Kto zarobi na konflikcie z Iranem? Były minister o „biznesie wojennym” i ukrytych kosztach
Wojna zawsze rodzi jedno niewygodne pytanie: kto na niej zarabia? W cieniu dramatycznych wydarzeń i rosnących cen pojawia się przekonanie, że dla części biznesu konflikt może oznaczać zyski. Jednak – jak mówi dla BiznesInfo Andrzej Adamczyk, były minister infrastruktury – rzeczywistość jest znacznie bardziej brutalna i mniej oczywista, niż mogłoby się wydawać.
- Kto realnie zarabia na wojnie na Bliskim Wschodzie – które branże już dziś notują wzrosty?
- Dlaczego konflikt zbrojny podnosi ceny paliw i uderza bezpośrednio w portfele Polaków?
- Czy scenariusz z Ukrainy się powtórzy – wielkie zapowiedzi zysków, a brak realnych kontraktów?
- Jak wojna wpływa nie tylko na gospodarkę, ale też na życie zwykłych ludzi i stabilność społeczną?
- Czy w tym konflikcie da się w ogóle mówić o „zyskach”, skoro koszty ponoszą całe społeczeństwa?
„Mówiono to samo przy Ukrainie”. Zyski kontra rzeczywistość
Zdaniem Andrzeja Adamczyka to, co dziś mówi się o Bliskim Wschodzie, bardzo przypomina narrację z początku wojny w Ukrainie. Wtedy również pojawiały się prognozy ogromnych zysków dla firm i całych gospodarek.
– Mówiono bardzo dużo o tym, że wiele firm, przedsiębiorstw oraz gospodarek europejskich – i nie tylko – zyska na zamówieniach składanych przez Ukrainę – przypomina w rozmowie z BiznesInfo.
Ale takie podejście budzi dziś coraz większe wątpliwości. Bo choć ekonomiczne mechanizmy są realne, sama próba patrzenia na wojnę przez pryzmat zysków dla biznesu dla wielu osób brzmi co najmniej niepokojąco.
Z perspektywy czasu te oczekiwania okazały się znacznie bardziej skomplikowane.
– Minęły cztery lata od rozpoczęcia działań wojennych i dzisiaj oczywiście mówi się już o budowaniu konsorcjów, które zajęłyby się odbudową Ukrainy – mówi. – Wciąż nie pojawiają się konkretne zamówienia ani zlecenia.
To ważny sygnał ostrzegawczy. Pokazuje, że za narracją o „zyskach z wojny” często nie idą realne pieniądze – a koszty, zarówno gospodarcze, jak i ludzkie, pojawiają się natychmiast.

„Na pewno stracą państwa objęte wojną”. Skala zniszczeń jest ogromna
Ekspert nie ma wątpliwości: bezpośredni uczestnicy konfliktu płacą najwyższą cenę.
– Ostatecznie na pewno stracą te państwa, które są objęte wojną. To nie podlega żadnej dyskusji – podkreśla.
Chodzi nie tylko o straty finansowe, ale też fizyczne zniszczenia infrastruktury.
– Wyobrażam sobie, że używanie bomb tonowych w dużych ilościach powoduje niestety ogromne spustoszenie, chociażby w samej infrastrukturze – mówi portalowi BiznesInfo.pl.
I doprecyzowuje:
– Mówimy tutaj o inwestycjach transportowych oraz infrastrukturze towarzyszącej instalacjom różnego rodzaju – na przykład do produkcji paliw czy przetwarzania ropy naftowej.
To oznacza, że nawet jeśli pojawi się etap odbudowy, będzie on poprzedzony ogromnymi kosztami i wieloletnim procesem przywracania podstaw funkcjonowania gospodarki.
Droższe paliwo, droższe życie. „Już to widzimy na stacjach”
Konflikt na Bliskim Wschodzie bardzo szybko przekłada się na ceny surowców energetycznych. A to bezpośrednio uderza w konsumentów.
– Kiedy spoglądam na pylony stacji paliw, widzę, jak dramatycznie podniesiono ceny paliw – mówi Adamczyk.
I ostrzega:
– Wyobrażam sobie, jak za chwilę przełoży się to – i już się przekłada – na ceny artykułów, które kupujemy w sklepach.
To klasyczny efekt domina:
- droższa ropa,
- droższy transport,
- wyższe ceny produktów.
W praktyce oznacza to, że skutki wojny odczuwają nie tylko mieszkańcy regionu konfliktu, ale także zwykli konsumenci w Polsce.
„Przemysł zbrojeniowy zarabia”. Jedyny pewny beneficjent?
W całej tej układance jest jednak sektor, który – zdaniem Andrzeja Adamczyka – nie ma powodów do narzekań.
– Przemysł zbrojeniowy na pewno zarabia i wszyscy ci, którzy produkują na potrzeby wojny, dzisiaj na niej zarabiają. To bez dwóch zdań – mówi wprost.
To właśnie firmy produkujące:
- uzbrojenie,
- amunicję,
- technologie wojskowe
- odczuwają bezpośredni wzrost popytu.
Jednocześnie ekspert studzi emocje i przypomina, że nie można tego utożsamiać z ogólnym zyskiem.
Odbudowa po wojnie. „Kto będzie zarabiał? Tego nie wiemy”
Choć w dłuższej perspektywie mówi się o ogromnych pieniądzach związanych z odbudową, ekspert podchodzi do tego tematu bardzo ostrożnie.
– Na pewno zarobią producenci, dostawcy i usługodawcy, którzy będą dostarczać wszystkie niezbędne materiały potrzebne do odbudowy zniszczeń – wskazuje.
Jednocześnie podkreśla ogromną niepewność:
– Dzisiaj jeszcze nie wiemy, kiedy ta wojna się zakończy (…). Pytanie, czy Iran będzie zamawiał, czy Libia będzie zamawiała, czy też ktoś inny będzie tam realizował duże inwestycje – czy będą to Amerykanie, czy inni przedsiębiorcy. Tego po prostu nie wiemy.
To oznacza, że realne zyski – jeśli się pojawią – będą odłożone w czasie i zależne od wielu czynników politycznych i gospodarczych.
Pytanie, które wykracza poza ekonomię. Perspektywa cierpienia zwykłych ludzi i rodzin
Najważniejsza konkluzja Andrzeja Adamczyka jest jednoznaczna:
– Na wojnie wszyscy tracą. Nie ma tych, którzy naprawdę zyskują – podkreśla. – Wyobrażam sobie tych, którzy dzisiaj stracili dach nad głową. Dziesiątki tysięcy ludzi pozbawionych możliwości mieszkania i pracy.
Na koniec stawia pytanie, które wykracza poza ekonomię:
– Cóż winny jest człowiek, który kompletnie nie rozumie tej wojny, a mimo to cierpi on i jego rodzina?
W tym kontekście pytanie o zyski z wojny przestaje być tylko ekonomiczne. Bo choć niektóre branże rosną, to – jak pokazuje rzeczywistość – koszt konfliktu ponoszą wszyscy.
Źródła: BiznesInfo