Koniec mitu bezpiecznego konta. Jak inflacja okrada cię w białych rękawiczkach
Od dziecka wmawia się nam jedno pozornie mądre przykazanie: trzeba oszczędzać. W szkole i w domu słyszymy, że należy odkładać nadwyżki i sprytnie zarządzać swoim budżetem. Czas jednak spojrzeć prawdzie w oczy: samo oszczędzanie pieniędzy, rozumiane wyłącznie jako gromadzenie ich na koncie, w dzisiejszych realiach mija się z celem. To nie jest tani chwyt, ale czysta matematyka. Jeśli wasz wysiłek kończy się na przelewaniu środków na bankowy rachunek, popełniacie błąd, który wcale nie znika, gdy przenosicie je na tak zwane „wysoko oprocentowane” konta czy lokaty.
Niewidzialny koszt i iluzja bogactwa
Wszyscy wiemy, jak działa inflacja. Każdy słyszał, że ceny rosną, a siła nabywcza pieniądza spada. Rzadko jednak uświadamiamy sobie pełną skalę tego zjawiska. Najgorsze w tej systematycznej utracie wartości jest to, że nie widać jej na bankowych wyciągach. Kwota na rachunku pozostaje taka sama, a nawet rośnie dzięki kolejnym wypłatom, tworząc złudne poczucie bogacenia się.
Przetestujmy to na twardych danych. Cofnijmy się do maja 2021 roku. Skumulowana inflacja wyniosła w tym czasie (według danych GUS) aż 42,5%. Co to oznacza w praktyce? Że wasze 1000 złotych odłożone do szuflady pięć lat temu ma dziś moc nabywczą zaledwie 702 złotych. W perspektywie dekady inflacja pochłonęła z kolei niemal 63% wartości kapitału. Tymczasem, zgromadziliśmy w Polsce prawie 4 biliony złotych aktywów finansowych, z czego niemal połowę trzymamy na bieżących, nisko oprocentowanych rachunkach.
Oddajemy w ten sposób owoce naszej pracy, naiwnie wierząc, że standardowy system bankowy uchroni je przed spadkiem wartości.
Bankowe obietnice w zderzeniu z matematyką
„Ale przecież wpłacam na lokatę!” – zauważycie. Pamiętacie kultową reklamę, w której pada stwierdzenie, że dowcip jest jak lokata – bez sensu?. Okazuje się, że to zdanie bardzo trafnie opisuje rzeczywistość, ponieważ lokaty i konta oszczędnościowe w średnim i długim terminie rzadko stanowią skuteczną tarczę przed inflacją.
Wyobraźcie sobie, że na stronie banku wita was obietnica: 6% w skali roku!. Brzmi świetnie, ale zajrzyjmy w szczegóły. Te 6% w skali roku zazwyczaj obowiązuje tylko przez 3 miesiące. W rzeczywistości wasz kwartalny zysk to proporcjonalnie 1,5%. Państwo również pobiera swoją część – po odliczeniu 19% podatku Belki, realne oprocentowanie netto kurczy się do 1,2% w skali kwartału. Podobnie bywa z promocyjnymi lokatami oferującymi 6,6% w skali roku na pół roku, które po opodatkowaniu dają 2,7% realnego zysku.
Warto też pamiętać o dodatkowych warunkach i ukrytych „kosztach”. Promocje te zazwyczaj dotyczą wyłącznie „nowych środków”, mają narzucone limity kwotowe (np. do 25 czy 50 tysięcy złotych) i nierzadko wymagają wyrażenia zgód marketingowych. W zamian za ten zysk, otwieracie furtkę do otrzymywania regularnych ofert handlowych. Po zakończeniu promocji środki lądują na standardowym rachunku, a systematyczne przenoszenie ich między bankami po prostu zabiera wasz cenny czas.
Świadoma decyzja: Inwestuj, by chronić kapitał
Dlaczego więc wciąż trzymamy się tych rozwiązań? Często powstrzymuje nas naturalna obawa przed utratą kapitału i ryzykiem rynkowym. Wybierając jednak pozorne bezpieczeństwo i nie podejmując żadnych dodatkowych działań, paradoksalnie zgadzacie się na systematyczną stratę wartości waszych oszczędności.
Wniosek jest prosty: oszczędzanie ma prawdziwy sens wtedy, gdy odkładane środki zaczynają pracować, czyli są inwestowane. Inwestycje oczywiście wiążą się z ryzykiem, jednak przy odpowiednim podejściu można je kontrolować. W długim horyzoncie – na przykład z myślą o emeryturze – to właśnie one dają szansę nie tylko na pokonanie inflacji, ale i na realne pomnożenie majątku.
Możecie dalej trzymać środki na kontach, licząc na krótkoterminowe promocje bankowe. Pamiętajcie jednak, że unikanie jakichkolwiek decyzji inwestycyjnych to obecnie decyzja najdroższa z możliwych. Pieniądze same nie obronią swojej wartości. Warto wziąć sprawy we własne ręce, zanim wasze oszczędności stracą swoją realną moc. Decyzja należy do was.
Źródło: BiznesInfo