Partner serwisu None
Partner serwisu None
biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Praca > Nawet 700 zł dodatku do wypłaty. Kontrowersyjne premie w polskich firmach, PIP ostrzega
Patryk Wołosz
Patryk Wołosz 22.05.2026 15:41

Nawet 700 zł dodatku do wypłaty. Kontrowersyjne premie w polskich firmach, PIP ostrzega

Nawet 700 zł dodatku do wypłaty. Kontrowersyjne premie w polskich firmach, PIP ostrzega
Fot. damircudic/Getty Images/CanvaPro

Resort pracy bierze pod lupę popularny mechanizm motywacyjny, który zdaniem ekspertów promuje niebezpieczne zjawisko przychodzenia do pracy mimo choroby. Choć dodatkowe pieniądze kuszą zatrudnionych, cena za pełną listę obecności bywa wysoka, uderzając szczególnie w rodziców i osoby przewlekle chore.

Elastyczne zarządzanie czy systemowa presja na obecność?

Współczesny rynek pracy, zmagający się z rosnącymi kosztami operacyjnymi, coraz częściej sięga po instrumenty, które mają na celu optymalizację procesów produkcyjnych i usługowych. Jednym z najpopularniejszych, a zarazem najbardziej kontrowersyjnych rozwiązań, stała się premia frekwencyjna. Z perspektywy zarządczej każda nieobecność pracownika to nie tylko wyzwanie logistyczne, ale przede wszystkim realny koszt wynikający z konieczności organizowania zastępstw, wypłaty nadgodzin dla pozostałych członków zespołu czy – w skrajnych przypadkach – przestojów na liniach produkcyjnych. Firmy, chcąc ograniczyć te straty, oferują pracownikom bonusy, które mają stymulować ich do niezawodności.

Skala tego zjawiska rośnie, a jak podaje portal GazetaPrawna.pl, przedsiębiorstwa coraz chętniej wpisują do swoich regulaminów wynagradzania dodatki w wysokości 500, 600, a nawet 700 złotych brutto miesięcznie. Dla wielu zatrudnionych, zwłaszcza w sektorach, gdzie zarobki oscylują wokół mediany krajowej, jest to kwota na tyle istotna, że sami wnioskują o wprowadzenie takich zapisów podczas negocjacji płacowych. 

Problem pojawia się jednak w momencie, gdy konstrukcja tego świadczenia staje się zero-jedynkowa. W większości przypadków wystarczy jeden dzień nieobecności – niezależnie od jej przyczyny – aby cała wypracowana premia przepadła. To sprawia, że mechanizm, który w założeniu miał nagradzać, w praktyce zaczyna pełnić funkcję dyscyplinującą, sprowadzając relację na linii pracodawca-pracownik do bezwzględnego pilnowania statystyk.

Ciemna strona pełnego grafiku

Psychologowie pracy oraz lekarze od lat alarmują o nasilaniu się zjawiska prezenteizmu. Polega ono na stawianiu się w miejscu pracy mimo złego stanu zdrowia, infekcji czy kontuzji. Pracownik, mając przed oczami perspektywę utraty kilkuset złotych bonusu, decyduje się na ignorowanie symptomów choroby. Taka postawa jest krótkowzroczna – nie tylko drastycznie obniża efektywność danej osoby, ale stwarza realne zagrożenie dla całego zespołu, który może zostać zainfekowany. W dobie postpandemicznej świadomości zdrowotnej promowanie zachowań zwiększających ryzyko epidemiologiczne wewnątrz biur czy hal produkcyjnych wydaje się anachronizmem, a jednak ekonomiczny przymus często bierze górę nad rozsądkiem.

Nawet 700 zł dodatku do wypłaty. Kontrowersyjne premie w polskich firmach, PIP ostrzega
Fot. AndreyPopov/Getty Images/CanvaPro

Kolejnym aspektem budzącym ogromne emocje jest brak rozróżnienia przyczyn absencji. Regulaminy wielu firm są skonstruowane w sposób bezwzględny: premię traci się za skorzystanie z L4 (zwolnienia lekarskiego), urlopu na żądanie, a nawet nowych form wsparcia, takich jak zwolnienie z powodu siły wyższej czy urlop opiekuńczy. Taka konstrukcja uderza rykoszetem w konkretne grupy społeczne. Najmocniej odczuwają to rodzice, zwłaszcza wielodzietni, którzy muszą opiekować się chorymi dziećmi, osoby starsze wymagające częstszej diagnostyki oraz kobiety w ciąży. W tym kontekście „bonus za obecność” przestaje być neutralnym narzędziem motywacyjnym, a staje się formą ukrytej dyskryminacji, karzącą za sytuacje losowe, na które pracownik nie ma wpływu.

Czy ustawodawca ukróci „nagradzanie za niechorowanie”?

Wątpliwości natury etycznej idą w parze z zastrzeżeniami prawnymi, którym coraz baczniej przygląda się Państwowa Inspekcja Pracy oraz resort pracy. 

Stosowanie przez pracodawców różnego rodzaju dodatkowych świadczeń pieniężnych, które nie odpowiadają definicji typowych premii, a nawiązują niekiedy do nagród o charakterze kodeksowym czy wręcz pozakodeksowym, jest szczególnie niepokojące i przyczynia się do narastania poważnego problemu praktycznego, jakim jest rozróżnienie premii od nagród czy innych świadczeń pieniężnych wypłacanych pracownikom. Podział ten ma zasadnicze znaczenie przy definiowaniu określonych świadczeń jako wynagrodzeniowych, stanowiących składnik wynagrodzenia za pracę o charakterze roszczeniowym. Nagrody bowiem, zgodnie z utrwaloną linią orzeczniczą i stanowiskami prezentowanymi w literaturze, nie mają charakteru wynagrodzeniowego i nie mogą być przedmiotem roszczeń pracowniczych - czytamy na stronie PIP.GOV.pl.

Nawet 700 zł dodatku do wypłaty. Kontrowersyjne premie w polskich firmach, PIP ostrzega

Choć Kodeks pracy daje pracodawcom dużą swobodę w kształtowaniu składników wynagrodzenia, istnieją nieprzekraczalne granice. Regulaminy wewnętrzne nie mogą być mniej korzystne dla pracownika niż przepisy ogólnokrajowe. Konstrukcja premii, która wprost zniechęca do korzystania z praw gwarantowanych ustawą – takich jak prawo do regeneracji sił czy opieki nad członkiem rodziny – może zostać uznana za naruszającą zasadę równego traktowania. Sądy pracy w Polsce coraz częściej stają po stronie zatrudnionych, wskazując, że systemy motywacyjne nie mogą służyć do obchodzenia praw pracowniczych.

Głos w tej sprawie zabrała minister Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, która jednoznacznie krytykuje systemy nagradzania za „niechorowanie”. Resort analizuje obecnie zmiany legislacyjne, które mogłyby trwale zmienić tę dynamikę. Jednym z kluczowych pomysłów jest przejęcie przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych wypłaty wynagrodzenia chorobowego już od pierwszego dnia nieobecności. Obecnie to pracodawca finansuje pierwsze 33 dni choroby pracownika w roku kalendarzowym, co generuje bezpośrednią presję na ograniczanie absencji. 

Zobacz także: Tyle zarabiają pracownicy stacji Orlen. Te kwoty to nie żart

Przeniesienie tego ciężaru na państwo mogłoby zdjąć z firm finansowy ciężar każdej nieobecności, a tym samym osłabić motywację do stosowania radykalnych premii frekwencyjnych. Eksperci zalecają jednak firmom, by już teraz uelastyczniły swoje regulaminy, wprowadzając wyjątki np. dla wypadków przy pracy czy hospitalizacji, co pozwoliłoby zachować motywacyjny charakter dodatku bez narażania się na zarzut złego traktowania kadr.

Źródła: BiznesInfo.pl/GazetaPrawna.pl/PIP.gov.pl

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Tagi: PIP Polska Praca
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: