Gigantyczny nalot skarbówki na centrum handlowe. Zabezpieczono prawie 158 tys. sztuk towaru
Polacy chętnie kupują odzież z logo znanych marek, szukając oszczędności tam, gdzie brakuje gwarancji oryginalności. Służby udowadniają, że podróbki to lukratywny biznes. Akcja wymierzona w potężne centrum handlowe pokazuje, jak gigantyczne pieniądze krążą dzisiaj w szarej strefie. Zatrzymano produkty o wartości 6,5 mln złotych.
- Podróbki wciąż mają się dobrze
- To grozi za handel podróbkami w Polsce
- Funkcjonariusze odkryli kilogramy nielegalnego towaru
Podróbki wciąż mają się dobrze
Zjawisko nabywania towarów z fałszywym logo nie jest rynkową nowością, jednak jego aktualna skala potrafi zaskoczyć. Uporczywa presja inflacyjna zmusza do ostrożnego planowania domowych budżetów. Równocześnie żyjemy w epoce, w której eksponowanie luksusowych marek urosło do rangi symbolu statusu społecznego. Kiedy oryginalna odzież wykracza poza finansowe możliwości przeciętnego konsumenta, natychmiast pojawia się silna pokusa znalezienia tańszej alternatywy.
Wiele osób z pełną świadomością wybiera fałszywki, aby móc pochwalić się nową koszulką czy skórzaną torebką, która do złudzenia przypomina tę z okładek pierwszoligowych magazynów modowych. Często przymykamy oko na fakt, że jakość użytego materiału i wykończenia drastycznie odbiega od oryginału.

Czy zdajemy sobie sprawę, że napędzamy w ten sposób potężną gałąź nielegalnej gospodarki? Według szacunków unijnych urzędów handel podrobionymi towarami kosztuje europejską gospodarkę miliardy euro każdego roku. Najnowsze dane wskazują, że straty w samej tylko branży odzieżowej i obuwniczej na terenie Unii Europejskiej sięgają kwoty 12 miliardów euro rocznie. Dane te pochodzą z opublikowanego w styczniu 2024 roku sektorowego raportu EUIPO, obejmującego lata 2018-2021.
Oznacza to absolutnie kolosalne ubytki dla budżetów państwowych z tytułu celowo nieodprowadzonych podatków. Niestety tanie podróbki nieustannie zalewają lokalne rynki, opierając się na stałym popycie ze strony klientów całkowicie ignorujących prawne aspekty takich transakcji. Luksusowa odzież od dekad zajmuje najwyższe pozycje w rankingach najczęściej kopiowanych produktów. Zjawisko to bezpośrednio uderza w rynkowy wizerunek producentów inwestujących potężne kwoty w unikalność swoich kolekcji.
To grozi za handel podróbkami w Polsce
Złudzenie ubicia świetnego interesu zazwyczaj pryska w momencie, gdy uświadomimy sobie konsekwencje obrotu fałszywym asortymentem. Wprowadzanie do legalnego obiegu przedmiotów opatrzonych podrobionym znakiem towarowym jest traktowane jako poważne przestępstwo gospodarcze. Polski ustawodawca podszedł do tej wrażliwej kwestii z wyraźną stanowczością. Prawo własności przemysłowej precyzyjnie określa sankcje karne. Za obrót takim nielegalnym towarem grozi nałożenie wysokiej grzywny, kara ograniczenia wolności, a w skrajnych przypadkach nawet pozbawienia wolności do lat dwóch.
Co jednak w sytuacji, gdy sprzedaż podróbek staje się sposobem na bogate życie? W przypadku zorganizowanego źródła dochodu lub gdy zabezpieczony towar ma znaczną wartość rynkową, górna granica kary więzienia rośnie do pięciu lat. Ryzyko dotyczy przede wszystkim sprzedawców, którzy rzadko działają w pojedynkę, tworząc zgrane zespoły. Na mapie polskiego handlu hurtowego istnieją punkty, które służby skarbowe i mundurowe kontrolują ze wzmożoną uwagą. Jednym z najbardziej znanych z nich jest wielkie centrum handlowe w podwarszawskiej Wólce Kosowskiej.
To gigantyczny kompleks hal, w których setki hurtowników oferują towar sprowadzany z rynków azjatyckich. Skala gotówkowego obrotu jest tam tak olbrzymia, że nawet regularne naloty Krajowej Administracji Skarbowej nie są w stanie trwale wyeliminować nielegalnego procederu. Ogromny teren wydatnie ułatwia nieuczciwym handlarzom szybkie ukrycie trefnego asortymentu, gdy systemy ostrzegawcze zasygnalizują pojawienie się w okolicy mundurowych.
Zobacz też: Niemcy szturmują polskie sklepy spożywcze. Wykupują ten produkt na potęgę
Funkcjonariusze odkryli kilogramy nielegalnego towaru
Ostatnie dni po raz kolejny dowiodły, że systemowa walka z rosnącym piractwem produktowym nie ma końca. Do zakrojonej na szeroką skalę akcji wkroczyli funkcjonariusze Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego. Wycelowana w nieuczciwych dystrybutorów operacja miała miejsce właśnie na terenie Wólki Kosowskiej. Doświadczeni śledczy cierpliwie prowadzili dyskretne działania operacyjne. Dzięki nim sprawnie namierzyli składy i magazyny po brzegi wypełnione nielegalnymi ubraniami, biżuterią oraz perfumami.
Mundurowi bezbłędnie wytypowali wybrane pawilony, natychmiastowo odcinając drogi ucieczki i precyzyjnie zabezpieczając podejrzany towar. Skonfiskowane produkty miały docelowo trafić do dziesiątek nieoficjalnych punktów sprzedaży detalicznej na terenie całej Polski. Znaczna ich część zasiliłaby również popularne portale ogłoszeniowe.

W trakcie kontroli największą partię podróbek znaleziono w jednym z lokali wynajmowanych przez obywatela Chin. Łącznie zabezpieczono tam aż 157,5 tys. sztuk fałszywych produktów. Kolejne nielegalne towary odkryto w pawilonie handlowym wynajmowanym przez obywatelkę Wietnamu. W tym miejscu funkcjonariusze znaleźli ponad 2,6 tys. sztuk odzieży zimowej, w tym czapek i rękawiczek, a także około 1,5 tys. naszywek.
Jak potwierdzili przedstawiciele kancelarii prawnej reprezentującej właścicieli znaków towarowych, wszystkie zabezpieczone produkty były oznaczone nielegalnie. W związku z tym zapowiedzieli oni złożenie wniosku o ściganie osób odpowiedzialnych za wprowadzenie podróbek do obrotu. Łączna wartość zabezpieczonych towarów została oszacowana na około 6,5 mln zł. Obecnie cały przejęty asortyment znajduje się w magazynie depozytowym w Legionowo.
Zatrzymane produkty ostatecznie nigdy nie wrócą do rynkowego obiegu. Zgodnie z procedurami prawnymi zabezpieczony towar został skrupulatnie opisany i przetransportowany do zamkniętych magazynów depozytowych. Stanowi to potężny cios finansowy dla handlarzy i jasny sygnał ostrzegawczy ze strony państwa. Służby z każdym kwartałem dysponują wyraźnie skuteczniejszymi narzędziami prewencyjnymi. Trzeba jednak pamiętać o naczelnym prawie ekonomii: dopóki konsumenci będą generować popyt na podróbki, ten biznes bez wątpienia zdoła przetrwać.