Polak przechytrzył system kaucyjny. Przez szczegół na etykiecie zarabia na butelkach setki złotych
Wielu Polaków z zapartym tchem śledzi doniesienia o systemie kaucyjnym, zastanawiając się, czy nowe przepisy realnie wpłyną na ich portfele. Choć kaucja ma służyć ochronie środowiska, okazuje się, że przy odrobinie sprytu i odpowiednim miejscu zamieszkania, można na niej ugrać znacznie więcej niż przewiduje ustawa. Historia pewnego mieszkańca południa Polski pokazuje, że tam, gdzie system ma luki można nawet zarobić.
- Nowa rzeczywistość pod znakiem kaucji
- Czy na systemie kaucyjnym można zarobić? Diabeł tkwi w szczegółach
- Luka w systemie kaucyjnym. Coraz bardziej widoczne zjawisko "migracji kaucyjnej"
Nowa rzeczywistość pod znakiem kaucji
Od początku 2026 roku nasze codzienne nawyki zakupowe przeszły sporą metamorfozę, a to wszystko za sprawą systemu kaucyjnego, czyli mechanizmu mającego na celu ograniczenie ilości odpadów opakowaniowych, szczególnie tych wykonanych z tworzyw sztucznych i metalu, poprzez zachętę finansową do ich zwrotu. Funkcjonuje on na zasadzie dodatkowej opłaty, czyli kaucji, którą konsument płaci przy zakupie produktu w opakowaniu nadającym się do recyklingu. Po zwróceniu pustego opakowania do odpowiedniego punktu zwrotu, kaucja jest oddawana, co motywuje do selektywnej zbiórki odpadów i zmniejsza ich negatywny wpływ na środowisko. System ten staje się coraz bardziej istotny w Polsce w kontekście rosnącej świadomości ekologicznej i dążenia do realizacji unijnych celów związanych z recyklingiem i gospodarką o obiegu zamkniętym.
Nowy system zbiórki opakowań wprowadził jasny cennik: za plastikową butelkę lub puszkę dopłacamy 0,50 zł, a za szklane opakowanie po napoju – złotówkę. Zasada jest prosta: pijesz, oddajesz do dowolnego sklepu bez paragonu i odzyskujesz swoje pieniądze. To rozwiązanie ma wyeliminować tony odpadów zalegających w lasach i przydrożnych rowach, zamieniając śmieci w realną wartość.
Choć wielu konsumentów traktuje to jako uciążliwość, są i tacy, którzy w nowym prawie dostrzegli szansę na dodatkowy profit. Okazuje się bowiem, że sztywne stawki kaucji w Polsce to tylko jedna strona medalu. Druga ukryta jest w unijnych przepisach i logistyce wielkich sieci handlowych, które operują na rynkach międzynarodowych.
Czytaj więcej: Problemy z systemem kaucyjnym. Przychodzą z pełnymi workami, klienci odchodzą z kwitkiem

Czy na systemie kaucyjnym można zarobić? Diabeł tkwi w szczegółach
Prawdziwa gratka czeka na tych, którzy mieszkają niedaleko granicy z południowym sąsiadem. To właśnie tam pan Tomasz, którego historię opisuje Gazeta Wyborcza, natknął się na niecodzienne odkrycie ukryte wśród półek popularnego dyskontu. Mężczyzna od dekady prowadzi niewielką firmę usługową w południowej części Polski, tuż przy granicy ze Słowacją. Podczas rutynowych zakupów w Biedronce jego uwagę przykuło coś, co początkowo wydawało się drobnym szczegółem – butelki soku pomarańczowego oznaczone były dwoma znakami kaucyjnymi: polskim oraz słowackim.
Początkowo myślał, że to zwykła pomyłka, ale szybko rozwiała ją obsługa sklepu, potwierdzając, że jest to świadome działanie. Dzięki temu niepozornemu szczegółowi pan Tomasz dostrzegł okazję, która może okazać się nie tylko ciekawostką, ale i sposobem na dodatkowy zarobek – prawdziwą “żyłę złota” dla świadomych konsumentów.
Co to oznacza w praktyce? Otóż na Słowacji kaucja za plastikową butelkę wynosi 0,15 euro, czyli w przeliczeniu około 0,65 zł. Łącząc to z polskimi 0,50 zł, teoretyczna wartość zwrotna opakowania rośnie. Choć systemy krajowe powinny być odrębne, obecność obu oznaczeń na jednym produkcie tworzy specyficzną „lukę w systemie”, która pozwala zarobić więcej niż ustawowe pół złotego, jeśli tylko zechcemy pofatygować się do sąsiadów.
Luka w systemie kaucyjnym. Coraz bardziej widoczne zjawisko "migracji kaucyjnej"
Pan Tomasz wpadł na pomysł, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Poprosił znajomego, który regularnie służbowo jeździ na Słowację, aby tam oddał kilka butelek soku zakupionych w Polsce. Kiedy operacja zakończyła się sukcesem, mężczyzna natychmiast zaangażował dalsze grono znajomych, prosząc ich o przynoszenie kolejnych butelek z Biedronki.
Skończyło się na tym, że ludzie oddają mi butelki, ale nie chcą ani grosza. Dodatkowo odwiedziłem dwa hotele, które jak wcześniej sprawdziłem, serwują gościom smoothie z Biedronki. Z jednym ustaliłem, że będą mi za 10 proc. wartości oddawać opakowania. Drugi zgodził się, oddawać za darmo - mówił mężczyzna w rozmowie z Gazetą Wyborczą.
W ciągu dwóch pierwszych kursów jego współpracownik zwrócił na Słowacji aż 250 butelek. Kwoty zwrotu wyniosły odpowiednio 18 i 19,50 euro, co po przeliczeniu na złotówki dało około 160 zł. Dla porównania, w Polsce za taką samą liczbę butelek można byłoby otrzymać jedynie 125 zł. Różnica wyniosła więc około 14 groszy na każdej butelce – niepozornie niewielka suma, która w skali setek butelek szybko przekłada się na całkiem przyzwoity zarobek.
Z jednego kursu pan Tomasz może zarobić około 200–250 zł tygodniowo. Przy czterech kursach w miesiącu przekłada się to na dodatkowe 800–1000 zł, co przy minimalnym wysiłku i niewielkim nakładzie czasu stanowi całkiem przyzwoity zarobek.
Sprawa pana Tomasza to tylko wierzchołek góry lodowej, który obnaża słabości przygotowanego systemu. Eksperci wskazują, że brak pełnej synchronizacji między krajami UE oraz błędy w znakowaniu produktów przez producentów mogą prowadzić do nadużyć na dużą skalę. Jeśli opakowanie posiada dwa znaki kaucyjne, teoretycznie może zostać „spieniężone” dwukrotnie w różnych systemach, co uderza w fundusze przeznaczone na recykling.
Dla przeciętnego Kowalskiego to ciekawostka, ale dla operatorów systemu to sygnał alarmowy. Obecnie trwają prace nad uszczelnieniem procedur, jednak dopóki na półkach zalegają produkty z podwójnym oznaczeniem, sprytni mieszkańcy pogranicza mogą cieszyć się z dodatkowych groszy wpadających do kieszeni przy okazji każdych zakupów.