Duże zmiany w leczeniu na NFZ. Odczuje to wielu Polaków, możliwe ograniczenia w dostępie do usług
System ochrony zdrowia w Polsce stoi przed widmem finansowego paraliżu, który może na stałe zmienić sposób, w jakikolwiek korzystamy z publicznej medycyny. Choć pacjenci przyzwyczaili się do doraźnego „łatania” dziur w Narodowym Funduszu Zdrowia za pomocą miliardowych dotacji z budżetu państwa, nadchodzące zmiany prawne mogą zamknąć tę furtkę raz na zawsze. Eksperci ostrzegają, że nowe rygory budżetowe sprawią, iż walka o każdą złotówkę na leczenie stanie się trudniejsza niż kiedykolwiek.
Nowe wymogi prawne utrudnią łatanie dziury finansowej w NFZ
Nadchodząca rewolucja w finansowaniu ochrony zdrowia nie wynika ze złej woli urzędników, lecz z konieczności dostosowania się do nowych wymogów prawnych. Od 1 stycznia 2027 roku finanse Narodowego Funduszu Zdrowia mają zostać objęte tzw. rozszerzoną stabilizującą regułą wydatkową.
To techniczne określenie kryje w sobie mechanizm, który ma na celu ograniczenie nadmiernego wzrostu wydatków publicznych i trzymanie deficytu w ryzach. W praktyce oznacza to, że Fundusz zostanie wpisany w sztywny plan finansowy, który uniemożliwi dotychczasową elastyczność w zarządzaniu brakującymi środkami.

Obecnie, gdy pieniędzy na nadwykonania lub nowoczesne terapie zaczyna brakować, rząd może relatywnie szybko zasilić NFZ dodatkową gotówką lub obligacjami skarbowymi. Jednak po wprowadzeniu nowych przepisów, każda taka operacja będzie mogła skutkować naruszeniem reguły wydatkowej, co w świetle prawa jest niedopuszczalne
Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, wskazuje, że plany finansowe Funduszu są co roku systemowo zaniżane pod względem kosztów. NFZ nie ma obecnie prawnej możliwości ujęcia w planie realnego poziomu wydatków, które faktycznie ponosi na rzecz pacjentów. To tworzy niebezpieczny rozdźwięk między teorią w dokumentach a rzeczywistą potrzebą finansowania zabiegów i wizyt.
Nie będzie możliwości powiększenia budżetu NFZ w taki sposób, który dodatkowo powiększy deficyt budżetu państwa - ocenił Łukasz Kozłowski, cytowany przez portal rynekzdrowia.pl
Problemy finansowe NFZ pogłębiają się z roku na rok
Skalę problemu najlepiej obrazują dane z ostatnich lat. Tylko w ubiegłym roku rząd był zmuszony kilkukrotnie zwiększać budżet NFZ, a końcowa dotacja wyniosła aż 33 mld złotych, choć pierwotnie planowano ją na poziomie 18 mld złotych. Rozbieżności są zatem gigantyczne i pokazują, że system jest permanentnie niedoszacowany. Na rok 2026 Ministerstwo Zdrowia już teraz rewiduje swoje prognozy – pierwotnie szacowana dotacja w wysokości 26 mld złotych prawdopodobnie wzrośnie do co najmniej 30 mld złotych.
Według Łukasza Kozłowskiego nowa reguła wydatkowa wymusi na państwie trudne wybory. Aby dołożyć pieniędzy do NFZ, rząd będzie musiał albo drastycznie ciąć wydatki w innych obszarach, na przykład w edukacji czy infrastrukturze, albo szukać dodatkowych dochodów, co zazwyczaj oznacza podnoszenie podatków lub składek.
Może się to odbywać na różne sposoby: albo przez nakładanie limitów na różne rodzaje świadczeń, wprowadzenie zasad rozliczania świadczeń wykonanych ponad limit, które zniechęcają do ich udzielania, albo kontraktowanie mniejszej liczby świadczeń - zaznaczył ekspert cytowany przez rynekzdrowia.pl
Nie będzie już możliwości powiększenia budżetu zdrowotnego w sposób, który po prostu zwiększy deficyt budżetu państwa. To sprawia, że każda dodatkowa operacja w ciągu roku stanie się niemal niemożliwa do przeprowadzenia, a Fundusz będzie musiał funkcjonować wyłącznie w oparciu o to, co wypracuje ze składek i co otrzyma w ramach sztywno określonej dotacji budżetowej na starcie roku.
Polscy pacjenci odczują skutki zmiany prawa w NFZ
Najbardziej niepokojącą konsekwencją finansowego zaciskania pasa jest ryzyko ograniczenia liczby świadczeń kupowanych przez Fundusz. Jeśli nie będzie zgody na wyższe składki, a budżet państwa nie będzie mógł „dosypać” pieniędzy ze względu na regułę SRW, jedyną drogą dla NFZ stanie się szukanie oszczędności kosztem pacjentów.
Eksperci przewidują różne scenariusze: od wprowadzania sztywnych limitów na konkretne rodzaje zabiegów, przez kontraktowanie mniejszej liczby wizyt, aż po mechanizmy zniechęcające szpitale do przyjmowania pacjentów ponad wyznaczone limity.
Pierwsze zwiastuny tych zmian już się pojawiły. W kwietniu bieżącego roku NFZ wprowadził tzw. stawki degresywne w drogiej diagnostyce. Oznacza to, że za badania wykonane ponad limit określony w kontrakcie – takie jak gastroskopia, kolonoskopia, rezonans magnetyczny czy tomografia – Fundusz płaci placówkom jedynie 50-60 proc. ich wartości, zamiast dotychczasowych 100 proc. Szacuje się, że ten ruch przyniesie w 2026 roku ponad 620 mln złotych oszczędności. Przedstawiciele szpitali oraz organizacje pacjenckie nie kryją oburzenia, twierdząc, że przywraca to limity na badania, które dotychczas były nielimitowane.
Istnieje realne zagrożenie, że placówki medyczne, bojąc się zadłużenia, przestaną przyjmować pacjentów – w tym osoby onkologiczne – po wyczerpaniu miesięcznej puli środków. Możliwe będzie zatem wydłużenie i tak już rekordowych kolejek do specjalistów oraz późniejsza diagnostyka chorób, co bezpośrednio przekłada się na skuteczność leczenia.