Zamyka się jedna z najbardziej znanych księgarni. Trwa wyprzedaż do 40 proc.
Działająca od ponad trzech dekad tradycyjna księgarnia przy Krakowskim Przedmieściu kończy działalność wraz z końcem wakacji. Nie pomogła petycja, ani list otwarty do Kanclerza Uniwersytetu Warszawskiego. Historyczny punkt znika z mapy stolicy, a dotychczasowi klienci z niepokojem patrzą na przyszłość stacjonarnego handlu literaturą. Co doprowadziło do tej decyzji?
Polski handel tradycyjny od wielu lat zmaga się z potężną presją ze strony sprzedaży internetowej oraz dużych sieci handlowych. Małe, niezależne placówki handlowe trafiają na ogromne bariery w starciu z wielkimi dystrybutorami.
Nierówna walka stacjonarnych sklepów z internetowymi gigantami
Duzi gracze rynkowi potrafią dyktować warunki, oferując klientom rabaty sięgające kilkudziesięciu procent, o jakich kameralne punkty mogą jedynie pomarzyć. Do tego dochodzą stale rosnące koszty prowadzenia działalności gospodarczej. Rosnące ceny energii, wysokie koszty pracownicze oraz drożejące koszty najmu lokali użytkowych sprawiają, że nawet miejsca cieszące się dużą popularnością ledwo wiążą koniec z końcem.
Jak wynika z raportów branżowych, nawyki zakupowe Polaków uległy trwałej zmianie. Wygoda zamawiania towarów z dostawą do domu oraz rosnąca popularność e-booków sprawiają, że tradycyjne punkty sprzedaży tracą dawny strumień przychodów. Klienci coraz częściej rezygnują z wizyt w stacjonarnych sklepach na rzecz zakupów online, które pozwalają zaoszczędzić czas i porównać oferty bez wychodzenia z domu. Dotyczy to nie tylko odzieży, elektroniki czy artykułów spożywczych, ale również rynku książki.
Szczególnie widoczna jest zmiana sposobu korzystania z literatury. E-booki i audiobooki można kupić w kilka chwil, a następnie mieć do nich dostęp na smartfonie, tablecie czy czytniku. Dla części konsumentów jest to wygodniejsza alternatywa dla tradycyjnej papierowej książki. Zmienia się więc nie tylko miejsce dokonywania zakupów, ale także forma nabywanych produktów.
Dla właścicieli stacjonarnych punktów sprzedaży oznacza to konieczność dostosowania się do nowych realiów. Sam sklep coraz częściej nie wystarcza, by przyciągnąć klienta i utrzymać jego zainteresowanie. Czy w dzisiejszej rzeczywistości biznesowej mały punkt handlowy bez zaplecza sieciowego ma szansę na przetrwanie? Przykład ze stolicy pokazuje, jak wymagająca stała się ta rywalizacja.
Warszawska księgarnia zamyka się po 35 latach
Z trudnościami nie wygrał nawet punkt będący prawdziwą legendą warszawskiej sceny akademickiej. Pod koniec okresu wakacyjnego swoją działalność wygasza uwielbiana przez społeczność uniwersytecką księgarnia Liber, usytuowana w gmachu dawnego Szpitala Świętego Rocha przy Krakowskim Przedmieściu 24.

Działająca od 1991 roku placówka została stworzona z inicjatywy władz uczelni oraz Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” UW. Przez 35 lat wynajmowała od uniwersytetu dwa lokale o łącznej powierzchni 120 metrów kwadratowych. Zapowiedź jej likwidacji wywołała potężną falę oburzenia wśród czytelników i naukowców.
Pracownicy i doktoranci Uniwersytetu Warszawskiego wystosowali list otwarty do kanclerza UW Roberta Greya, sprzeciwiając się planom likwidacji księgarni Liber. W ich ocenie zamknięcie placówki oznaczałoby nie tylko utratę kolejnego stacjonarnego punktu sprzedaży książek, ale również ograniczenie dostępu do specjalistycznej literatury naukowej.
Wydawnictwa naukowe, zwłaszcza te funkcjonujące przy uczelniach wyższych, cechują się niestety często ograniczoną efektywnością w zakresie dystrybucji swoich publikacji. Ważne książki naukowe bardzo trudno jest zakupić, a po szybkim wyczerpaniu nakładu osiągają one horrendalne ceny w serwisach aukcyjnych. Dlatego właśnie potrzebujemy takich księgarni jak Liber - zauważono w liście.
W sieci błyskawicznie pojawiła się również petycja skierowana do władz uczelni o ratowanie lokalizacji, pod którą podpis złożyło blisko 2 tysiące osób. Wskazywano na wyjątkowy charakter oferty, obejmujący specjalistyczne podręczniki akademickie, bogatą literaturę piękną oraz unikalny w skali kraju wybór poezji.
Niestety, w wyniku upadłości Liber sp z o.o. która wykupiła w dużej części księgarnię to miejsce, mimo, że rentowne (!!!) upada. Księgarze już zostali zwolnieni - są na okresie wypowiedzenia. - podkreślają autorzy petycji.
Z perspektywy finansowej decydujący okazał się jednak fakt, że księgarnia Liber stała się ofiarą upadłości spółki, która przejęła większość udziałów w tym miejscu. W konsekwencji pracownicy otrzymali wypowiedzenia, a wieloletni historyczny projekt przeszedł do historii. Oficjalne stanowisko władz uczelni wyjaśnia kulisy formalne tego głośnego wydarzenia.
Zobacz też: Ukraińska firma przejęła polską fabrykę. Pracowników zwolniono, część budynków rozebrano
Nowy rozdział w historycznym lokalu tuż obok bramy uniwersytetu
Przedstawiciele Biura Prasowego Uniwersytetu Warszawskiego poinformowali, że księgarnia Liber była podmiotem całkowicie niezależnym, a wniosek o wcześniejsze rozwiązanie umowy najmu złożył sam właściciel.
Jak podała “Gazeta Wyborcza”, Władze UW wyraziły zgodę na polubowne porozumienie, wyznaczając ostateczny termin opuszczenia lokalu na 31 sierpnia 2026 roku. Jednocześnie ogłoszono wyprzedaż z rabatami sięgającymi 40 proc. względem cen wyjściowych.
Mimo że dobrze znany czytelnikom podmiot zniknie z rynku, sam lokal przy bramie Kampusu Głównego nie zmieni swojego dotychczasowego przeznaczenia. Od 1 września 2026 roku przestrzeń przejmuje bezpośrednio Uniwersytet Warszawski, który planuje uruchomienie w tym miejscu własnego punktu sprzedaży już w październiku. Szczegółowy profil oraz model biznesowy nowej placówki nie zostały jeszcze publicznie ujawnione.
Zamknięcie dotychczasowego najemcy pokazało jednak bezwzględność praw rynkowych. Nawet kultowy status i wsparcie tysięcy wiernych klientów nie gwarantują sukcesu, gdy biznes osaczą narastające problemy finansowe i rosnące koszty.