Niepokojące wyniki egzaminów lekarskich. Zdał co 11. Ukrainiec
Polski system opieki medycznej od lat zmaga się z gigantycznym deficytem kadrowym. Lekarstwem na te bolączki miał być szeroki strumień specjalistów zza wschodniej granicy, gotowych z marszu wesprzeć nasze szpitale. Rzeczywistość okazuje się jednak brutalna, a urzędowa kontrola kompetencji bezlitośnie weryfikuje rynkowe obietnice.
Demograficzna tykająca bomba i rygorystyczna kuźnia kadr
Gdy spojrzymy na statystyki dotyczące personelu medycznego w Polsce, wnioski nasuwają się same. Brakuje nam kilkudziesięciu tysięcy specjalistów, a średnia wieku pracujących obecnie chirurgów czy pediatrów niebezpiecznie zbliża się do progu emerytalnego. Zdrowie publiczne wisi na włosku, a placówki medyczne nierzadko zmuszone są do zamykania całych oddziałów z powodu braku rąk do pracy. Edukacja lekarzy w Polsce to proces niezwykle żmudny, wymagający i kosztowny. Studia na kierunku lekarskim trwają sześć lat i oznaczają przyswojenie gigantycznej partii materiału teoretycznego oraz odbycie setek godzin zajęć klinicznych.

To jednak zaledwie pierwszy krok na długiej ścieżce zawodowej. Świeżo upieczeni absolwenci uczelni medycznych nie mogą z marszu operować czy wypisywać recept. Najpierw muszą odbyć trzynastomiesięczny staż podyplomowy, czyli okres przejściowy polegający na praktycznej nauce zawodu pod okiem doświadczonych mentorów. Zwieńczeniem tego wieloletniego wysiłku jest Lekarski Egzamin Końcowy. Jest to państwowy sprawdzian, którego zaliczenie stanowi absolutny warunek uzyskania pełnego prawa wykonywania zawodu.
Poziom trudności tego testu jest celowo wyśrubowany. Rodzimy system stawia na bezkompromisową jakość, wychodząc z założenia, że w kwestiach ludzkiego życia nie ma miejsca na najdrobniejsze uchybienia. Warto podkreślić, że polski model kształcenia ewoluował przez dekady. Każdy student musi zaliczyć niezwykle trudne egzaminy, a najdrobniejsze potknięcia skutkują powtarzaniem roku. Przekłada się to na świetne przygotowanie młodych polskich medyków, ale jednocześnie sprawia, że podaż nowych kadr jest ograniczona. Długi cykl edukacyjny powoduje, że deficyt zastępowalności pokoleń jest dziś głównym hamulcem rozwoju polskiej medycyny.
Egzaminacyjna śluza dla zagranicznych medyków i systemowe różnice
Brak perspektyw na szybkie zasypanie luki kadrowej absolwentami polskich uczelni zmusił decydentów do poszukiwania alternatyw. Oczy zwrócono w stronę państw spoza Unii Europejskiej, głównie Ukrainy i Białorusi. W okresie pandemii koronawirusa, gdy szpitale pękały w szwach, wprowadzono uproszczone procedury zatrudniania obcokrajowców, przyznając im warunkowe prawo wykonywania zawodu. Z założenia miał to być jednak wyłącznie środek doraźny. Aby zagraniczny lekarz mógł na stałe zintegrować się z polskim rynkiem pracy, musi ostatecznie potwierdzić swoje kwalifikacje.
Służy temu skomplikowana procedura nostryfikacji dyplomu lub przystąpienie do dedykowanego sprawdzianu. Tym systemowym sitem jest Lekarski Egzamin Weryfikacyjny, państwowy test dla osób, które uzyskały dyplom poza terytorium Unii Europejskiej. Jego ramy są niezwykle surowe. Kandydaci muszą odpowiedzieć na dwieście pytań jednokrotnego wyboru, a próg zaliczenia ustawiono na poziomie sześćdziesięciu procent. Dlaczego ten sprawdzian budzi tak wiele kontrowersji? Wynika to z głębokich różnic w modelach kształcenia. Eksperci z Naczelnej Izby Lekarskiej wielokrotnie zwracali uwagę, że edukacja na Wschodzie często opiera się na starszych, mniej aktualnych wzorcach.

Brakuje tam wyraźnego nacisku na nowoczesną medycynę opartą na faktach, czyli podejmowanie decyzji klinicznych wyłącznie na podstawie sprawdzonych dowodów naukowych. Zagraniczni specjaliści to często osoby z wieloletnim stażem pracy w swoich ojczyznach. Ich doświadczenie kliniczne bywa imponujące, jednak polskie procedury wymagają perfekcyjnej znajomości współczesnych wytycznych. Egzamin weryfikacyjny nie sprawdza jedynie prostej wiedzy, ale przede wszystkim zdolność do myślenia analitycznego. Dla medyków przyzwyczajonych do nieco innego, bardziej schematycznego podejścia do diagnostyki, stanowi to prawdziwy szok systemowy.
Zatrważające statystyki oblężenia i ostateczne konsekwencje rynkowe
Wiosenna sesja Lekarskiego Egzaminu Weryfikacyjnego ponownie pokazała, jak trudną barierą pozostaje dopuszczenie do wykonywania zawodu lekarza w Polsce dla osób z dyplomem uzyskanym poza Unią Europejską. Egzamin, który odbył się 26 maja, zaliczyła jedynie część kandydatów, a wyniki potwierdzają utrzymujący się od kilku lat problem niskiej zdawalności.
Jak wynika z danych opisanych przez "Rzeczpospolitą”, w ostatniej sesji do egzaminu przystąpiło m.in. 92 lekarzy z Białorusi, 89 z Ukrainy oraz 28 obywateli Polski z dyplomami uczelni spoza Unii. Pozytywny wynik uzyskało odpowiednio 28, 12 i 2 zdających. Egzaminu nie zaliczył żaden z czterech kandydatów z Rosji. Słabe rezultaty nie są jednak jednorazowym spadkiem. Statystyki Centrum Egzaminów Medycznych pokazują, że od 2021 r. obywatele Białorusi podchodzili do LEW 1925 razy, a wynik pozytywny uzyskali w 280 przypadkach. Oznacza to zdawalność na poziomie 14,5 proc. Jeszcze niższy odsetek dotyczy lekarzy z Ukrainy: spośród 1928 podejść sukcesem zakończyło się 165, czyli 8,5 proc.
Eksperci samorządu lekarskiego wskazują, że przyczyną tak dużych różnic mogą być odmienne modele kształcenia i weryfikacji kompetencji. Damian Patecki z Centralnego Ośrodka Badań, Innowacji i Kształcenia Naczelnej Izby Lekarskiej, cytowany przez money.pl, podkreśla, że polski system szkolenia lekarzy opiera się na szczegółowych procedurach, dokumentowaniu umiejętności i regularnym sprawdzaniu wiedzy. W jego ocenie problem nie dotyczy narodowości kandydatów, lecz konieczności spełnienia jednolitych standardów obowiązujących wszystkich lekarzy pracujących w Polsce.