TAURON osiągnął 1 GW mocy z OZE. Rozmawiamy o „boomie” na magazyny energii i przyszłości wiatraków
TAURON Polska Energia przekroczył historyczną barierę 1 GW mocy z OZE i celuje w kilkukrotne zwiększenie tego potencjału do 2035 r. Michał Orłowski, Wiceprezes Zarządu ds. Zarządzania Majątkiem i Rozwoju, w rozmowie z redaktorem naczelnym Biznes Info opowiada o wyzwaniach regulacyjnych dla wiatraków, boomie na magazyny energii i odpowiedzialnym budowaniu polskiego łańcucha dostaw.
Wywiad z Michałem Orłowskim
Dariusz Dziduch: Spotykamy się na otwarciu farmy fotowoltaicznej w Bałkowie. Przy tej okazji przekroczona została okrągła granica – jeden gigawat mocy własnych z odnawialnych źródeł energii (OZE), z czego ponad 250 megawatów pochodzi z samej fotowoltaiki. Jesteśmy po pełnym roku realizacji strategii Tauronu na najbliższą dekadę. Czy plan osiągnięcia aż ponad 4 gigawatów mocy z OZE do 2035 roku jest niezagrożony?
Michał Orłowski: Uważam, że farma fotowoltaiczna w Bałkowie, którą właśnie otwieramy, stanowi dla nas prawdziwy krok milowy w kontekście realizacji tej strategii. Przebicie poziomu 1 GW z OZE to nie tylko okrągła liczba - to przede wszystkim dowód na to, że skala mocy zainstalowanej w odnawialnych źródłach energii przekroczyła już wielkość porównywalną do wielkoskalowych elektrowni węglowych. Mamy zatem do czynienia ze znaczącą mocą, która będzie w istotny sposób oddziaływać na cały system elektroenergetyczny.
Nasza strategia w obszarze OZE opiera się w praktyce na trzech technologiach: farmach wiatrowych, farmach fotowoltaicznych oraz magazynach energii. Obecnie obserwujemy znaczące przyspieszenie w segmencie magazynów energii. W minionym roku udało nam się uzyskać preferencyjne finansowanie dla projektów o łącznej mocy około 600 megawatów w technologiach bateryjnych. Wsparcie to pochodzi z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) w formie dotacji, bądź zostało zabezpieczone poprzez uczestnictwo w rynku mocy, co gwarantuje nam kontrakt przychodowy. Świetnym przykładem jest właśnie PV Bałków, gdzie kolejnym etapem rozwoju będzie budowa magazynu energii z wykorzystaniem środków preferencyjnych, co doprowadzi do hybrydyzacji tego projektu.
Jeśli chodzi o fotowoltaikę, prace idą zgodnie z planem. Dowieźliśmy projekty o kluczowym znaczeniu i mamy w zanadrzu kolejne, które będziemy uruchamiać w najbliższym czasie. Natomiast największym wyzwaniem pozostaje energetyka wiatrowa. Energia z wiatru jest nam systemowo niezbędna, ponieważ dobrze uzupełnia profil produkcji z fotowoltaiki – zarówno tej na farmach takich jak w Bałkowie, jak i tej z instalacji na dachach odbiorców indywidualnych. Wiatr często produkuje prąd wtedy, gdy słońce nie świeci. Co więcej, jak szacuje Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej (PSEW), jeden gigawat dodatkowej mocy wiatrowej w systemie przekłada się na obniżenie hurtowych cen energii o około 9 złotych. Niestety podaż projektów wiatrowych na dzisiaj nie jest wystarczająca – kluczowa jest odpowiednia współpraca z lokalnymi samorządami celem przygotowania nowych projektów.
Reasumując: wierzymy, że jesteśmy na dobrej drodze do celu na 2035 rok, ale nie obędzie się bez wyzwań.
Jakie są plany Tauronu w kwestii rozbudowy bateryjnych magazynów energii? Obecnie dysponujecie mocą niespełna 25 MW.
W naszej pierwotnej strategii zakładaliśmy wybudowanie 700 megawatów w magazynach energii do 2030 roku. Dziś jednak widzimy, że ten cel jest osiągalny w krótszej perspektywie. Posiadamy portfel projektów w przygotowaniu pozwalający na realizację znacznie większej liczby inwestycji.
