Sieć, planistyka i środowisko. Co naprawdę hamuje rozwój energetyki wiatrowej na lądzie?
Polska ma dziś około 11 GW mocy zainstalowanej w lądowej energetyce wiatrowej, a Krajowy Plan w Dziedzinie Energii i Klimatu zakłada, że do 2040 roku ma jej być 29 GW — niemal trzykrotnie więcej. O tym, co stoi na drodze do tego celu, dyskutowali uczestnicy panelu „Lądowa energetyka wiatrowa — gdzie jesteśmy?” podczas konferencji PSEW 2026 w Świnoujściu. Zdaniem Michała Orłowskiego, wiceprezesa zarządu Tauron Polska Energia, z trzech kluczowych wąskich gardeł — sieci, planistyki i środowiska — pierwsze ma już swoje rozwiązanie. Pozostałe wciąż czekają na skuteczne wdrożenie i to nie tylko na szczeblu centralnym.
Trzy wąskie gardła
Moderująca debatę Aleksandra Hołownia z Dziennika Gazety Prawnej poprosiła panelistów o wskazanie konkretnych działań, które mogłyby przyspieszyć rozwój energetyki wiatrowej na lądzie. Michał Orłowski, wiceprezes TAURON Polska Energia, uporządkował dyskusję, wskazując trzy formalne filary przygotowania każdego projektu wiatrowego: planistykę, kwestie środowiskowe i przyłączenie do sieci. Przewlekłość na każdym z tych etapów ma bardzo wymierne skutki — wydłużający się development (czyli proces przygotowania projektu od zabezpieczenia gruntów po uzyskanie wszystkich pozwoleń) sprawia, że w Polsce wciąż buduje się farmy oparte na starszych konstrukcjach.
— Dzisiaj w dużej mierze te inwestycje dalej bazują na turbinach trzy czy sześć megawatów. To automatycznie przekłada się na pogorszoną ekonomikę tych projektów, utrudnia ich finansowanie. I to jest pewna pętla, która zaczyna się właśnie na procesie przygotowania projektów — mówił wiceprezes Taurona.
W obszarze planistyki i środowiska Orłowski wskazał na projekt UD332, czyli postulowaną przez branżę zmianę prawa umożliwiającą równoległe — a nie sekwencyjne — procedowanie decyzji środowiskowej i miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.
— Z naszej perspektywy, patrząc na bazie projektów, nad którymi ostatnio pracowaliśmy, może to oszczędzić nawet do dwóch lat w zakresie przygotowania projektu — ocenił.

Co ciekawe, zdaniem Karola Lasockiego, partnera w kancelarii DWF Poland, takie równoległe procedowanie jest możliwe już dziś — problemem jest nie samo prawo, lecz praktyka organów środowiskowych i jego interpretacja. Z tą tezą polemizował Ireneusz Kulka, country lead portugalskiej grupy energetycznej EDP.
Obecne regulacje trzeba zmienić tak, żeby nie było wolności interpretacyjnej — przekonywał Kulka.
Ustawa sieciowa porządkuje kolejkę przyłączeniową
Michał Orłowski najwięcej miejsca poświęcił przyłączeniom do sieci — i tu jego diagnoza była najbardziej optymistyczna.
— Zaryzykuję stwierdzenie, oczywiście mam tutaj pewien konflikt interesów, ale myślę, że ustawa UC84 w dużej mierze rozwiąże problemy przyłączeniowe —
mówił Orłowski, odnosząc się do tzw. ustawy sieciowej, czyli nowelizacji prawa energetycznego porządkującej zasady wydawania warunków przyłączenia.
Wiceprezes Taurona przypomniał skalę problemu: przed wejściem w życie nowych przepisów operatorzy wydali warunki przyłączenia dla ponad 110 GW odnawialnych źródeł energii i ponad 100 GW magazynów energii. Ogromna część z nich to tzw. projekty zombie (nazywane też wirtualnymi lub widmo) — przedsięwzięcia, które nigdy nie miały szans na realizację, ale formalnie rezerwowały moce przyłączeniowe i blokowały miejsce w sieci kolejnym inwestorom. Ustawa podniosła barierę wejścia, wprowadzając m.in. zaliczki i zabezpieczenia finansowe. Efekty już widać: do dystrybucyjnej części grupy Tauron wpływa około trzykrotnie mniej wniosków o nowe warunki przyłączenia niż rok wcześniej. Prawdziwy przełom ma jednak nastąpić w czwartym kwartale, gdy większość podmiotów stanie przed koniecznością wniesienia zabezpieczeń.
