Po świętach kierowców czeka przykra niespodzianka. Chodzi o ceny paliw
Na początku kwietnia kierowcy odetchnęli z ulgą, bo po rządowej interwencji ceny na stacjach wyraźnie spadły. Ta poprawa może się jednak okazać krótkotrwała, a rynek znów zaczyna wysyłać niepokojące sygnały. Najnowsze prognozy pokazują, że już po świętach tankowanie może znów boleśnie odbić się na portfelach.
- Krótkie odbicie po wejściu w życie pakietu osłonowego dla paliw
- Nowa prognoza cen na tydzień po świętach i wyraźna presja na podwyżki
- Rosnące limity cen maksymalnych i ostrzeżenia ekspertów o skutkach ubocznych interwencji
Na stacjach było taniej po zmianie przepisów. To jednak nie musi oznaczać końca problemu
Początek kwietnia przyniósł wyraźne obniżki cen paliw, co było bezpośrednim skutkiem rządowego pakietu „Ceny Paliwa Niżej”. W życie weszły niższe stawki VAT i akcyzy, a dodatkowo uruchomiono mechanizm cen maksymalnych. W efekcie średnie ceny na stacjach spadły, a kierowcy zobaczyli przy dystrybutorach poziomy wyraźnie niższe niż jeszcze tydzień wcześniej.
Według e-petrol.pl w środę średnia ogólnopolska cena benzyny Pb95 wynosiła 6,16 zł za litr, a oleju napędowego 7,54 zł. To oznaczało mocne cofnięcie stawek po wcześniejszym skoku wywołanym napięciami na rynku ropy i paliw. Kierowcy mogli więc odnieść wrażenie, że najgorszy moment już minął.
Problem polega na tym, że administracyjne obniżenie cen nie usuwa źródła presji kosztowej. Sytuacja geopolityczna nadal pozostaje niestabilna, a eksperci podkreślają, że rynek paliw wciąż reaguje na wydarzenia międzynarodowe dużo szybciej niż na krajowe działania osłonowe. Dlatego obecna ulga może mieć jedynie przejściowy charakter. Już są prognozy tego, jak sytuacja na stacjach będzie wyglądać po Wielkanocy.

Eksperci nie mają dobrych wiadomości. Po świętach wszystkie paliwa mogą znów zdrożeć
Najbardziej konkretne ostrzeżenie przynosi prognoza e-petrol.pl na okres od 6 do 12 kwietnia 2026 roku. Analitycy spodziewają się wzrostu cen wszystkich głównych paliw, choć skala zmian ma być różna w zależności od rodzaju produktu. Najmocniej znów ma odczuć to rynek diesla.
Według tej prognozy litr oleju napędowego może kosztować od 7,85 do 7,97 zł. To oznacza wyraźny wzrost wobec średniej z początku kwietnia i jednocześnie ponowne zbliżenie się do psychologicznej granicy 8 zł za litr. W przypadku benzyny Pb95 przewidywany przedział to 6,18–6,27 zł za litr, a dla Pb98 6,79–6,89 zł.
Autogaz ma zachować się spokojniej, ale i tutaj nie widać przestrzeni do większej ulgi dla kierowców. Eksperci szacują, że LPG będzie kosztować od 3,68 do 3,79 zł za litr. To oznacza raczej stabilizację na podwyższonym poziomie niż wyraźne odreagowanie.

W praktyce oznacza to, że po świętach kierowcy mogą bardzo szybko odczuć powrót presji cenowej. Szczególnie dla firm transportowych i osób regularnie tankujących diesla taki ruch będzie oznaczał kolejne podniesienie kosztów codziennego funkcjonowania. Nawet jeśli benzyna ma drożeć mniej wyraźnie, trend pozostaje ten sam: rynek znów idzie w górę.
Od 1 kwietnia wzrosły też limity cen maksymalnych. Ekonomiści ostrzegają przed skutkami ubocznymi
Dodatkowym sygnałem, że presja cenowa nie zniknęła, jest najnowsze obwieszczenie ministra energii. Od 1 kwietnia obowiązują wyższe maksymalne ceny detaliczne paliw: 6,21 zł za litr Pb95, 6,81 zł za Pb98 oraz 7,66 zł za olej napędowy. W porównaniu z poprzednim dniem oznacza to wzrost limitów odpowiednio o 5 groszy dla obu benzyn i o 6 groszy dla diesla. Wszystkie stacje muszą stosować te pułapy, a ich przekroczenie grozi karą do 1 mln zł.
Ekonomiści zwracają jednak uwagę, że samo administracyjne ograniczanie cen może mieć skutki uboczne. Dr Piotr Arak w rozmowie z „Rzeczpospolitą” ocenił, że niższy VAT sam w sobie nie gwarantuje trwałego spadku cen, a ceny maksymalne zwiększają ryzyko zakłóceń podaży i lokalnych braków paliwa. Szczególnie narażone mają być stacje przy zachodniej granicy, gdzie niższe ceny w Polsce mogą pobudzić dodatkowy popyt i nasilić turystykę zakupową.
Arak wskazał też na koszt całego pakietu osłonowego. Według wyliczeń przywołanych przez „Rzeczpospolitą” może on sięgać około 1,7 mld zł miesięcznie, co z kolei zwiększa presję na budżet państwa i może budzić większą nerwowość inwestorów wobec finansów publicznych. To pokazuje, że krótkoterminowa ulga przy dystrybutorach może mieć swoją cenę gdzie indziej.
Po chwilowej poprawie kierowcy znów muszą przygotować się na trudniejszy scenariusz. Prognozy po świętach są wyraźnie wzrostowe, limity cen maksymalnych już poszły w górę, a eksperci ostrzegają, że administracyjne obniżki nie zatrzymają rynku na długo. Dla wielu osób oznacza to, że oddech z początku kwietnia może okazać się tylko krótką przerwą przed kolejną falą droższego tankowania.