Od strony rynkowej widzimy zapotrzebowanie na usługi regulacji częstotliwości oraz na moc dyspozycyjną. Występuje znaczna rozpiętość godzinowych cen energii w ciągu doby, szczególnie latem. Z jednej strony mamy do czynienia ze zjawiskiem cen ujemnych – w 2025 roku odnotowano ich około 400 w momentach nadmiaru generacji ze słońca – z drugiej strony, letnimi wieczorami ceny potrafią wzrastać do poziomu 1000-1200 złotych. To dobitnie pokazuje, że system potrzebuje magazynów.
W tym roku planujemy rozpocząć budowę setek megawatów magazynów energii. Cel 700 megawatów absolutnie nie jest zagrożony, a wręcz zrealizujemy znacznie więcej.
Wspomniał Pan o wyzwaniach regulacyjnych i o tym, że tempo rozwoju energetyki wiatrowej w Polsce nie jest optymalne. Gdzie obecnie leżą największe przeszkody?
Jeśli chodzi o nasze projekty lądowe, pewna liberalizacja przepisów już nastąpiła – odległość minimalna została zmniejszona do 700 metrów. Teraz kluczowe jest to, aby w lokalizacjach spełniających to kryterium móc posadowić jak najwięcej turbin. Wyzwania lokalizacyjne nie dotyczą już w tak dużym stopniu odległości od zabudowań mieszkalnych, ale specyficznych restrykcji, np. stref radarowych czy lotniczych. To są dziś czynniki mocno limitujące.
Drugą kwestią jest długotrwałość procedur. Większość wiatraków, które budujemy, przygotowywana była przez 7, 10, a czasem nawet więcej lat. Na Zachodzie, w innych krajach Europy, pełną procedurę dla takich projektów można zamknąć w 3-5 lata. Usprawnieniem, które by nam bardzo pomogło, byłoby równoległe procedowanie kwestii planistycznych (zmian w planach zagospodarowania przestrzennego) i środowiskowych. To istotnie skróciłoby proces przygotowania inwestycji. Dobrym przykładem może być rynek niemiecki, na którym funkcjonują ustawowe terminy wydawania decyzji, które wymuszają szybkie procedowanie inwestycji w OZE, w tym farm wiatrowych. Konieczna jest ścisła współpraca z administracją publiczną i samorządami; nie tylko deweloper musi być zmotywowany do dotrzymywania terminów - istotnym jest również czas, w którym może pozyskać wymagane decyzje. To kierunek, który zdecydowanie usprawniłby rozwój energetyki wiatrowej.
TAURON w swoich komunikatach podkreśla, że energia w Polsce powinna być tania, czysta i stabilna. Czy ten "trójkąt wartości" da się osiągnąć, opierając się wyłącznie na OZE?
Odpowiem prowokacyjnie: wyłącznie przy użyciu OZE – nie. Nie możemy jednak zapominać o postępie technologicznym. Na rynku pojawiły się magazyny energii, których ceny w ostatnich latach spadły kilkukrotnie. Gdybyśmy do OZE dodali magazynowanie energii oraz ograniczoną ilość mocy szczytowej, jesteśmy w stanie zbudować system o znacznie niższym poziomie emisji CO2, z dużo niższą hurtową ceną energii, a przy tym atrakcyjny dla inwestorów dbających o ślad węglowy.
Dlaczego to zadziała? Farmy fotowoltaiczne i wiatrowe po wybudowaniu nie mają zmiennych kosztów produkcji. Nie spalają węgla, nie konsumują uprawnień do emisji CO2. Jeśli cena energii będzie choćby minimalnie dodatnia, one i tak będą produkować. Z kolei energetyka konwencjonalna (węglowa, gazowa) za każdym razem musi pokryć koszt paliwa, zapłacić za emisję CO2 i pokryć inne koszty zmienne. Jej produkcja opłaca się tylko powyżej określonego poziomu cenowego. Dlatego duża moc zainstalowana w OZE bezpośrednio obniża hurtowe ceny energii.
Ostatnio bardzo dużo mówi się o “local content”. To bez wątpienia koncepcja słuszna, ale w przypadku OZE jest trudna do realizacji: panele pochodzą najczęściej z Chin, a turbiny wiatrowe z Danii czy Niemiec. Gdzie jest miejsce na polski komponent w transformacji energetycznej?