— Na dzień dzisiejszy szacujemy, że to powinno być około trzydziestu, czterdziestu procent łącznie wydanych warunków przyłączenia na naszym przykładzie, być może nawet więcej na wyższych napięciach — mówił Orłowski o spodziewanej skali „uwolnienia” sieci.
Nowe przepisy wprowadzają również umowy elastyczne i konfigurowalne. Te pierwsze pozwalają przyłączyć instalację z czasowymi ograniczeniami w wyprowadzaniu mocy — operator zyskuje maksymalnie trzy lata na modernizację sieci, a inwestor jasno określony horyzont. Umowy konfigurowalne idą dalej: nie mają limitu czasowego i przenoszą więcej ryzyk na inwestora, w zamian odblokowując przyłączenia tam, gdzie szybkiej rozbudowy sieci nie będzie.
Ireneusz Kulka zwracał uwagę na ryzyko, że operatorzy mogą traktować umowy konfigurowalne jako wygodną wymówkę i wypierać nimi korzystniejsze dla inwestorów umowy elastyczne.
O praktyczny komentarz pokusił się Robert Kiszka, dyrektor ds. rozwoju biznesu i strategii w ENGIE Zielona Energia, którego spółka finalizuje decyzję środowiskową dla projektu na Pomorzu i chce aneksować umowę przyłączeniową. Jak relacjonował, lokalny oddział operatora ma przed sobą „bardzo skomplikowane zadanie ogarnięcia wszystkiego, co wynika z UC84” — kierunkowo przepis ocenia jako wspaniały pomysł, ale w praktyce widać problemy z jego wdrożeniem.
Koniec uznaniowości urzędów? Resort obiecuje standaryzację
Kolejnym istotnym tematem debaty była nieprzewidywalność i niejednolitość procedur — przede wszystkim środowiskowych. Orłowski wskazywał, że wymogi badań ptasich i nietoperzowych (czyli analiz wpływu turbin na awifaunę i chiropterofaunę, wymaganych do decyzji środowiskowej) różnią się dziś w zależności od regionalnej dyrekcji ochrony środowiska (RDOŚ). Im więcej standaryzacji, tym łatwiej inwestorom planować projekty.
Wiceministra klimatu i środowiska Urszula Zielińska zapowiedziała, że wytyczne Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska dotyczące awifauny zostaną sfinalizowane jeszcze tego lata i ograniczą się do trzech rodzajów wyłączeń: siedlisk gatunków Natura 2000, terenów zalewowych stuletnich oraz krótkiej listy gatunków ptaków, głównie drapieżnych.
— To jest wprowadzane po to, żeby już nie było tej uznaniowości — deklarowała.
Resort pracuje też nad ustawą wdrażającą unijną dyrektywę RED III (przepisy określające m.in. maksymalne terminy wydawania pozwoleń dla OZE), która ma skrócić czas postępowań administracyjnych do maksymalnie roku dla farm na lądzie — wobec procesów sięgających dziś nawet siedmiu lat. Do końca listopada samorządy mają z kolei wyznaczyć tzw. OPRO, czyli obszary przyspieszonego rozwoju OZE — tereny, na których procedury dla nowych instalacji będą uproszczone i skrócone.
Branża przyjęła te zapowiedzi z ostrożnym entuzjazmem. Wojciech Sztuba, partner zarządzający firmy doradczej TPA Poland, ostatnie dwa lata współpracy z rządem ocenił „bardzo pozytywnie”, ale przywołał anegdotę z młodości: bosman nie wypuścił jego załogi z portu, bo kolega zamiast karty pływackiej okazał legitymację ratownika.
