Kawałek materiału z PRL warty fortunę. Kolekcjonerzy są gotowi zapłacić krocie
Moda z PRL wraca do łask Polaków. Zapomniane tekstylia, które przez dekady gromadziły kurz na strychach lub trafiały prosto do kontenerów na śmieci, przeżywają spektakularny renesans. Zwykły element dawnego wystroju wiejskich i mieszczańskich kuchni zamienia się w poszukiwany walor kolekcjonerski.
Co sprawia, że skromny kawałek haftowanego płótna potrafi dziś osiągnąć cenę wyższą niż nowoczesny sprzęt AGD? Rynkowy popyt na przedmioty z minionych dekad, między innymi PRL nie słabnie od lat, jednak w ostatnim czasie obserwujemy wyraźne przesunięcie zainteresowania inwestorów i pasjonatów.
Sentymentalna inwestycja z PRL-u
Szukamy autentyczności tam, gdzie jeszcze niedawno widziano jedynie kicz. Trend panujący na rynku staroci wykracza już daleko poza klasyczne meble z patyczkowatymi nóżkami, ceramikę z Bolesławca czy kultowe szkło z huty Ząbkowice.
Moda na PRL oraz przełom XIX i XX wieku wkracza w obszar tekstyliów użytkowych, które przez lata uważane były za bezwartościowe. Kolekcjonerski wzrok przyciągają zwłaszcza przedmioty reprezentujące tzw. sztukę naiwną oraz rzemiosło domowe.

Dlaczego właściwie tak chętnie wracamy do wzornictwa sprzed lat? Odpowiedź kryje się w psychologii rynku - w czasach masowej produkcji z Azji poszukujemy rzeczy z unikalną historią, wykończonych ręcznie i niosących ze sobą ładunek emocjonalny.
Tego rodzaju przedmioty stanowią idealne dopełnienie wnętrz w stylu vintage, stanowiąc przeciwwagę dla katalogowych, powtarzalnych aranżacji. Kolekcjonerzy coraz częściej poszukują specyficznego wyrobu, który w PRL-u wisiał w każdej kuchni.
Kuchenne ozdoby robią furorę wśród kolekcjonerów
Tradycja umieszczania ozdobnych tkanin w przestrzeni roboczej ma zadziwiająco praktyczne korzenie, sięgające przełomu wieków. Makatki, bo o nich mowa, pojawiły się w europejskich domach pod koniec XIX wieku, trafiając do Polski z terenu Niemiec. Ich pierwotna rola była wysoce funkcjonalna - chroniły pobielane ścianki przy piecach i zlewiskach przed zachlapaniem, tłuszczem oraz wilgocią.
Z czasem białe bawełniane płótna wyszywane nicią czerwoną, niebieską lub różową zyskały miano domowej wizytówki. Haftowano na nich proste motywy roślinne, scenki z życia codziennego oraz sielankowe krajobrazy.

Kluczowym elementem były jednak wyszywane sentencje - od pobożnych życzeń po żartobliwe wskazówki moralne dla gospodyni. Makatka stała się elementem edukacji obyczajowej i wyrazem estetycznych aspiracji uboższych warstw społecznych.
Czy ten niepozorny kawałek bawełny mógł jednak przetrwać próbę czasu w skrajnie trudnych, kuchennych warunkach? Większość z nich uległa zniszczeniu przez częste pranie w mocnych detergentach, co dziś bezpośrednio przekłada się na wartość unikatów.
Kolekcjonerzy płacą setki złotych za makatki z PRL-u
Masowe wyrzucanie dawnych tekstyliów podczas remontów doprowadziło do sytuacji, w której dobrze zachowane egzemplarze stały się towarami wysoce deficytowymi. Dziś na portalach aukcyjnych i giełdach staroci trwa prawdziwy wyścig po najciekawsze wzory.
Typowa, drukowana lub prosta makatka z lat 60. czy 70. XX wieku to koszt rzędu kilkudziesięciu złotych, co wciąż czyni ten rynek dostępnym dla początkujących pasjonatów. Prawdziwe emocje zaczynają się jednak przy ręcznie haftowanych obiektach z pierwszej połowy XX wieku.
Standardowe, dobrze zachowane okazy z unikalną sentencją osiągają bez problemu ceny w granicach 400-700 zł. To jednak nie jest górna granica możliwości tego rynku. Najrzadsze, przedwojenne płótna o bogatej kolorystyce, zachowane w stanie gabinetowym, potrafią zmienić właściciela za kwoty sięgające nawet kilku tysięcy złotych.

Ostateczną wycenę determinuje stan zachowania tkaniny, stopień skomplikowania haftu oraz oryginalność tekstu. Osoby, które zachowały po przodkach stare tekstylia, mogą więc trzymać w szafach prawdziwy majątek.