Rewolucja w systemie kaucyjnym. Kolejne opakowania objęte będą dodatkową opłatą
Rewolucja w systemie kaucyjnym jest coraz bliżej. W najbliższych miesiącach do grona opakowań objętych opłatą mają dołączyć tzw. “małpki”. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zapowiedziała już prace, co ogłosiła w mediach społecznościowych. Na to zareagowała ministra klimatu Paulina Hennig-Kloska.
Europejskie wzorce i bezwzględne wymogi unijnych dyrektyw odpadowych
System kaucyjny, czyli dobrze znany mechanizm doliczania zwrotnej opłaty do ceny napoju, nie jest na Starym Kontynencie rynkową innowacją. W Niemczech podobne rozwiązania funkcjonują z powodzeniem od ponad dwóch dekad, a kraje bałtyckie, takie jak Litwa, stały się niedawno wręcz globalnym wzorem skuteczności. Wprowadzając kaucję w 2016 roku, Litwini w zaledwie dwa lata osiągnęli wskaźnik zwrotów przekraczający 90 proc. (według danych operatorów systemu). Taki model drastycznie zredukował ilość surowców wtórnych, które wcześniej bezpowrotnie trafiały na komunalne wysypiska lub, co znacznie gorsze, bezpośrednio do środowiska naturalnego.

Dlaczego Polska musi teraz tak gwałtownie przyspieszyć prace? Nad naszym krajem wisi widmo unijnej dyrektywy Single-Use Plastics (SUP). Narzuca ona państwom członkowskim wyśrubowane cele: do 2025 roku musimy zbierać 77 proc. jednorazowych butelek plastikowych, a pod koniec tej dekady odsetek ten ma dobić do poziomu 90 proc. (zgodnie z zapisami dyrektywy SUP). Bez sprawnego i ogólnokrajowego mechanizmu zwrotów osiągnięcie narzuconych pułapów jest matematycznie niemożliwe, co grozi wielomilionowymi karami finansowymi dla budżetu państwa.
Z danych ekonomicznych wynika wprost, że mądry recykling to czysty zysk – przetopienie stłuczki szklanej zapewnia mniejsze zużycie rzędu kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu procent energii w hutach w porównaniu do produkcji od zera. Polscy decydenci, tworząc krajowe ramy prawne dla gospodarki obiegu zamkniętego, początkowo podeszli do tematu zachowawczo. Zamiast od razu rzucać na głęboką wodę cały sektor detaliczny, wybrano ostrożny model etapowy, co teraz odbija się rządzącym czkawką.
Zderzenie z polską rzeczywistością i miliardowe koszty handlu detalicznego
Na krajowym podwórku rodzimy system kaucyjny wciąż znajduje się w fazie trudnych narodzin. Ustanowione przepisy zmuszają sieci handlowe oraz producentów napojów do gigantycznych i kosztownych inwestycji infrastrukturalnych. Zgodnie z literą prawa, system kaucyjny zaczął funkcjonować od 1 października 2025 roku. Koszty tej rynkowej transformacji przyprawiają branżę o mocny zawrót głowy. Nie można też zapominać o potencjalnym impulsie inflacyjnym. Skokowy wzrost kosztów operacyjnych w branży niemal na pewno zostanie finalnie przerzucony na barki klientów detalicznych.
Według szacunków ekspertów wdrożenie i utrzymanie tysięcy zaawansowanych recyklomatów w dyskontach to ogromny wydatek w skali całej gospodarki. Aktualnie mechanizmem zwrotu objęte są przede wszystkim wszechobecne plastikowe butelki PET o pojemności do 3 litrów oraz metalowe puszki do 1 litra. W obu tych przypadkach kaucja wyniesie równe 50 groszy. Ustawodawca uwzględnił również klasyczne szklane butelki wielokrotnego użytku do 1,5 litra, ustalając tu stawkę depozytu na wyższym poziomie, wyniesie ona złotówkę. Rynkowi analitycy wytykają, że wykluczenie ze zbiórki szkła jednorazowego pozostaje zupełnie niezrozumiałą luką w prawie, która faworyzuje konkretne grupy produktowe.
Operatorzy logistyczni zgłaszają dramatyczną potrzebę szybkiego uszczelnienia bazy operacyjnej. Słusznie argumentują, że organizowanie transportu, dowożenie pustych przebiegów i jednoczesne omijanie najpopularniejszych szklanych śmieci mija się z jakimkolwiek biznesowym celem.
Zobacz też: Surowe kary za złe wyrzucenie torebki po herbacie. Możesz zapłacić jeszcze więcej
Małpki mają wejść do systemu kaucyjnego. Ministra klimatu studzi entuzjazm
To właśnie w obliczu tych niedoskonałości na pierwszy plan debaty publicznej wysuwa się problem najmniejszych szklanych pojemności. Dyskusja o nowelizacji ustawy kaucyjnej nabrała w ostatnich dniach wyjątkowo ostrego charakteru na najwyższych szczeblach władzy. Główną osią sporu wewnątrz rządu stały się potocznie zwane małpki, czyli małe butelki z mocnym alkoholem o pojemnościach 100 oraz 200 mililitrów, których rosnąca popularność spędza samorządowcom sen z powiek.
Skala tego zjawiska po prostu paraliżuje miejskie służby komunalne. Branżowe analizy dowodzą, że każdego dnia Polacy mogą kupować w sklepach od blisko półtora do nawet 3 milionów takich niewielkich formatów. Daje to zawrotną liczbę ponad miliarda sztuk rocznie, z których ogromna część po opróżnieniu trafia prosto na chodniki, przystanki autobusowe i skwery. Z zapowiedzi ministry funduszy i polityki regionalnej, Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, wynika jasno, że zaktualizowana legislacja definitywnie włączy te uciążliwe opakowania w system kaucyjny. Polityczka obwieściła w serwisie X, że rozwiązanie to jest owocem twardych ustaleń liderów koalicji. Reakcja resortu merytorycznie odpowiedzialnego za wdrożenie tych przepisów była jednak zadziwiająco chłodna i nerwowa.
Dialog zamiast ultimatum - tego oczekiwaliśmy i to się wydarzyło. Minister Klimatu i Środowiska przyszła na klub Polski 2050 i przedstawiła plan działań w sprawach, które były dla nas kluczowe przy podejmowaniu decyzji. We wrześniu do porządku prac rządu ma trafić ustawa włączająca „małpki” do systemu kaucyjnego - czytamy.
Ministra klimatu, Paulina Hennig-Kloska, niemal natychmiast ostudziła medialny triumf swojej koleżanki z rządu. Skwitowała to krótko i dobitnie:
Będąc na spotkaniu odpowiedziałam też na kilka zarzutów, które w sposób nieuprawniony pojawiały się w mediach. O małpkach mówiłam publicznie wiele razy, więc to żadna nowość i nie jest to decyzja podjęta pod wpływem wczorajszej rozmowy. Nie biegnij więc po medal.
Ten gorący, wirtualny zgrzyt dobitnie obnaża, jak istotny politycznie i wizerunkowo stał się projekt posprzątania polskiej przestrzeni. Gdyby kaucja za niewielką buteleczkę wyniosła zapowiadaną złotówkę, cena najtańszych alkoholi wzrosłaby z dnia na dzień o kilkanaście procent, wywołując rynkowy wstrząs w branży monopolowej. Zamknięcie prawnego obiegu dla najmniejszych formatów to gigantyczne wyzwanie, ale jednocześnie absolutna konieczność, aby skutecznie odciążyć środowisko naturalne.