biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Finanse > Średnio 8 proc. rocznie. Znany inwestor pyta, skąd ma się wziąć ta średnia
Darek Dziduch
Darek Dziduch 16.09.2026 19:01

Średnio 8 proc. rocznie. Znany inwestor pyta, skąd ma się wziąć ta średnia

Średnio 8 proc. rocznie. Znany inwestor pyta, skąd ma się wziąć ta średnia
Fot. Biznes Info

Statystyka długoterminowa jest po stronie akcji i nikt rozsądny z tym nie dyskutuje. Problem w tym, że najczęściej powtarzana liczba w polskim internecie inwestycyjnym bywa rozumiana dokładnie odwrotnie, niż wynika z arytmetyki. Grzegorz Zalewski robi z niej prosty test.

Pytanie, na które nie chce się odpowiadać

„To, co ja widzę w mediach społecznościowych, czyli to średnio zarabiasz 8 proc. na akcjach i tak dalej. Wystarczy, że poczekasz” - mówi Grzegorz Zalewski z Domu Maklerskiego BOŚ. I zadaje pytanie, które psuje całą narrację: „Czy wy wiecie, co to znaczy średnio? Że jeżeli w tym roku wzrosło 30 proc., w ubiegłym 40 proc., a jeszcze w ubiegłym 40, to skądś to 8 musi się wziąć”.
To nie jest pesymizm, tylko definicja. Średnia nie jest obietnicą powtarzalnego wyniku, tylko rozliczeniem serii, w której są zarówno lata dwucyfrowego optymizmu, jak i lata straty. Jeżeli pierwsza połowa serii została już skonsumowana, druga nie jest karą za pecha, tylko warunkiem koniecznym, żeby średnia w ogóle wyszła.

Skala rozjazdu między wyobrażeniem a mechaniką jest w tej chwili wyjątkowo duża, bo mamy za sobą kilka bardzo dobrych lat. Hossa na warszawskim parkiecie trwa od października 2022 roku, WIG i mWIG40 zyskały po ok. 29 proc. od początku 2026 roku do końca lipca, a WIG20 przebił poziom 4000 pkt [GPW, sierpień 2026]. Inwestor, który wszedł na rynek w 2022 roku, ma za sobą wyłącznie doświadczenie wzrostów i naturalnie traktuje je jako stan bazowy. Zalewski nazywa tę grupę inwestorami z krótką historią, czyli cztero- albo pięcioletnią historią samej hossy, przekonanymi, że żaden krach nie zrobi na nich wrażenia.

Do tego dochodzi argument, który wraca w każdym cyklu w nieco innym przebraniu. „Nowi mówią: ona się nie skończy, bo zmieniła się rzeczywistość” - relacjonuje Zalewski. Nowy paradygmat, bo półprzewodniki będą kupowane zawsze, skoro są potrzebne do wszystkiego. Kłopot w tym, że prognozy są zapisem naszej wiedzy o świecie w danym momencie, a nie opisem przyszłości. Zalewski przypomina, że jeszcze przed napaścią Rosji na Ukrainę w mediach dominowały analizy mówiące, iż kolejna wojna będzie konfliktem cyfrowym, prowadzonym zza ekranów. Skończyło się wojną konwencjonalną z piechotą i zwykłymi zasobami, która dopiero z czasem zaczęła się rozwijać w stronę dronów. Z rynkami jest tak samo, tylko rachunek wystawia się szybciej.

Ile trwa powrót do szczytu, o którym nikt nie pamięta?

Druga część tej samej narracji brzmi: rynek i tak wróci wyżej. Wraca, tylko warto wiedzieć, ile to trwa. Amerykański S&P 500 potrzebował po szczycie z października 2007 roku około pięciu i pół roku, żeby odzyskać poprzedni poziom. To i tak scenariusz optymistyczny.

Warszawski przykład jest znacznie brutalniejszy. WIG20 ustanowił szczyt 3917,87 pkt na zamknięciu 29 października 2007 roku i pobił go dopiero 31 lipca 2026 roku, czyli po niemal dziewiętnastu latach [GPW, sierpień 2026]. Szeroki WIG, który uwzględnia dywidendy, poradził sobie znacznie szybciej, ale i tak potrzebował ponad dekady. Zalewski nazywa to wprost: „To było kilkanaście lat frustracji”.

