biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Polska i Świat > Suwerenność cyfrowa w praktyce. Ile Polska płaci za technologiczne uzależnienie?
Darek Dziduch
Darek Dziduch 14.07.2026 16:37

Suwerenność cyfrowa w praktyce. Ile Polska płaci za technologiczne uzależnienie?

Suwerenność cyfrowa w praktyce. Ile Polska płaci za technologiczne uzależnienie?
Fot. Polska Sieć Ekonomii

Polska wydaje co roku miliardy złotych na systemy informatyczne, licencje i chmurę obliczeniową. Autorzy raportu „Cyfrowa racja stanu" przekonują, że kupując technologie jak spinacze - po cenie i funkcjonalności - administracja finansuje własne uzależnienie od zagranicznych dostawców. I podpowiadają, jak zacząć odzyskiwać kontrolę.

Lekcja z Hagi: nie liczy się, gdzie leżą dane, tylko kto ma klucze

W maju 2025 roku Karim Khan, główny prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego, z dnia na dzień stracił dostęp do służbowej skrzynki pocztowej. Nie z powodu awarii ani ataku hakerów. Administracja Donalda Trumpa objęła go sankcjami, a skrzynkę hostował Microsoft - amerykańskie firmy muszą zaś stosować się do decyzji własnego rządu. Trybunał wyciągnął wnioski i przeniósł się na openDesk, pakiet oparty na otwartym oprogramowaniu, rozwijany na potrzeby niemieckiej administracji. Tą historią autorzy raportu „Cyfrowa racja stanu" ilustrują swoją główną tezę: w erze cyfrowej o bezpieczeństwie państwa nie decyduje to, gdzie fizycznie leżą dane, lecz to, kto kontroluje usługę i jakiemu prawu podlega.

Raport przygotowała Polska Sieć Ekonomii z inicjatywy Polskiej Chmury - Związku Pracodawców. Jego autorzy zwracają uwagę na asymetrię, która narastała latami. Inwestycje energetyczne, transportowe czy obronne państwo analizuje pod kątem bezpieczeństwa i odporności. Tymczasem infrastruktura cyfrowa, od której zależy działanie administracji, ochrony zdrowia czy finansów, wciąż kupowana jest według standardowych zasad zamówień publicznych, w których liczą się głównie cena i parametry techniczne. Zdaniem ekspertów to błąd, bo systemy IT państwa są dziś elementem infrastruktury krytycznej - tak samo jak sieci energetyczne.

„Od lat analizujemy bezpieczeństwo energetyczne czy odporność infrastruktury krytycznej. Tymczasem infrastruktura cyfrowa w coraz większym stopniu decyduje o zdolności państwa do świadczenia usług publicznych i zachowania ciągłości działania. Dlatego przy wyborze technologii musimy patrzeć szerzej niż na cenę. Równie istotne są jurysdykcja dostawcy, możliwość zachowania kontroli nad danymi oraz zdolność do zmiany dostawcy bez ryzyka utraty ciągłości działania" - mówi Wiesław Wilk, przewodniczący Polskiej Chmury.

Kluczowe jest tu słowo „jurysdykcja". Amerykańskie przepisy, takie jak CLOUD Act czy FISA, pozwalają tamtejszym służbom żądać danych od firm z USA niezależnie od tego, na którym kontynencie stoją serwery. Nie chodzi zresztą wyłącznie o Stany Zjednoczone: komunikator Zoom zablokował swego czasu transmisje upamiętniające masakrę na placu Tiananmen, tłumacząc to koniecznością dostosowania się do chińskich regulacji - także wobec użytkowników spoza Chin. Autorzy zastrzegają przy tym, że nie każdy system wymaga tych samych rygorów - inaczej należy traktować narzędzia pomocnicze, inaczej rejestry i platformy, bez których państwo przestaje działać.

Sprzedajemy atomy, kupujemy bity

Jak nietrudno się domyślić, za tą diagnozą stoją konkretne pieniądze. Według przywoływanych w raporcie szacunków deficyt handlowy Polski w obszarze produktów cyfrowych przekroczył w 2025 roku 60 mld zł. Polska eksportuje przede wszystkim produkty materialne i pracę, a importuje oprogramowanie, licencje i dostęp do zagranicznej infrastruktury. Autorzy podsumowują ten model krótko: sprzedajemy atomy za bity. Jeśli obecny trend się utrzyma, do 2030 roku wydatki na import produktów cyfrowych mogą przewyższyć łączne koszty importu wszystkich surowców energetycznych - węgla, gazu, ropy i paliw razem wziętych.

Wymowne są też wydatki samej administracji. Z danych Ministerstwa Cyfryzacji, ujawnionych w maju 2026 roku w odpowiedzi na poselską interpelację, wynika, że w 2024 roku centralne podmioty administracji wydały netto 5,5 mld zł na wytworzenie systemów teleinformatycznych i blisko 1,5 mld zł na ich utrzymanie. Łącznie ponad 7 mld zł - i to bez samorządów, sądów czy służb, których ta statystyka nie obejmuje. Najciekawsze jest jednak to, czego w danych nie ma: nie wiadomo, jaka część publicznych pieniędzy trafia do polskich firm, a jaka zasila zagraniczne korporacje. Odpowiedź nie precyzuje też, ile pochłaniają licencje, subskrypcje i usługi chmurowe, czyli kategorie najściślej związane z zależnością od zewnętrznych dostawców. Państwo nie jest więc w stanie ocenić skutków własnej polityki zakupowej.

A rachunek będzie rósł. Cytowane w raporcie wyliczenia francuskiej firmy analitycznej Asterès wskazują, że ceny licencji na usługi chmurowe i AI rosły w latach 2024-2026 średnio o 8,7 proc. rocznie, a w kolejnych pięciu latach mają rosnąć o 12 proc. rocznie. To oznacza, że za te same usługi zapłacimy za pięć lat o 76 proc. więcej. W skali całej Unii dodatkowe koszty podwyżek szacowane są na 140 mld euro rocznie, z czego 93 mld euro trwale opuszczą europejską gospodarkę. Dla porównania: to więcej niż roczny budżet UE i dwa razy tyle, ile kosztowałby Europę szok naftowy wywołany rocznym zamknięciem cieśniny Ormuz. Jak zauważa współautorka raportu Maria Świetlik, pieniądze wydawane dziś na usługi big techów mogłyby napędzać krajowe kompetencje, tworzyć dobre miejsca pracy i w większym stopniu wracać do budżetu w postaci podatków.

Test suwerenności, czyli zamówienia publiczne jako polityka przemysłowa

Odpowiedzią autorów jest rozwinięcie testu suwerenności - narzędzia, które premier Donald Tusk zapowiedział w czerwcu 2026 roku na Europejskim Kongresie Finansowym. W wersji rządowej test miałby obejmować zakupy technologiczne państwa powyżej 5 mln zł oraz inwestycje infrastrukturalne powyżej 15 mln zł. Raport proponuje pójść dalej: dać mu podstawę ustawową i oprzeć go nie na progach kwotowych, lecz na ocenie krytyczności infrastruktury. Im ważniejszy system dla działania państwa, tym ostrzejsze wymagania - aż po „rdzeń infrastruktury państwa", gdzie dane musiałyby pozostawać wyłącznie w krajowej jurysdykcji. Ocena objęłaby sześć kryteriów: operacyjne, jurysdykcyjne, ekonomiczne, poznawcze, środowiskowe i demokratyczne.

W praktyce oznaczałoby to wpisanie do przetargów wymogów takich jak: interoperacyjność, otwarte standardy, oprogramowanie na wolnych licencjach (FOSS) czy potencjał przenoszenia danych i tzw. exit capability, czyli zdolność zmiany dostawcy bez paraliżu instytucji. Sama lokalizacja serwerów w Europie to zdaniem autorów za mało - na Starym Kontynencie musiałaby pozostawać także kontrola korporacyjna nad dostawcą. Raport przestrzega bowiem przed zjawiskiem „sovereignty washing": oferty reklamowane jako suwerenna chmura często spełniają wymogi tylko formalnie, bo dane wprawdzie leżą w Europie, ale technologia, aktualizacje i realna kontrola pozostają w rękach pozaeuropejskich gigantów. Że nie są to obawy czysto teoretyczne, pokazała Francja, która po latach sporów przeniosła centralną platformę danych medycznych z chmury Microsoftu do krajowego dostawcy Scaleway.

„Największym błędem jest traktowanie wydatków na technologie wyłącznie jako kosztu. Zamówienia publiczne są jednym z najważniejszych narzędzi polityki przemysłowej. Państwo, wybierając technologie, decyduje jednocześnie o tym, gdzie będą rozwijane kompetencje, powstaną miejsca pracy i pozostanie wartość dodana" - podkreśla dr Jan Oleszczuk-Zygmuntowski, współprzewodniczący Polskiej Sieci Ekonomii.

Europa zresztą nie czeka. Duński resort dyplomacji porzuca pakiet Microsoft 365 na rzecz LibreOffice, niemiecki Szlezwik-Holsztyn przenosi 30 tys. urzędników na otwarte oprogramowanie, a Francja ogłosiła w kwietniu 2026 roku największą migrację w historii europejskiej administracji: 2,5 mln urzędników ma przejść z Windowsa na Linuksa. Nawet Stany Zjednoczone, wymuszając sprzedaż TikToka, pokazały, że kontrolę nad technologiami traktują jako rację stanu.

„Polska nie może pozwolić sobie na bezczynność czy odwlekanie decyzji" - przekonuje Maria Świetlik.

Bo w świecie cyfrowym decyzja zakupowa urzędu przestała być sprawą działu IT. To decyzja o tym, czy publiczne miliardy zbudują krajowe kompetencje, czy pogłębią zależność, za którą z każdym rokiem zapłacimy coraz więcej.
 

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: