe ceny dla obcokrajowców nie są już teorią, ale faktem. Dla kierowców w całym regionie to sygnał, że kryzys paliwowy może wejść w jeszcze trudniejszą fazę.