— To jest to, co my dzisiaj postulujemy. Ta wiedza, która jest na poziomie współpracy branży i jednostek rządowych, musi spłynąć na dół — do poziomu wojewódzkiego, powiatowego czy nawet samorządowego — podkreślał.
Podobnie Kulka, który półżartem stwierdził, że po deklaracjach polityków z panelu otwarcia konferencji wystarczyłoby, „żeby średnia kadra urzędnicza dowiedziała się, co myślą decydenci”, a branża „ruszy z kopyta”.
Stawką jest realizacja celów Krajowego planu w dziedzinie energii i klimatu (KPEiK), który — jak mówiła Zielińska — zakłada w ambitnym scenariuszu 29 GW mocy w wietrze na lądzie i 18 GW na morzu do 2040 roku.
— To powinien być ten sygnał dla rynku, że będziemy państwa potrzebować czterokrotnie mocniej — mówiła wiceministra.
Kulka przypomniał jednak, że pośredni cel na 2030 rok oznacza prawie 6 GW przyrostu w cztery lata, podczas gdy miniony rok był jednym z najgorszych w historii — przybyło zaledwie 256 MW.
Elastyczność systemu i repowering, czyli jak wycisnąć więcej z tego, co jest
W końcowej części debaty wiceprezes Taurona przekonywał, że na elastyczność trzeba patrzeć holistycznie, na poziomie całego systemu — bo to ona ostatecznie zdecyduje, ile OZE uda się przyłączyć. Grupa Tauron rozwija magazyny energii o mocy 600 MW z wydanymi decyzjami inwestycyjnymi, a w ciepłownictwie stawia na kotły elektrodowe i magazyny ciepła, pozwalające nagrzewać wodę użytkową w czterogodzinnym szczycie produkcji fotowoltaiki.
Michał Orłowski zachwalał też taryfy dynamiczne, w których cena prądu zmienia się wraz z sytuacją w systemie:
— Na dzień dzisiejszy nie ma problemu, żeby powiedzieć, że na przykład weekendy w określonej porze roku będą za darmo albo prawie za darmo.
Sporo emocji wywołał repowering, czyli wymiana starszych turbin na nowsze i większe na terenie istniejącej farmy. Kiszka opisał świeżo przejętą przez ENGIE farmę Kamionka w Zachodniopomorskiem:
— Podniesienie huba (wysokości wieży, na której zawieszona jest gondola turbiny — red.) o 50 metrów podnosi produkcję o 100 procent.
Kulka szacował, że już dziś do repoweringu „samorzutnie” kwalifikuje się około 1,2 GW instalacji starszych niż 15 lat. Sceptyczny pozostał Sztuba:
— Repowering na razie świetnie publikuje się w PowerPoincie. Natomiast zobaczymy, jak w Excelu to wytrzyma — ironizował, wskazując na brak dedykowanych aukcji i mechanizmów wsparcia.
W tle pozostała kwestia systemu aukcyjnego, kluczowego dla bankowalności projektów (czyli ich zdolności do uzyskania finansowania bankowego). Zielińska potwierdziła, że tegoroczne aukcje odbędą się jeszcze bez pełnego wdrożenia kryteriów pozacenowych — głównie z powodów czasowych i ograniczeń systemów Urzędu Regulacji Energetyki. Lasocki podsunął rozwiązanie: kryteria niecenowe można wprowadzić wyłącznie na etapie prekwalifikacji, bez przebudowy mechanizmu rozstrzygania aukcji.
Debatę podsumował Michał Orłowski, wracając do fundamentów:
— Energetyka wiatrowa na lądzie jest źródłem energii, która jest w tej chwili najbardziej potrzebna i idealnym uzupełnieniem energii, którą już mamy w miksie.
Jak dodał, na sieć rozwiązanie już jest, a dla planistyki i środowiska rozwiązania są w trakcie wdrażania.
— Kluczowe jest to, aby przez całą machinę rządową, przez wszystkie szczeble tę filozofię wdrożyć — zakończył wiceprezes Taurona.
Artykuł sponsorowany przez Tauron Polska Energia