Co dalej z rachunkami za prąd? Rząd bierze pod uwagę jeden ze scenariuszy
Zbliżająca się zima ponownie kieruje uwagę Polaków na energetykę i domowe rachunki. Sytuacja jest dziś inna niż podczas kryzysu energetycznego sprzed kilku lat, ale na rynku pojawiły się sygnały, które mogą mieć znaczenie dla pieniędzy wydawanych przez gospodarstwa domowe w 2027 r. Ceny energii z dostawą w przyszłym roku wyraźnie wzrosły w ostatnich miesiącach. Rząd analizuje już możliwe scenariusze.
Na razie nie zapadły decyzje, które przesądzałyby o przyszłorocznych rachunkach za prąd. Coraz istotniejsze staje się jednak pytanie o to, co stanie się po zakończeniu obecnego roku i jakie rozwiązania zostaną zastosowane, jeśli warunki rynkowe okażą się mniej korzystne dla odbiorców.
Prąd na 2027 rok podrożał. Ceny na rynku wyraźnie poszły w górę
Jeszcze kilka miesięcy temu sytuacja na rynku terminowym wyglądała znacznie spokojniej. W czerwcu średnia ważona cena rocznego kontraktu na dostawę energii elektrycznej w 2027 r. wynosiła na Towarowej Giełdzie Energii 447,76 zł za MWh. W lipcu było to już 464,02 zł, a w sierpniu 495,52 zł za MWh.
We wrześniu wzrost przyspieszył. W pierwszej połowie miesiąca notowania znajdowały się w przedziale od 526,50 do 585,80 zł za MWh, a 15 września kontrakt kosztował około 570 zł za MWh. To znacznie więcej niż poziom, przy którym w poprzednich latach państwo chroniło gospodarstwa domowe poprzez maksymalną cenę energii.

Nie oznacza to jednak, że gospodarstwa domowe zapłacą w przyszłym roku 570 zł za MWh. Kontrakty terminowe dotyczą rynku hurtowego i są jednym z czynników wpływających na późniejsze taryfy, ale nie stanowią bezpośrednio ceny widocznej na fakturze odbiorcy.
Obecnie sytuacja jest korzystniejsza. W 2026 r. cena energii w zatwierdzonych przez URE taryfach dla czterech największych sprzedawców wynosi średnio 495,16 zł za MWh. Jest więc nawet nieco niższa od ceny maksymalnej 500 zł za MWh, która obowiązywała w 2025 r.
Zamrożenie cen prądu w 2027 roku? Rząd nie wyklucza takiego rozwiązania
Rosnące notowania kontraktów na przyszły rok sprawiają, że wraca temat ochrony gospodarstw domowych. Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun poinformował, że rząd nie przesądził jeszcze, czy w 2027 r. konieczne będzie ponowne zastosowanie mechanizmu zamrożenia cen energii.
Jak zaznaczył, analizowane są różne warianty i żadne rozwiązanie nie zostało na tym etapie wykluczone. Rząd musi przy tym brać pod uwagę zarówno wysokość rachunków płaconych przez odbiorców, jak i sytuację finansową spółek energetycznych.
Nie przesądzam dzisiaj, czy zamrożenie cen energii w przyszłym roku będzie możliwe. Analizujemy różne warianty i w tej dyskusji żadnego rozwiązania z góry nie wykluczamy. Naszym celem jest zbilansowanie systemu i uniknięcie sytuacji kryzysowych, przy uwzględnieniu zarówno sytuacji odbiorców, jak i kondycji spółek energetycznych - mówi Wojciech Balczun, minister aktywów państwowych cytowany przez Business Insider.

W poprzednich latach mechanizm ceny maksymalnej pozwalał gospodarstwom domowym płacić za samą energię mniej, niż wynikało z zatwierdzonych taryf. Różnicę pokrywały rekompensaty finansowane ze środków publicznych. Ewentualny powrót do takiego rozwiązania oznaczałby więc konieczność znalezienia pieniędzy także po stronie państwa.
Na razie nie ma jednak decyzji o zamrożeniu cen w 2027 r. Nie wiadomo również, na jakim poziomie miałaby zostać ustalona ewentualna cena maksymalna. Dużo będzie zależało od sytuacji na rynku w kolejnych miesiącach oraz od taryf, o zatwierdzenie których sprzedawcy energii będą występować do Urzędu Regulacji Energetyki.
Warto pamiętać, że sama cena energii jest tylko jednym z elementów rachunku. W 2026 r., mimo spadku ceny sprzedaży energii, taryfy dystrybucyjne wzrosły średnio o 9,36 proc. URE szacowało, że dla gospodarstwa domowego korzystającego z popularnej taryfy G11 i zużywającego rocznie około 1,8 MWh całkowity miesięczny rachunek wzrośnie średnio o około 3 proc.
Minister uspokaja przed zimą. „Nie zakładamy sytuacji kryzysowych”
Osobną kwestią od cen pozostaje bezpieczeństwo energetyczne w sezonie zimowym. W tej sprawie Wojciech Balczun wypowiada się zdecydowanie bardziej jednoznacznie niż w przypadku przyszłorocznych taryf.
Według obecnych ocen Ministerstwa Aktywów Państwowych Polska powinna przejść najbliższą zimę bez problemów związanych z dostępnością energii oraz odpowiedniej mocy w systemie. Minister zapewnia również, że nie powinno zabraknąć węgla. Jak zaznaczył, rząd nie zakłada obecnie sytuacji kryzysowych ani konieczności wprowadzania ograniczeń.
Według obecnych ocen zimę powinniśmy przejść spokojnie, zarówno pod względem odpowiedniej mocy, jak i dostępu do energii. Nie zakładamy sytuacji kryzysowych ani ograniczeń. Węgla nie zabraknie - zapewnia Wojciech Balczun.
Znaczenie ma przy tym utrzymanie odpowiedniej produkcji krajowego surowca. Balczun wskazuje między innymi na Polską Grupę Górniczą, Bogdankę oraz Jastrzębską Spółkę Węglową. W przypadku zwiększenia wydobycia potrzebne jest jednak, jego zdaniem, ekonomiczne uzasadnienie i odpowiednia perspektywa popytu.
Dla gospodarstw domowych oznacza to, że na ten moment rząd nie sygnalizuje ryzyka niedoborów energii podczas najbliższej zimy. Nie rozstrzyga to jednak kwestii pieniędzy, które Polacy będą wydawać na prąd w kolejnym roku.
Kluczowe dla przyszłorocznych rachunków będą kolejne miesiące na rynku energii oraz taryfy na 2027 r. Dopiero wtedy będzie można ocenić, czy ceny dla gospodarstw domowych wymagają ponownej interwencji państwa. Na dziś zamrożenie cen pozostaje jednym z analizowanych scenariuszy, a nie przyjętym rozwiązaniem.