Sam ma na to przykład z pierwszej ręki. Pracując w 2000 roku w funduszu, trzymał oszczędności emerytalne w rozwiązaniu akcyjnym. „Po 14 lat zaczął dopiero zarabiać”. Czternaście lat to nie jest okres, który da się przeczekać deklaracją. To okres, w którym zmienia się pracę, kupuje mieszkanie, rodzi dzieci i przechodzi przez co najmniej jeden osobisty kryzys finansowy.
Zalewski nie wyciąga z tego wniosku, że nie warto inwestować. Wyciąga wniosek, że statystyka opisuje rynek, a nie konkretnego człowieka, który ma na tym rynku pieniądze i własny kalendarz życiowy. Do tego dochodzi warstwa, o której mówi się jeszcze rzadziej. Dostęp polskiego inwestora do globalnych rozwiązań nazywa czymś niesłychanym w porównaniu z poprzednimi dekadami, a na rachunkach IKE bardzo duża część aktywów jego klientów jest już ulokowana za granicą, głównie przez ETF-y. Ryzyko walutowe w długim terminie wygląda na nieistotne, tylko że w krótkim potrafi zdecydować o tym, czy inwestor wytrzyma.

Próg bólu, którego nie znasz, dopóki go nie przekroczysz

Zalewski przyznaje, że sam ustawił granicę wyobraźni za nisko. Miał kredyt hipoteczny we franku i, jako świadomy spekulant, częściowo go zabezpieczał. „Założyłem, że możliwe jest osłabienie złotego do 20 proc., ale nie 40”. Człowiek zawodowo zajmujący się ryzykiem oszacował je na połowę tego, co się wydarzyło.

Stąd jego zalecenie, które brzmi nudno, a jest kluczowe: ustalić odpowiednio wcześnie własny próg bólu, czyli poziom straty, przy którym redukujemy ryzykowną część portfela. Problem w tym, że bez przeżytej bessy nikt tego progu nie zna, tylko go sobie wyobraża. A wyobraźnia zwykle pomija nakładanie się czynników.

Ilustracją jest rozmowa, którą prowadził w 2008 roku z doradczynią bankową. Radził jej, żeby klienci sprzedawali przy 20 proc. straty. Nie byli w stanie tego zaakceptować. Po kilku miesiącach usłyszał pytanie, co ma zrobić klient, który jest 40 proc. na minusie. „Teraz to ja nie wiem, bo teraz z każdym kolejnym dniem szansa na odbicie rośnie”.

Do tego dochodzi mechanizm, o którym dwudziestolatek zwykle nie myśli. Cykle gospodarcze mają brzydki zwyczaj nakładania się na cykle giełdowe. Bessa oznacza więc nie tylko spadek wyceny portfela, ale też realne ryzyko utraty pracy w tym samym momencie. „I musisz zacząć korzystać z czegoś, co nazywasz poduszką finansową” - mówi Zalewski, po czym pyta, co się stanie, jeśli poduszka wystarczy na trzy albo sześć miesięcy, a szukanie pracy potrwa trzy lata. Bywa też odwrotnie: pojawia się okazja biznesowa i trzeba gotówki tu i teraz. „Bank ci nie da kredytu pod zabezpieczenie, pod akcje, które w ostatnim roku straciły 70 proc.”.

Średnia 8 proc. rocznie jest więc prawdziwa. Opisuje jednak wynik indeksu, a nie wynik człowieka, który przez trzydzieści lat musi z tym indeksem wytrzymać.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Darek Dziduch
O autorze
Darek Dziduch
Redaktor BiznesINFO
Redaktor naczelny Biznes Info, dziennikarz finansowy i twórca video.Odpowiada za jakość, wizerunek i rozwój portalu, a także kanału Biznes Info na Youtube. Od lat zajmuje się edukacją ekonomiczną, ze szczególnym naciskiem na finanse osobiste i zagadnienia związane z inwestowaniem. Od 2016 roku współtworzył jeden z najwiekszych polskich kanałów inwestycyjno-finansowych na YouTube. Na rynku kapitałowym obecny nieprzerwanie od czasów, w których Donald Tusk chwalił się, że Polska jest “zieloną wyspą” po globalnym kryzysie finansowym.Specjalizuje się w tematach finansowych oraz związanych ze spółkami publicznymi.Z redakcją Biznes Info związany od połowy 2024 roku.
Zobacz wszystkie artykuły autora >
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: