Szara strefa hazardu pożera miliardy złotych. Czy polski monopol w sieci to iluzja?
Europejski Kongres Gospodarczy (EEC) w Katowicach to setki paneli i tysiące ekspertów, ale to dyskusja o hazardzie w sieci i szarej strefie rozgrzała emocje. Podczas gdy giganci przemysłu debatowali o przyszłości kontynentu, w jednej z sal padły twarde liczby obnażające słabość polskiego systemu prawnego. Czy monopol to już tylko kosztowna iluzja?
Miliardy poza kontrolą i systemowa bezsilność państwa
Tegoroczny Europejski Kongres Gospodarczy (EEC 2026) w Katowicach udowodnił, że polska gospodarka mierzy się z wyzwaniami o skali, której nie sposób ignorować. Choć agenda kongresu pękała w szwach od tematów transformacji energetycznej, obronności czy cyfryzacji, to właśnie panel poświęcony szarej strefie w hazardzie internetowym stał się jednym z najbardziej merytorycznych punktów programu.
Zdzisław Kostrubała, prezes Stowarzyszenia na rzecz likwidacji szarej strefy gier i zakładów wzajemnych „Graj Legalnie”, nakreślił wstrząsający obraz rzeczywistości, w której legalne podmioty duszą się w restrykcyjnych regulacjach. Obroty nielegalnego rynku osiągnęły gigantyczny poziom 74 miliardów złotych. Oznacza to, że niemal połowa całego sektora (46 proc.) znajduje się całkowicie poza kontrolą polskich organów skarbowych.
„Szara strefa w Polsce to już nie jest margines, to potężny, równoległy rynek wart miliardy złotych, nad którym państwo straciło jakąkolwiek kontrolę” – alarmował podczas debaty Zdzisław Kostrubała - Na jedno legalne kasyno online, które mamy w Polsce przypada ponad sześć tysięcy nielegalnych stron, które są w rękach operatorów szarej strefy. Z kolei na siedemnaście czy na osiemnaście legalnych stron bukmacherów przypada ponad trzy i pół tysiąca nielegalnych.
Problem dotyka bezpośrednio ponad trzech milionów Polaków, w tym setek tysięcy nastolatków, którzy regularnie korzystają z nielegalnych serwisów. Jeśli obecna ustawa hazardowa (akt regulujący zasady gier losowych i zakładów) nie zostanie dostosowana do realiów, strata dla budżetu państwa do 2030 roku przekroczy 18 miliardów złotych. Skala dysproporcji jest porażająca. Największe obawy budzi fakt, że za wieloma z nich stoi kapitał rosyjski, co oznacza realny drenaż środków finansowych poza granice kraju.
Marek Skrzyński, prezes Stowarzyszenia Bukmacherzy Razem dodał, że legalna branża zderza się ze ścianą obojętności, a działy compliance (zespoły dbające o zgodność z prawem) legalnych firm są bezsilne wobec konkurencji, która nie płaci podatków. Czy polskie państwo stać na taką kapitulację w dobie kryzysu?
Duński cud licencyjny kontra realia cyfrowej transformacji
Podczas gdy polscy regulatorzy szukają rozwiązań, europejskie doświadczenia rzucają na sprawę zupełnie nowe światło. Birgitte Sand, była szefowa duńskiego nadzoru hazardowego, przedstawiła w Katowicach drogę, jaką przeszła Dania. Ponad dekadę temu państwo to zmagało się z identycznym problemem – państwowy monopol tracił grunt pod nogami, a gracze masowo odpływali do zagranicznej konkurencji. W 2012 roku podjęto tam decyzję o liberalizacji i otwarciu rynku. Efekt? Wskaźnik kanalizacji (odsetek graczy korzystających z legalnej oferty) wystrzelił z poziomu 10 proc. do stabilnych 75 proc. Sand podkreśliła, że kluczem jest sojusz z licencjonowanymi operatorami, którzy chcą działać transparentnie i dbać o rynkową reputację.
„Polska ma dziś wszystkie atuty, których my nie mieliśmy dekadę temu. Regulacja rynku to skomplikowana układanka, w której każdy element ma znaczenie, ale kluczem jest odwaga do zmian” – przekonywała Sand podczas panelu na EEC 2026.
