Polska chłodnia na granicy upadłości po 30 latach. Trwa strajk głodowy
Przedsiębiorstwo z 30-letnią tradycją znalazło się na skraju upadku, a jego zarząd zdecydował się na ostateczny ruch. Poważny kryzys w branży przetwórstwa owoców miękkich zbiera swoje pierwsze, tak drastyczne żniwo w regionie. Co doprowadziło dynamiczny zakład na sam skraj przepaści i dlaczego rynkowy mechanizm paraliżuje lokalną gospodarkę?
Sektor przetwórstwa owoców w Polsce przez całe dekady uchodził za jeden z najbardziej stabilnych filarów krajowego agrobiznesu. Rodzinna chłodnia „Jaak” z Zadoła na Lubelszczyźnie rozpoczęła swoją działalność w 1994 roku, budując pozycję kluczowego lokalnego odbiorcy owoców miękkich. Teraz jednak losy biznesu wiszą na włosku.
Złoty interes stał się nierentowny
Zakład skupił się przede wszystkim na skupie, sortowaniu, schładzaniu oraz mrożeniu surowca, czyniąc z malin swój główny produkt handlowy. Aż 90 procent całej aktywności operacyjnej przedsiębiorstwa zostało bezpośrednio powiązane właśnie z tym jednym gatunkiem.
Taka wąska specjalizacja przez całe lata gwarantowała wysokie przychody oraz przewidywalność operacyjną. Z czasem zakład stał się kołem zamachowym dla całej okolicy. Strategiczny profil działalności sprawił jednak, że firma stała się niezwykle podatna na wszelkie zawirowania rynkowe.

Gdy struktura cenowa uległa załamaniu, cała misternie budowana architektura biznesowa zaczęła się chwiać w podstawach. Dlaczego tak stabilny podmiot nagle stracił oparcie w realiach rynkowych? Odpowiedź leży w dynamicznym załamaniu stawek, które nadeszło w najmniej oczekiwanym momencie.
Ukraiński import dobił tradycyjny skup
Załamanie koniunktury na rynku malin nastąpiło gwałtownie. Pod koniec sezonu 2022 roku ceny skupu owoców drastycznie spadły z poziomu około 16-18 zł do zaledwie 6-8 zł za kilogram. Kolejny rok przyniósł następną falę przecen, spychając stawki do poziomu 4-6 zł za kilogram.
Dla podmiotu opierającego niemal całą działalność na tym surowcu oznaczało to wyparowanie marży operacyjnej. Dodatkowym czynnikiem destabilizującym stał się masowy napływ wyraźnie tańszych owoców sprowadzanych z Ukrainy.
Krajowi przetwórcy masowo ograniczali zakupy surowca od lokalnych dostawców, wybierając wyraźnie tańszą alternatywę zza wschodniej granicy. Chłodnia „Jaak” zdecydowała się jednak kontynuować skup od lokalnych producentów, dbając o relacje handlowe.
To szlachetne podejście doprowadziło jednak do wzrostu strat. Zakład przyjmował towar, którego później nie potrafił sprzedać po cenie gwarantującej zwrot kosztów operacyjnych. Efekt był łatwy do przewidzenia. Płynność finansowa została całkowicie zamrożona, a długi wobec rolników zaczęły rosnąć. 11 sierpnia członkowie zarządu przedsiębiorstwa rozpoczęli na terenie zakładu protest głodowy.
Zobacz też: To koniec znanej rozlewni gazu. Gaspol potwierdza, funkcjonuje tylko do 31 sierpnia
Polska firma ubiegała się o pożyczkę z KOWR
Jak podkreśla Andrzej Banach z zarządu firmy, ten apel nie ma natury politycznej, lecz jest aktem rozpaczy i próbą ratowania płynności. Firma od ponad trzech lat słała pisma do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, ARiMR oraz Krajowej Grupy Spożywczej, ale bezskutecznie.
Czara goryczy przelała się, gdy instytucje państwowe odmówiły wsparcia płynnościowego. Zakład dwukrotnie składał wniosek do Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa o pożyczkę w ramach programu „Linia Owoce 24” i za każdym razem spotkał się z decyzją odmowną. Stawka tego dramatu wykracza jednak daleko poza same mury przedsiębiorstwa.
Chłodnia jest strategicznym odbiorcą dla blisko 400 lokalnych gospodarstw rolnych. Malina to produkt niezwykle delikatny, wymagający błyskawicznego schłodzenia tuż po zbiorze. Brak funkcjonującego skupu w najbliższej okolicy oznacza dla rolników brak możliwości sprzedaży zbiorów i widmo bankructwa.
Decyzja zarządu o głodówce jest zatem walną batalią o przetrwanie całego lokalnego ekosystemu gospodarczego na Lubelszczyźnie.