Wzrost cen OC uderzy Polaków po kieszeni. W tych miastach wynosi już prawie 1000 zł
Spokój na rynku ubezpieczeń komunikacyjnych właśnie przechodzi do historii. Po krótkim okresie oddechu i stabilizacji, najnowsze dane rynkowe zwiastują gwałtowny zwrot akcji. Marzec przyniósł pierwsze od niemal roku wyraźne sygnały, że ubezpieczyciele nie zamierzają dłużej brać na siebie rosnących kosztów likwidacji szkód.
- Stabilizacja, która uśpiła czujność właścicieli pojazdów
- Skąd wynikają takie podwyżki?
- Niektórzy kierowcy zapłacą znacznie więcej - decyduje miejsce zamieszkania
Stabilizacja, która uśpiła czujność właścicieli pojazdów
Ostatnie kwartały przyzwyczaiły nas do względnego spokoju w cennikach towarzystw ubezpieczeniowych, a momentami nawet do miłych niespodzianek. W wielu regionach Polski kierowcy mogli odnowić obowiązkowe ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej (OC – polisa chroniąca posiadacza pojazdu przed finansowymi skutkami szkód wyrządzonych osobom trzecim) na warunkach korzystniejszych niż rok wcześniej.
Ta faza rynkowa, wynikająca z agresywnej walki o klienta, zdaje się jednak wyczerpywać. Dynamika zmian cen w ujęciu rocznym wciąż wykazuje spadki, ale to jedynie statystyczne złudzenie bazujące na wysokiej podstawie z ubiegłego roku. Prawdziwy obraz sytuacji wyłania się z danych miesięcznych, które są bezlitosne: trend spadkowy został oficjalnie wyhamowany.

Warto zauważyć, że branża ubezpieczeniowa jest niezwykle czuła na wszelkie fluktuacje w gospodarce, zwłaszcza te dotyczące cen usług serwisowych i części zamiennych. To, co działo się na początku 2026 roku, można nazwać „ciszą przed burzą”. Firmy ubezpieczeniowe, mimo presji kosztowej, starały się utrzymać udziały w rynku, oferując stawki, które przy obecnej inflacji serwisowej stają się dla nich po prostu nierentowne.
Specjaliści podkreślają, że obecny poziom składek jest nie do utrzymania w dłuższej perspektywie, biorąc pod uwagę, że ubezpieczyciele muszą tworzyć coraz większe rezerwy na poczet przyszłych wypłat odszkodowań, które systematycznie rosną pod wpływem orzecznictwa sądów i rosnących wymagań technologicznych nowoczesnych aut.
Skąd wynikają takie podwyżki?
Jak wynika z raportów rynkowych, średnia wartość pojedynczej szkody wzrosła w ostatnim czasie o rekordowe 11 proc., przekraczając barierę 12 tys. złotych. To potężny impuls kosztowy, którego nie da się zniwelować drobnymi optymalizacjami procesowymi. Do tego dochodzi statystyka wypadkowa – ubezpieczyciele odnotowali o 7 proc. więcej zdarzeń wymagających wypłaty świadczeń niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.
Te dwa czynniki tworzą zabójczą mieszankę dla dotychczasowych cenników. Marzec był pierwszym miesiącem od maja 2025 roku, w którym średnia cena polisy wzrosła o 1,4 proc. w skali miesiąca, osiągając poziom 652 złotych.

Ten nieznaczny z pozoru ruch jest sygnałem dla całego sektora. Jak zauważa Aleksandra Wilczyńska z portalu Rankomat.pl, obniżki, które cieszyły nas jeszcze w styczniu, właśnie przechodzą do lamusa.
Obniżki cen OC, które obserwowaliśmy na początku roku, mogą dobiec końca. W ujęciu miesięcznym widać już lekki wzrost — mówi Aleksandra Wilczyńska, ekspertka z Rankomat.pl, cytowana przez Fakt.
Firmy ubezpieczeniowe nie mają już z czego schodzić, bo marża techniczna (różnica między zebraną składką a wypłaconymi odszkodowaniami i kosztami akwizycji) zbliża się do zera.
Jeśli dodamy do tego fakt, że nowoczesne systemy bezpieczeństwa w samochodach (takie jak czujniki ADAS czy reflektory laserowe) drastycznie podnoszą koszt nawet drobnej stłuczki parkingowej, staje się jasne, że ubezpieczyciele muszą zareagować. Podwyżki są zatem jedynym mechanizmem obronnym, który pozwoli utrzymać wypłacalność zakładów ubezpieczeń w obliczu coraz droższej naprawy floty poruszającej się po polskich drogach.
Niektórzy kierowcy zapłacą znacznie więcej - decyduje miejsce zamieszkania
Mapa cenowa Polski wciąż przypomina mozaikę, gdzie różnice w stawkach między poszczególnymi miastami potrafią przyprawić o zawrót głowy. Najwięcej powodów do narzekań mają tradycyjnie mieszkańcy dużych aglomeracji o największym natężeniu ruchu. Liderami drożyzny pozostają Gdańsk i Wrocław, gdzie mediana składki oscyluje wokół 850–853 złotych.
Choć paradoksalnie to właśnie tam odnotowano największe nominalne spadki w skali roku, to wciąż te miasta są najdroższymi punktami na ubezpieczeniowej mapie kraju. Na drugim biegunie znajduje się Podkarpacie ze średnią ceną 556 złotych oraz województwa opolskie i świętokrzyskie, gdzie kierowcy płacą o blisko 300 złotych mniej niż ich koledzy z Wybrzeża czy Dolnego Śląska.
Co ciekawe, liczba miast, w których można kupić polisę poniżej 700 złotych, wzrosła z dwóch do pięciu, co pokazuje, że w mniejszych ośrodkach walka o klienta wciąż trwa w najlepsze. Najtańsze polisy trafiają do rąk kierowców z Opola (625 zł) oraz Rzeszowa (637 zł). Jednak eksperci ostrzegają: to może być absolutnie ostatni dzwonek na zakup taniego ubezpieczenia.
Rynek po fazie krótkiej stabilizacji wchodzi w okres dynamicznych korekt. Biorąc pod uwagę rosnące koszty pracy w warsztatach oraz presję na wzrost sum gwarancyjnych, prawdopodobieństwo dalszych obniżek jest bliskie zeru. W kolejnych miesiącach kierowcy powinni spodziewać się raczej systematycznego „puchnięcia” składek, które w największych metropoliach mogą zbliżyć się do psychologicznej granicy 1000 złotych za podstawowy pakiet OC.