Intensywnie pracujemy nad tym, aby obniżyć bariery wejścia dla wykonawców w naszych przetargach. Racjonalizujemy kary umowne, obniżyliśmy wymagania dotyczące kapitału obrotowego, wszystko po to, by dopuścić do robót jak najwięcej rodzimych firm. Dzięki temu zyskaliśmy nowych, lokalnych wykonawców (m.in. w obszarze dystrybucji), co pozwala nam realizować zakupy bardziej konkurencyjnie.
Budujemy ten komponent także poprzez otwartą komunikację: publikujemy plany rozwoju, informujemy ile i w jakie kategorie będziemy inwestować w kolejnych latach. To pozwala lokalnej bazie wykonawczej przygotować odpowiednie siły przerobowe. Należy do tego jednak podchodzić racjonalnie. W dłuższej perspektywie jesteśmy w stanie wykreować lokalną podaż kluczowych technologii, ale nie wszystkie są obecnie komercyjnie dostępne w wystarczającej skali (np. turbiny wiatrowe).
Działamy racjonalnie w ramach dostępnych możliwości. Na budowach, takich jak w Bałkowie, korzystamy z polskich generalnych wykonawców i podwykonawców. Wszystko, co znajduje się wokół niedostępnych w Polsce komponentów (np. paneli) – czyli konstrukcje wsporcze, okablowanie, instalacje pomocnicze – możemy pozyskiwać lokalnie. Świetnym przykładem jest Miejska Górka, drugi największy projekt wiatrowy w Polsce. Szacujemy, że osiągniemy tam "local content" rzędu 80-90% całkowitej wartości kontraktu na roboty budowlane. Podkreślenia wymaga również fakt, iż część komponentów turbin wiatrowych produkowanych jest w Polsce. Podobnie jest z wieloma elementami osprzętu. Nie da się wyprodukować w Polsce 100% technologii, ale możemy wybierać obszary, które dają efekt "win-win" – kupujemy po racjonalnych kosztach, nie zawyżając cen energii, i jednocześnie mocno wspieramy rodzimą gospodarkę.
Na koniec zapytam o kurs akcji. Po niedawnych zawirowaniach związanych z dystrybucją, kiedy to akcje spadły w okolice 8 złotych, ponownie jesteśmy blisko historycznych szczytów z końca ubiegłego roku. Zazwyczaj pyta się władze spółki, dlaczego jest źle, ale tu mamy silny trend wzrostowy. Jak pan to interpretuje?
Kluczowa jest otwarta komunikacja i strategia, która jest bardzo pozytywnie odbierana przez inwestorów. Pamiętajmy, że polskie spółki energetyczne były dotychczas notowane z ogromnym dyskontem w stosunku do swoich zachodnioeuropejskich odpowiedników. Rynek zakładał pewną nieracjonalność decyzji regulacyjnych i nie do końca wierzył w możliwość wypłaty dywidendy. Teraz to postrzeganie się zmienia. Lepsze wyniki operacyjne pociągnęły za sobą wzrost kluczowego dla nas mnożnika rynkowego, odzwierciedlającego stosunek kapitalizacji do EBITDA.
Czy istnieje potencjał do dalszych wzrostów? Mimo ostatnich zwyżek nadal notowani jesteśmy z dyskontem w stosunku do Europy. Przestrzeń do wzrostu mnożników rynkowych na pewno jest. Warunkiem jest to, aby rynek uwierzył w powtarzalność naszych wyników oraz w to, że w odpowiednim momencie pojawi się satysfakcjonująca dywidenda. Zależy to nie tylko od nas, ale i od otoczenia regulacyjnego – w szczególności od kwestii taryf dystrybucyjnych oraz rozwoju sytuacji w segmencie G (taryfy dla gospodarstw domowych), który obecnie generuje straty wymuszające na nas zawiązywanie znacznych rezerw w bilansie. Im stabilniejsze będzie to otoczenie i im konsekwentniej będziemy dowozić świetne wyniki operacyjne, tym większa szansa na dalszą poprawę wyceny spółki.
Dziękuję za rozmowę
Artykuł sponsorowany