Biurokracja nigdy nie nadąży za innowacyjnością cyfrowej rozrywki, dlatego tak ważna jest zmiana filozofii nadzoru. Głosy te wsparli polscy naukowcy, zwracając uwagę na archaiczność obecnych rozwiązań.
Artur Nowak-Far, profesor SGH i wiceminister spraw zagranicznych w latach 2013-2015, wyjaśnił, że choć unijne prawo dopuszcza monopol, musi on być proporcjonalny i rzeczywiście chronić obywateli przed uzależnieniem. Tymczasem polski model wydaje się skupiony głównie na ochronie status quo.
Z kolei profesor Aleksander Werner, profesor SGH, radca prawny, kierownik Zakładu Prawa Podatkowego i Celnego, punktował, że Totalizator Sportowy, działając jako spółka handlowa, jest prawnie zobligowany do maksymalizacji zysku. Jego zdaniem prowadzi to do paradoksu, w którym misja społeczna schodzi na dalszy plan wobec celów fiskalnych.
Konkurencyjny impas i fińskie przebudzenie
Poważne wątpliwości wobec faktycznej skuteczności polskiego prawa wyartykułował profesor Aleksander Werner z SGH. Wyraźnie podkreślił on, że monopol to najgorszy z modeli gospodarczych, patrząc z perspektywy rynkowej konkurencyjności. Pozbawiony presji zagranicznej konkurencji, państwowy operator po prostu nie ma naturalnej rynkowej zachęty, by tworzyć innowacyjną ofertę optymalną dla konsumentów. W ten ryzykowny sposób, zamiast skutecznie przyciągać graczy uciekających do szarej strefy, państwowy dostawca może wręcz zachęcać osoby dotychczas całkowicie niezainteresowane e-hazardem, co z kolei stoi w ostrej sprzeczności z nadrzędnym prawem unijnym.
Werner wskazał na bardzo silny europejski trend konsekwentnego odchodzenia od pojedynczych państwowych operatorów. Jako dobitny przykład podał on Finlandię, gdzie rząd po długim namyśle przeprowadził analizę podważającą skuteczność zamkniętego ekosystemu. Co w polskim kontekście wydaje się symptomatyczne - to sam fiński monopolista wystąpił tam proaktywnie z inicjatywą liberalizacji prawa, otwarcie przyznając elitom politycznym, że nie ma szans w nierównym starciu z szarą strefą. Zdaniem profesora nadszedł ostateczny czas, aby otwarcie i szczerze porozmawiać o zupełnie nowym, mądrym modelu także w realiach nad Wisłą.
Strategiczny dzwonek alarmowy dla polskiego rządu
Debata podczas EEC 2026, choć była tylko jednym z wielu elementów tego gigantycznego wydarzenia, wybrzmiała wyjątkowo mocno. Konkluzja panelu to dramatyczny apel o dialog między branżą a Ministerstwem Finansów. Zdzisław Kostrubała gorzko zauważył, że sektor zasilający budżet kwotą 2,5 miliarda złotych rocznie jest systematycznie pomijany w konsultacjach. Resort finansów ogranicza się do monitorowania sytuacji, podczas gdy miliardy złotych wypływają na serwery w egzotycznych rajach podatkowych. Brak zdecydowanych kroków to nie tylko strata finansowa, ale przede wszystkim oddanie pola niekontrolowanej, często przestępczej działalności.
Obecni na sali eksperci, w tym Marek Skrzyński, wskazywali na pilną potrzebę aktualizacji listy domen niedozwolonych i skuteczniejszego blokowania przelewów do nielegalnych kasyn. Polska administracja musi wyciągnąć wnioski z doświadczeń Danii i Norwegii, wybierając drogę, która najlepiej zabezpieczy interes obywateli. Dalsze trwanie w legislacyjnym zawieszeniu jest najgorszym z możliwych scenariuszy. Czas na odważne decyzje mija, a szara strefa, korzystając z bierności państwa, rośnie w siłę z każdym miesiącem. Jeżeli kolejna edycja kongresu ma przynieść lepsze wieści, zmiany muszą zacząć się już teraz, zanim rynek całkowicie zniknie w cyfrowym podziemiu. Pozostawienie tej luki oznacza zgodę na miliardowe straty, których nikt nam nie zrekompensuje.
Artykuł sponsorowany