W Polsce upadł znany gigant przetwórczy. Podano cenę minimalną, można się zdziwić
Przez lata polskie przetwórstwo owocowo-warzywne było jedną z ważnych części krajowego sektora rolno-spożywczego. Branża opiera się na współpracy zakładów produkcyjnych z rolnikami. Nie wszystkie przedsiębiorstwa poradziły sobie jednak z presją kosztów, zadłużeniem i zmianami rynkowymi.
Polska gospodarka na rozdrożu. Od taniej siły roboczej do walki o marże
Polski biznes przeszedł w ostatnich dekadach dużą zmianę. Na początku wiele firm budowało przewagę głównie dzięki niższym kosztom pracy, prostszej produkcji i korzystnemu położeniu geograficznemu. Z czasem część przedsiębiorstw zaczęła inwestować w technologie, automatyzację, własne marki i eksport. Jednym z sektorów, które wyraźnie skorzystały na tej transformacji, było przetwórstwo rolno-spożywcze.

Soki, koncentraty, mrożonki i inne produkty z polskich owoców oraz warzyw od lat trafiają nie tylko na krajowy rynek, ale również do odbiorców zagranicznych. To branża ważna dla rolników, sadowników, zakładów produkcyjnych, firm logistycznych i lokalnych rynków pracy. W wielu regionach duża przetwórnia jest jednym z kluczowych odbiorców surowca oraz istotnym pracodawcą. Jednocześnie jest to działalność wymagająca i wrażliwa na wahania kosztów. Wyniki firm zależą od cen owoców i warzyw, kosztów energii, dostępności pracowników, kursów walut, cen transportu oraz warunków narzucanych przez odbiorców. Duże znaczenie mają także sezonowość produkcji i konieczność finansowania zakupów surowca w okresach zwiększonego skupu.
Jeżeli koszty rosną szybciej niż możliwości podnoszenia cen gotowych produktów, marże zaczynają się kurczyć. W takiej sytuacji nawet przedsiębiorstwa o rozpoznawalnej pozycji mogą mieć problem z płynnością. Szczególnie trudne staje się to wtedy, gdy firma ma wysokie zobowiązania wobec dostawców, banków, kontrahentów lub instytucji publicznych. Właśnie w takich przypadkach znaczenia nabierają przepisy restrukturyzacyjne i upadłościowe. Ich celem jest uporządkowanie sytuacji majątkowej firmy, zabezpieczenie interesów wierzycieli i, jeśli to możliwe, utrzymanie wartości przedsiębiorstwa. Nie zawsze oznacza to jednak uratowanie dotychczasowego właściciela. Często realnym rozwiązaniem staje się sprzedaż zakładów albo ich zorganizowanych części inwestorom, którzy są w stanie kontynuować działalność
Drugie życie biznesu. Jak rynkowi drapieżnicy polują na zbankrutowane aktywa
Gdy przedsiębiorstwo traci zdolność do regulowania zobowiązań, dalsze decyzje zapadają już w ramach formalnego postępowania. Po ogłoszeniu upadłości majątkiem spółki zarządza syndyk. Jego zadaniem jest ustalenie składników masy upadłości, zabezpieczenie majątku, prowadzenie czynności likwidacyjnych i uzyskanie możliwie najlepszej ceny dla wierzycieli.
W praktyce sprzedaż upadłego przedsiębiorstwa może przebiegać na różne sposoby. Czasem syndyk próbuje sprzedać firmę jako całość, szczególnie jeśli zakład nadal działa, ma odbiorców, pracowników i sprawną infrastrukturę. Taki wariant bywa korzystny, bo pozwala zachować ciągłość produkcji oraz większą część miejsc pracy. Nie zawsze jest jednak łatwy do przeprowadzenia, zwłaszcza gdy wartość przedsiębiorstwa jest wysoka, a sytuacja prawna i finansowa skomplikowana. W przypadku znanej firmy początkowo próbowano sprzedać całe przedsiębiorstwo w jednym pakiecie. Minimalna cena została wtedy ustalona na 128,7 mln zł, a sprzedaż miała obejmować dwa zakłady produkcyjne, w Rykach i Milejowie. Gdy w jesienno-zimowym okresie 2025 r. nie wpłynęła żadna oferta na zakup całości, syndyk za zgodą rady wierzycieli zdecydował o podziale majątku na dwie odrębne części.

Taki model może być atrakcyjniejszy dla inwestorów, ponieważ pozwala przejąć konkretny zakład, linię produkcyjną lub lokalizację bez konieczności kupowania całej struktury. Zakład w Milejowie został już sprzedany. Na początku 2026 r. nabyła go spółka Fortuna należąca do Grupy Polmlek, a finalna cena tej transakcji wyniosła 60 mln zł. Ważne jest to, że nabycie zorganizowanej części przedsiębiorstwa w postępowaniu upadłościowym zwykle nie oznacza przejęcia wszystkich historycznych długów spółki. To jedna z przyczyn, dla których takie transakcje interesują inwestorów mających kapitał i doświadczenie w danej branży. Mogą oni kupić majątek produkcyjny, wykorzystać istniejącą infrastrukturę i włączyć ją do własnej działalności.
Z punktu widzenia wierzycieli najważniejsza jest cena. Im wyższa kwota uzyskana ze sprzedaży, tym większa szansa na częściowe zaspokojenie roszczeń. Trzeba jednak pamiętać, że w postępowaniu upadłościowym obowiązuje określona kolejność spłat, a nie każdy wierzyciel odzyskuje pieniądze w takim samym stopniu. Dla dostawców surowca, w tym rolników i sadowników, takie sprawy bywają szczególnie trudne, bo zaległości często dotyczą bieżącej pracy i dostarczonych już produktów.
Zobacz też: Tysiące sklepów Biedronki z nową opcją dla klientów. To alternatywa dla bankomatu
Miliardowe długi i łzy rolników. Dramat zakładu zmierza do gorzkiego finału
Jednym z przykładów trudnej sytuacji na rynku jest Kampol-Fruit, spółka działająca w sektorze przetwórstwa owoców i warzyw. Firma rodzinna została założona w 1992 r. w Białej Rawskiej. Początkowo koncentrowała się na handlu i eksporcie świeżych owoców, m.in. jabłek, gruszek, wiśni i owoców jagodowych. Wraz z rozwojem działalności uruchomiono zakład sortowania owoców, a później rozszerzono profil o przetwórstwo.
W 2009 r. spółka przejęła zakład w Milejowie, gdzie rozpoczęła produkcję koncentratów, mrożonych owoców i warzyw. W 2020 r. do grupy dołączył zakład w Rykach. W szczycie działalności Kampol-Fruit zatrudniał ponad 700 pracowników, a produkty firmy trafiały do odbiorców na pięciu kontynentach. Problemy spółki stały się szerzej widoczne pod koniec 2022 roku, gdy przed zakładem w Rykach pojawili się rolnicy domagający się zapłaty za dostarczone owoce i warzywa. Sprawa była nagłaśniana medialnie i trafiła również do organów ścigania. Były prezes usłyszał zarzuty oszustwa na kwotę około 9,5 mln zł. Sąd Rejonowy Lublin-Wschód w Lublinie z siedzibą w Świdniku ogłosił upadłość Kampol-Fruit w kwietniu 2024 roku. Zobowiązania spółki wobec dostawców i pozostałych wierzycieli szacowane są na około 250 mln zł. Część rolników z różnych regionów Polski nadal czeka na odzyskanie pieniędzy za dostarczony surowiec.
Obecnie na sprzedaż trafiła zorganizowana część przedsiębiorstwa obejmująca zakład Kampol-Fruit w Rykach w województwie lubelskim. Przedmiotem sprzedaży są m.in. grunty, budynki, maszyny, urządzenia i środki transportu w Rykach oraz Dęblinie. W pakiecie znajdują się również zapasy, zaliczki i należności, ale wyłączono z niego środki pieniężne. Minimalna cena sprzedaży została ustalona na 55 mln zł netto. Warunkiem udziału w postępowaniu jest wpłata wadium w wysokości 5,5 mln zł. Pisemne oferty można składać do 2 lipca 2026 roku na adres kancelarii syndyka w Warszawie, a ich otwarcie i rozpoznanie zaplanowano na 3 lipca. Zgodnie z regulaminem konkursu sprzedaż zakładu może być poprzedzona umową dzierżawy zawartą przez syndyka z wybranym nabywcą. Ma to pomóc w utrzymaniu zakładu w ruchu, kontynuowaniu bieżącej działalności produkcyjnej i usługowej oraz zachowaniu miejsc pracy.
Dla potencjalnego inwestora zakup może oznaczać możliwość przejęcia działającego majątku produkcyjnego i dalszego wykorzystania go w branży przetwórczej. Dla pracowników ważne będzie to, czy nowy właściciel zdecyduje się kontynuować działalność w dotychczasowej lub zbliżonej formule. Dla wierzycieli, w tym rolników, kluczowe pozostaje natomiast to, jaką kwotę uda się uzyskać ze sprzedaży oraz jak zostanie ona podzielona w ramach postępowania upadłościowego.