biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Polska i Świat > Tyle ma kosztować paliwo w Wielkanoc. Rząd mrozi ceny, a sąsiedzi ruszają na łowy
Ewa Matysiak
Ewa Matysiak 04.04.2026 09:35

Tyle ma kosztować paliwo w Wielkanoc. Rząd mrozi ceny, a sąsiedzi ruszają na łowy

Tyle ma kosztować paliwo w Wielkanoc. Rząd mrozi ceny, a sąsiedzi ruszają na łowy
fot. ARKADIUSZ ZIOLEK/East News

Gorączka przedświątecznych zakupów w tym roku przeniosła się z galerii handlowych prosto pod dystrybutory, gdzie rozstrzygają się losy portfeli milionów Polaków. Choć Ministerstwo Energii zdecydowało się na radykalny krok, wprowadzając sztywne limity cenowe w ramach specjalnego pakietu osłonowego CPN, sytuacja na granicach wymyka się spod kontroli. Ile będzie kosztować paliwo przez święta wielkanocne? 

  • Wojna na Bliskim Wschodzie uderza rykoszetem w polskie dystrybutory
  • Wielkanocny cennik pod lupą Krajowej Administracji Skarbowej
  • Bruksela przypomina o zasadach, a resort energii prosi o czas

Wojna na Bliskim Wschodzie uderza rykoszetem w polskie dystrybutory

Sytuacja na globalnych rynkach surowców rzadko kiedy bywa tak nieprzewidywalna, jak w ostatnich tygodniach, gdy eskalacja napięć na Bliskim Wschodzie wywindowała notowania ropy naftowej do poziomów niewidzianych od miesięcy. Pod koniec lutego doszło do ataku USA i Izraela na Iran. W następstwie konfliktu zablokowana została Cieśnina Ormuz - kluczowy szlak eksportu ropy naftowej, co wywołało gwałtowny wzrost cen paliw. Międzynarodowa Agencja Energii ocenia obecny kryzys jako poważniejszy niż łącznie szoki naftowe z lat 70. oraz inwazję Rosji na Ukrainę. 

Ograniczenie dostaw ropy przełożyło się na dynamiczne podwyżki cen - ekonomiści Santander Bank Polska wskazują, że od lutego ceny na polskich stacjach wzrosły o około 18 proc. Dla polskiego rządu stało się jasne, że rynkowe mechanizmy kształtowania cen mogłyby doprowadzić do społecznego wrzenia. 

W odpowiedzi uruchomiono pakiet „CPN – Ceny Paliw Niżej”, który w założeniu ma pełnić rolę bezpiecznika, odcinającego spekulacyjne wzrosty od pistoletów na stacjach benzynowych. To rozwiązanie, choć doraźnie ratuje budżety domowe, stało się zarzewiem potężnego problemu logistycznego i dyplomatycznego. Mechanizm ten, oparty na publikacji maksymalnych stawek w Monitorze Polskim, sprawił, że Polska stała się paliwową oazą na mapie Europy Środkowej. Różnica między cenami u nas a u naszych sąsiadów stała się na tyle drastyczna, że „turystyka paliwowa”, czyli zjawisko wyjazdów za granicę w celu zakupu tańszego paliwa, powróciła z siłą, której nie widziano od dekad. 

Tyle ma kosztować paliwo w Wielkanoc. Rząd mrozi ceny, a sąsiedzi ruszają na łowy
fot. jpgfactory/canva

Wielkanocny cennik pod lupą Krajowej Administracji Skarbowej

Kulminacja świątecznych regulacji przypada na okres od Wielkiej Soboty do wtorku, kiedy to wchodzą w życie nowe, ściśle określone stawki maksymalne. Z oficjalnego obwieszczenia wynika, że za litr benzyny bezołowiowej 95 zapłacimy nie więcej niż 6,21 zł brutto. To nieznaczny wzrost w porównaniu do Wielkiego Piątku, kiedy limit wynosił 6,19 zł. 

Większy dysonans mogą odczuć właściciele samochodów z silnikami diesla. Cena maksymalna oleju napędowego (ON) została wyznaczona na poziomie 7,87 zł za litr, co stanowi wyraźny skok względem piątkowego pułapu 7,64 zł. Z kolei benzyna 98-oktanowa nie może kosztować więcej niż 6,82 zł, przy wcześniejszym ograniczeniu do 6,80 zł.

Te kilka groszy różnicy na litrze benzyny i kilkanaście na dieslu to wynik nowej kalkulacji kosztów, która ma obowiązywać przez cały okres świąteczny. Ministerstwo Energii już zapowiedziało, że kolejne obwieszczenie, definiujące ceny na środę poświąteczną, ukaże się we wtorek. 

Aby mechanizm „CPN – Ceny Paliw Niżej” nie pozostał jedynie martwym zapisem na papierze, do akcji wkroczyła Krajowa Administracja Skarbowa (KAS). Kontrole na stacjach mają być bezwzględne - każda próba obejścia przepisów i sprzedaży paliwa powyżej urzędowej ceny grozi karą sięgającą nawet 1 mln zł. W praktyce oznacza to, że właściciele stacji muszą wykazać się ogromną dyscypliną, balansując między gigantycznym popytem ze strony polskich kierowców oraz obcokrajowców a surowym okiem fiskusa. 

Bruksela przypomina o zasadach, a resort energii prosi o czas

Czeski portal iDNES.cz alarmuje, że dla kierowców zza południowej granicy wyprawa do Polski przestała być okazją, a stała się ekonomiczną koniecznością. Podobne obrazki płyną z zachodniej części kraju. W okolicach Szczecina, a szczególnie w przygranicznym Lubieszynie, czas oczekiwania na zatankowanie baku liczony jest w dziesiątkach minut, a dominującym językiem w kolejkach stał się niemiecki. Niemieccy kierowcy regularnie kursują na polskie stacje, traktując je jak dyskonty z tanim paliwem, co prowadzi do błyskawicznego wyczerpywania się zapasów w lokalnych punktach sprzedaży.

Gwałtowny napływ zagranicznych kierowców wywołał w kraju dyskusję, która jeszcze kilka miesięcy temu wydawałaby się nierealna: czy powinniśmy ograniczyć sprzedaż paliwa dla obcokrajowców? Pomysł ten, choć atrakcyjny dla stojących w kolejkach Polaków, jest prawnym stąpaniem po kruchym lodzie. Minister energii Miłosz Motyka studzi jednak emocje, wskazując na konieczność rzetelnej weryfikacji danych. 

Analiza ruchu musi zostać przeprowadzona w odpowiednim czasie. Nie jesteśmy w stanie tego obiektywnie ocenić na podstawie kilku godzin, więc dajemy sobie na to kilka dni – podkreślił szef resortu w rozmowie z Dziennikiem Gazetą Prawną.

Rząd zdaje sobie sprawę, że każda próba wprowadzenia limitów opartych na pochodzeniu czy numerach rejestracyjnych pojazdów spotka się z natychmiastową i bolesną reakcją Unii Europejskiej. Głos z Brukseli jest w tej kwestii wyjątkowo donośny. Siobhan McGarry, rzeczniczka Komisji Europejskiej ds. rynku wewnętrznego, w rozmowie z Dziennikiem Gazetą Prawną jasno zaznaczyła, że wszelkie środki dyskryminujące osoby niebędące rezydentami byłyby sprzeczne z prawem unijnym. Dla Polski oznaczałoby to nie tylko widmo ogromnych kar, ale także porażkę na polu wspólnotowego rynku. W tej trudnej sytuacji rząd stara się manewrować ostrożnie, mając świadomość, że każda próba ograniczenia sprzedaży dla „turystów” może zakończyć się sprawą w Trybunale Sprawiedliwości. 

Czy te ręczne sterowanie cenami przetrwa próbę czasu, przekonamy się już w połowie przyszłego tygodnia, gdy maksymalne ceny paliw zostaną ponownie zaktualizowane. Analitycy prognozują dalsze podwyżki cen wszystkich głównych paliw, choć ich skala będzie zróżnicowana w zależności od rodzaju. Najsilniejszą presję wzrostową ponownie ma odczuć olej napędowy.

Czytaj więcej: Po świętach kierowców czeka przykra niespodzianka. Chodzi o ceny paliw

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: