Inwazja na nowy hit wakacji w Europie. Turyści stoją w korkach nawet 10 godzin
Widokowa trasa, lazurowe wody Adriatyku i ceny znacznie niższe niż w popularnych kurortach Hiszpanii, Włoch czy Grecji sprawiły, że Zatoka Kotorska stała się jednym z najchętniej wybieranych kierunków tego lata. Rosnąca liczba turystów ma jednak swoją cenę. Zamiast spokojnego urlopu wielu podróżnych utknęło w wielogodzinnych korkach na przejściach granicznych, a w portach lotniczych zapanował chaos. Pojawia się więc pytanie, czy nowy wakacyjny hit nie osiągnął już granic swojej przepustowości.
Tego lata to właśnie Czarnogóra wyrasta na jeden z największych turystycznych hitów w Europie. Coraz więcej osób, w tym również Polaków, wybiera ten bałkański kraj jako miejsce wakacyjnego wypoczynku. Skala zainteresowania jest ogromna - tylko podczas jednego weekendu granicę przekroczyło więcej osób, niż liczy cała populacja Czarnogóry.
Południe Europy nadal przyciąga, ale infrastruktura nie wytrzymuje naporu
Polska branża turystyczna notuje bardzo dynamiczny rozwój. Z raportu Banku Pekao wynika, że nasz kraj zajął czwarte miejsce w Unii Europejskiej pod względem liczby odbywanych podróży, szybko zmniejszając dystans do największych rynków Europy Zachodniej i stając się jednym z liderów wzrostu w regionie. W okresie dwunastu miesięcy, liczonym od maja 2025 roku, zagraniczni goście wykupili w Polsce blisko 21 milionów noclegów.
Choć największą popularnością nadal cieszą się Bałtyk, Tatry i Mazury, coraz więcej osób decyduje się na wypoczynek z dala od najbardziej obleganych miejscowości. Jednocześnie, gdy Polska świętuje rekordowe zainteresowanie wśród zagranicznych turystów, na przełomie lipca i sierpnia w południowej Europie doszło do wyjątkowej sytuacji, która pokazała skalę problemów związanych z masową turystyką.
Czarnogóra od kilku sezonów wyrasta na jednego z liderów turystyki w Europie Południowo-Wschodniej. Relatywnie niskie ceny w porównaniu do sąsiedniej Chorwacji, zapierające dech w piersiach riasy oraz brak konieczności posiadania paszportu dla obywateli Unii Europejskiej stworzyły mieszankę wybuchową. Do kraju napływają setki tysięcy urlopowiczów, a lokalna gospodarka notuje historyczne rekordy. Prawdziwy dramat rozrywa się jednak na przejściach granicznych, gdzie procedury weryfikacji dokumentów zderzają się z masowym napływem aut.

Turyści szturmują nowy wakacyjny kierunek
Sektor turystyczny odpowiada w Czarnogórze już za blisko jedną czwartą krajowego Produktu Krajowego Brutto, czyli całkowitej wartości wszystkich dóbr i usług wytworzonych w danym kraju w określonym czasie. Mimo że portfel inwestycji w luksusowe kurorty stale rośnie, państwo położone nad Morzem Adriatyckim najwyraźniej nie dopilnowało podstawowej kwestii, jaką jest przepustowość dróg i punkty kontroli granicznej. To, co miało być przewagą konkurencyjną, staje się poważnym obciążeniem operacyjnym.
Geografia Czarnogóry jest wymagająca - większość tras dojazdowych prowadzi przez wąskie, górskie serpentyny oraz nadmorskie magistrale, które budowano z myślą o znacznie mniejszym natężeniu ruchu. Dziś te same odcinki muszą przyjąć potężny strumień pojazdów z całej Europy.
Skala ruchu turystycznego okazała się bezprecedensowa. Od 31 lipca do 2 sierpnia do Czarnogóry przyjechało 632 766 osób i wjechało 146 147 pojazdów. W praktyce oznacza to, że w ciągu dwóch dni granice kraju przekroczyło więcej osób, niż wynosi liczba jego mieszkańców. Zgodnie ze spisem powszechnym z 2023 roku populacja Czarnogóry liczy 623 633 osoby. Najbardziej krytyczna sytuacja panuje na granicach z Chorwacją oraz Serbią.
Wielogodzinne korki sparaliżowały przejścia graniczne
Zator na przejściach osiąga momentami niespotykane dotąd rozmiary. Sznur samochodów potrafi mierzyć kilkanaście kilometrów, a czas oczekiwania na odprawę sięga od ośmiu do nawet dwunastu godzin. Służby graniczne pracują na maksymalnych obrotach, ale brak automatyzacji i skomplikowane kontrole poza strefą Schengen paraliżują ruch.
Dodatkowo wysokie temperatury sięgające blisko 40 stopni Celsjusza zamieniają unieruchomione pojazdy w rozgrzane puszki. Lokalne służby ratunkowe oraz miejscowi musieli zorganizować punkty rozdawania wody pitnej dla podróżnych czekających na przekroczenie granicy między Czarnogórą a Chorwacją.
Największy ruch panował na przejściu granicznym Dobrakovo, łączącym Czarnogórę z Serbią. W analizowanym okresie odprawiono tam 80 694 podróżnych. Bardzo duże obciążenie odnotowano również na pozostałych przejściach granicznych oraz w portach lotniczych. Przez Debeli Brijeg przewinęło się 78 800 osób, przez Sukobin/Muriciani - 72 937, a przez Draczenovac - 67 155. Na przejściu Bożaj odprawiono 44 283 podróżnych. Z kolei do portu w Kotorze zawinęło tylu turystów, że odprawiono tam 31 064 pasażerów.
Intensywny ruch panował także na lotniskach - w Podgoricy obsłużono 35 823 pasażerów, a w Tivacie 32 532. Zagraniczni turyści spędzający wakacje nad Zatoką Kotorską zwracają uwagę, że lotnisko w Tivacie nie nadąża z obsługą podróżnych w szczycie sezonu. Przed terminalem tworzą się ogromne kolejki do odprawy i nadania bagażu. Według relacji oczekujący ustawiali się w długim sznurze wychodzącym poza budynek aż na parking, co znacznie utrudniało wejście do terminala.
Zjawisko określane mianem overtourismu, a więc nadmiernej turystyki, przekraczającej chłonność społeczną i środowiskową danego miejsca, staje się dla władz w Podgoricy palącym problemem. Krótkoterminowe zyski z opłat klimatycznych i gastronomii przysłaniają długofalowe ryzyko wizerunkowe. Jeśli turyści zapamiętają wyjazd głównie przez pryzmat wielogodzinnego stania w korku i braku wody, w kolejnych latach wybiorą alternatywne kierunki, takie jak chociażby dynamicznie rozwijająca się Albania.