Wystąpienie Trumpa wstrząsnęło rynkami. Ceny ropy mocno w górę, wróciła wyprzedaż
Napięcie wokół sytuacji na Bliskim Wschodzie ponownie odbiło się na światowych rynkach. Inwestorzy liczyli na sygnał uspokojenia nastrojów, ale po wystąpieniu prezydenta USA Donalda Trumpa reakcja była odwrotna od oczekiwanej. Efekt to wyraźny wzrost cen ropy, spadki na giełdach i powrót mocniejszego dolara.
- Gwałtowna reakcja rynku ropy po wystąpieniu Donalda Trumpa
- Spadki na giełdach i odpływ kapitału od ryzykownych aktywów
- Obawy o Bliski Wschód i przyszłość transportu surowców przez Ormuz
Gwałtowna reakcja rynku ropy po wystąpieniu Donalda Trumpa
Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie od tygodni pozostaje jednym z głównych czynników wpływających na ceny ropy naftowej. Im większa niepewność wokół bezpieczeństwa dostaw i transportu surowców, tym silniejsza reakcja inwestorów. Na rynku energii szczególne znaczenie ma dziś nie tylko sama skala działań militarnych, ale również polityczne sygnały płynące z Waszyngtonu.
Polityka Białego Domu oddziałuje na notowania ropy niemal natychmiast, bo inwestorzy próbują z niej odczytać, czy napięcie będzie wygasać, czy przeciwnie - przedłuży się i jeszcze mocniej zagrozi szlakom dostaw. Nic więc dziwnego, że nawet telewizyjne wystąpienie prezydenta Stanów Zjednoczonych może wywołać poruszenie na globalnych rynkach. Tym razem tak właśnie się stało: zamiast uspokojenia pojawił się wyraźny wzrost awersji do ryzyka.
Jeszcze przed przemówieniem Donalda Trumpa widoczna była ostrożna poprawa nastrojów. Ropa wcześniej lekko taniała, a część rynku liczyła, że pojawi się zapowiedź szybszego wygaszenia konfliktu. Po wystąpieniu te nadzieje wyraźnie osłabły, a inwestorzy wrócili do scenariusza zakładającego dłuższe utrzymywanie się napięcia w regionie. Najmocniej było to widać na rynku surowców.

Spadki na giełdach i odpływ kapitału od ryzykownych aktywów
Notowania ropy Brent wzrosły o ponad 6 proc. i sięgnęły około 107,5-107,7 dol. za baryłkę. Amerykańska ropa WTI drożała o ponad 5 proc., do około 105,4 dol. za baryłkę. To wyraźny sygnał, że inwestorzy zaczęli ponownie wyceniać ryzyko zakłóceń podaży i obawę przed przeciągającym się kryzysem. Na tym jednak się nie skończyło.
Kontrakty terminowe na akcje w USA spadły o około 1,3 proc., a europejskie o ponad 2 proc. Mocno ucierpiały również rynki azjatyckie - japoński Nikkei zniżkował o 2,4 proc., a koreański Kospi o 4,7 proc. Kapitał zaczął odpływać od bardziej ryzykownych aktywów, a inwestorzy chętniej wracali do dolara, który ponownie zyskał na wartości jako bezpieczna przystań.
Analitycy zwracają uwagę, że rynek nie dostał tego, na co liczył najbardziej, czyli większej przewidywalności. Z perspektywy inwestorów nie chodziło wyłącznie o sam ton wystąpienia, lecz o brak konkretnego harmonogramu wyjścia z kryzysu. W takiej sytuacji ceny ropy reagują szczególnie mocno, bo przy długotrwałym napięciu rośnie ryzyko inflacyjne i presja na gospodarki zależne od importu energii. Co dokładnie powiedział Donald Trump, że wywołało to taką reakcję na rynku ropy?

Co w wystąpieniu zaniepokoiło rynki najbardziej
Największe obawy wzbudził fakt, że Donald Trump zapowiedział kontynuację działań wobec Iranu, jednocześnie nie przedstawiając jasnego terminu zakończenia konfliktu. Prezydent USA mówił, że cele militarne są bliskie realizacji i sugerował, że operacja może potrwać jeszcze dwa do trzech tygodni, ale nie dał rynkom wyraźnej mapy dojścia do deeskalacji. To właśnie brak takiego sygnału został odczytany jako czynnik podbijający niepewność.
W ciągu dwóch, trzech tygodni będziemy uderzać w nich niezwykle mocno, sprawimy, że powrócą do epoki kamienia, gdzie jest ich miejsce - mówił Donald Trump, odnosząc się do planowanych ataków na Iran.
Drugim kluczowym elementem pozostaje cieśnina Ormuz, czyli jeden z najważniejszych szlaków transportu ropy i gazu na świecie. Reuters podaje, że niepewność wokół jej funkcjonowania nadal ciąży rynkom, bo inwestorzy nie dostali jednoznacznej odpowiedzi, kiedy przepływ surowców wróci do pełnej normalności. Właśnie dlatego sama perspektywa przedłużających się zakłóceń wystarczyła, by ceny ropy ponownie ruszyły w górę.
Trump dodatkowo sugerował możliwość dalszych uderzeń w irańską infrastrukturę, jeśli nie dojdzie do porozumienia, a wcześniej bagatelizował znaczenie Ormuzu dla Stanów Zjednoczonych, przerzucając większą odpowiedzialność za bezpieczeństwo szlaku na inne państwa korzystające z tamtejszego transportu ropy. Dla rynków oznacza to jedno: geopolityczne ryzyko nie zniknęło, a ceny surowców mogą pozostać podwyższone jeszcze przez dłuższy czas.
Kraje świata, które otrzymują ropę przez Ormuz, muszą się zająć tym szlakiem. Muszą go pielęgnować […]. Mogą to zrobić z łatwością. My będziemy pomocni, ale to oni powinni przejąć inicjatywę i chronić ropę, od której tak bardzo są zależni - oświadczył Donald Trump.
Po tym wystąpieniu wiele wskazuje na to, że kolejne dni mogą przynieść dalszą podwyższoną zmienność. Rynek ropy pozostaje dziś szczególnie wrażliwy nie tylko na faktyczne działania wojskowe, ale także na każdy polityczny komunikat, który może zmieniać oczekiwania co do długości konfliktu i bezpieczeństwa dostaw energii.