Świat oszalał na punkcie tych polskich przekąsek. Polacy nie wiedzą, że to żyła złota
Polskie przekąski coraz śmielej wchodzą na zagraniczne rynki i z powodzeniem konkurują z globalnymi markami. Co ciekawe, część produktów, które dziś trafiają na półki sklepów w Europie, Afryce czy na Bliskim Wschodzie, w Polsce wciąż bywa postrzegana jako „zwykła codzienność”. Przykład firmy Aksam pokazuje, że lokalna marka może zbudować międzynarodową pozycję bez rewolucji produktowej – stawiając na jakość, skalę i konsekwentny eksport. Sprawdzamy, jak polskie paluszki i precelki stały się towarem eksportowym i dlaczego świat je docenił szybciej niż krajowy rynek.
- Dlaczego polskie przekąski tak dobrze przyjmują się za granicą, a w kraju są traktowane jak produkt „bez historii”?
- Jak wygląda droga od lokalnej produkcji do obecności w kilkudziesięciu krajach świata?
- Czy to chwilowy sukces, czy trwały trend w polskim eksporcie żywności?
Od Beskidów do 32 krajów. Jak Aksam zbudował eksport krok po kroku
Firma Aksam rozpoczęła działalność w latach 90., a jej najbardziej rozpoznawalnym produktem stały się paluszki sprzedawane pod marką Beskidzkie. Przełomowym momentem był jednak rok 2010, kiedy przedsiębiorstwo zdecydowało się na systematyczny rozwój eksportu. Zamiast jednorazowych kontraktów postawiono na długofalową obecność i dostosowanie oferty do wymagań zagranicznych rynków.
Dziś przekąski Aksam są dostępne w 32 krajach, m.in. w Niemczech, Włoszech, Portugalii, na Litwie, w Republice Południowej Afryki czy Arabii Saudyjskiej. Firma nie wyklucza także wejścia na rynek koreański, co pokazuje, że ekspansja nie ogranicza się wyłącznie do Europy. Kluczowe okazały się certyfikaty jakości, stabilność dostaw i zdolność produkcji na dużą skalę – elementy, których oczekują międzynarodowi partnerzy handlowi.
Soleo i Beskidzkie. Te same produkty, różne rynki, inne oczekiwania
Jednym z filarów eksportu firmy Aksam są produkty oferowane pod marką Soleo – precelki, paluszki, krakersy oraz mieszanki przekąsek, które trafiają zarówno do międzynarodowych sieci handlowych, jak i do kanałów private label. Choć rdzeń oferty pozostaje podobny, w praktyce produkty sprzedawane za granicą często różnią się detalami, które dla konsumentów mają kluczowe znaczenie. Na wielu rynkach liczy się nie tylko smak, ale także forma opakowania, jego wielkość, sposób zamykania, a nawet kolorystyka i komunikacja wizualna.
Różnice dotyczą również składu. Na części rynków preferowane są przekąski o niższej zawartości soli lub tłuszczu, w innych większą rolę odgrywa chrupkość i intensywność smaku. To wymusza elastyczność produkcji i możliwość szybkiego dostosowania receptur bez utraty powtarzalnej jakości.
Co istotne, nie są to produkty „egzotyczne” ani niszowe. To klasyczne przekąski, które konsumenci znają od lat i po które sięgają impulsywnie. Ich siłą jest przewidywalność smaku i stabilność jakości, co na zagranicznych rynkach bywa ważniejsze niż rozpoznawalność samej marki.
Dlaczego świat je docenił szybciej niż Polska?
Sukces eksportowy polskich przekąsek pokazuje szerszy problem krajowego rynku. Produkty codziennego użytku rzadko są w Polsce postrzegane jako „towar eksportowy”, nawet jeśli spełniają najwyższe standardy. Za granicą decydują twarde kryteria: jakość, powtarzalność, cena i logistyka. Emocjonalne przywiązanie do marki schodzi na dalszy plan.
Dla firm takich jak Aksam to przewaga. Mogą rozwijać sprzedaż bez konieczności kosztownej budowy wizerunku „premium”, koncentrując się na efektywności i skali. To także sygnał dla całej branży spożywczej: polskie produkty nie muszą być niszowe, by odnosić sukces globalny.
Polskie przekąski jako trend, nie wyjątek
Ekspansja Aksam wpisuje się w szerszy trend rosnącego eksportu polskiej żywności przetworzonej. Coraz częściej to nie surowce, lecz gotowe produkty trafiają na zagraniczne rynki. Dla gospodarki oznacza to wyższą wartość dodaną, a dla firm – mniejszą zależność od wahań krajowej konsumpcji. A dla Polaków szansę na niezły zarobek – za granicę te przekąski można sprzedaż nawet kilka razy drożej niż w Polsce.
Jeśli planowana ekspansja na kolejne rynki się powiedzie, historia paluszków z Beskidów może stać się jednym z przykładów, jak polskie marki spożywcze budują globalną obecność bez spektakularnych kampanii – za to z konsekwencją i skalą.
Źródła: BiznesInfo