Rywal Action rośnie w siłę. Chce otworzyć kolejne 600 sklepów
Ekspansja sieci dyskontowych w Polsce wchodzi w zupełnie nową fazę, a zagraniczni gracze dostrzegają w naszym kraju potencjał, którego próżno szukać w innych częściach Europy.
Niemiecki gigant segmentu non-food zrealizował właśnie maraton kolejnych otwarć, udowadniając, że polski portfel, mimo zmiennej koniunktury, wciąż pozostaje chłonny. Walka o klienta poszukującego tanich artykułów codziennego użytku zaostrza się z każdym miesiącem.
Polacy pokochali taki model zakupów
Krajowy rynek detaliczny przyzwyczaił nas do szybkiego tempa rozwoju, ale to, co wydarzyło się w ostatnich dniach, zaskoczyło nawet branżowych analityków. Jeden z niemieckich liderów handlu wielobranżowego zdecydował się na błyskawiczne zwiększenie swojej obecności nad Wisłą, otwierając w ciągu zaledwie czternastu dni aż czternaście nowych placówek handlowych
Apogeum tej operacji nastąpiło jednego dnia, kiedy to wstęgę przecięto jednocześnie w sześciu różnych lokalizacjach. Tego typu ruchy wymagają nie tylko potężnego zaplecza kapitałowego, ale przede wszystkim dopracowanej w najdrobniejszych szczegółach logistyki oraz zaufania do lokalnego konsumenta.

Jak wskazują najnowsze dane PMR Market Experts za pierwszy kwartał tego roku, sektor dyskontów niespożywczych rośnie w Polsce w tempie dwucyfrowym, znacznie przewyższając dynamikę tradycyjnego handlu wielkopowierzchniowego. Działa tu efekt skali oraz unikalna specyfika zakupowa.
Polacy pokochali model, w którym produkty dekoracyjne, papiernicze czy drobny sprzęt gospodarstwa domowego kupuje się przy okazji, pod wpływem impulsu, zachęceni niską ceną jednostkową.
Czy jednak na rynku, na którym dojrzałe sieci spożywcze coraz częściej sięgają po asortyment przemysłowy, jest jeszcze miejsce na tysiące metrów kwadratowych nowej powierzchni handlowej?
Konkurent Action i Pepco otwiera sklep za sklepem
Aby zrozumieć skalę tego zjawiska, trzeba cofnąć się do 2018 roku, kiedy niemiecki operator TEDi stawiał nad Wisłą swoje pierwsze kroki.
Ta obecna w kilkunastu krajach Europy sieć, posiadająca na rodzimym rynku ponad 1,8 tysiąca punktów z łącznej liczby 3 tysięcy swoich sklepów, traktuje Polskę jako kluczowy przyczółek do dalszego wzrostu.
W jej placówkach klienci znajdą szeroki wachlarz towarów: od artykułów papierniczych i akcesoriów dla zwierząt, przez zabawki, aż po produkty sezonowe i wyposażenie wnętrz.
To tak zwany handel impulsowy, który w czasach podwyższonej inflacji staje się dla wielu gospodarstw domowych substytutem droższych rozrywek. Próg wejścia jest niski, a koszyk zakupowy wypełnia się niespodziewanie szybko.

Podobną drogą podążają konkurenci, z holenderską siecią Action na czele, która również w błyskawicznym tempie stawia nowe hale w parkach handlowych średnich i małych miast.
Gra toczy się o potężny tort. Z analizy GfK An NielsenIQ Brand wynika, że segment non-food odpowiada już za blisko jedną piątą całkowitej sprzedaży w polskich parkach handlowych.
Nie dziwi więc fakt, że niemieccy menedżerowie nie zamierzają poprzestawać na dotychczasowym stanie posiadania i otwarcie deklarują, że docelowo widzą w Polsce przestrzeń na uruchomienie nawet 600 placówek.
Zobacz też: Znana sieć odzieżowa kurczy się na całym świecie. Setki sklepów zniknęły
TEDi chce mieć 600 sklepów w Polsce
Plan docelowy, zakładający osiągnięcie progu 600 działających punktów, oznacza w praktyce ponad podwojenie obecnego stanu posiadania niemieckiej sieci na polskiej ziemi. Taka deklaracja to wyraźna rękawica rzucona rynkowym rywalom, z Action oraz Pepco na czele, którzy do tej pory dzielili i rządzili w tym segmencie.
Ostateczny sukces w tej batalii będzie jednak zależał od tego, jak długo polski konsument pozostanie odporny na ogólne schłodzenie nastrojów gospodarczych. Presja na płace minimalne oraz rosnące koszty najmu powierzchni handlowych w małych ośrodkach miejskich mogą w końcu zacząć uderzać w rentowność poszczególnych lokali.
Z drugiej strony, dyskonty niespożywcze idealnie wpisują się w model zakupowy szukających oszczędności klientów, oferując relatywnie wysoki stosunek jakości do ceny.
Niemieccy inwestorzy są przekonani, że polski rynek detaliczny nie osiągnął jeszcze punktu nasycenia. O tym, kto ostatecznie wygra ten wyścig, zdecydują najbliższe lata, jednak zyskuje na nim przede wszystkim konsument, który dostaje coraz szerszy wybór w coraz niższych cenach.