ZUS konfiskuje składki nawet po kilkunastu latach. Wiadomo, ilu Polaków straciło pieniądze
Zakład Ubezpieczeń Społecznych miał być gwarantem bezpieczeństwa. Tymczasem tysiące osób odkrywa, że ich pieniądze na przyszłą emeryturę po prostu przepadają. Składki emerytalne stają się własnością państwa, a wszystko to za sprawą kontrowersyjnych przepisów. Skala tego zjawiska jest większa, niż można się spodziewać.
ZUS i architektura systemu. Kto zarządza naszym kapitałem na jesień życia?
Zakład Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) to centralna instytucja państwowa odpowiedzialna za realizację polityki z zakresu ubezpieczeń społecznych w Polsce. Jego głównym celem jest rzetelne gromadzenie funduszy oraz terminowa wypłata świadczeń, co czyni go kluczowym filarem w krajowym systemie finansów publicznych. System emerytalny, w którym funkcjonujemy, opiera się w głównej mierze na zasadzie zdefiniowanej składki. W praktyce oznacza to, że każda wypracowana emerytura jest bezpośrednio uzależniona od sumy kapitału zgromadzonego na indywidualnym koncie ubezpieczonego oraz średniego, przewidywanego trwania życia w momencie zakończenia aktywności zawodowej. Obecny wiek emerytalny wynosi 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn.

Składki emerytalne są opłacane co miesiąc, a ciężar tego procesu spoczywa na pracodawcach lub na samych przedsiębiorcach. Pieniądze te podlegają mechanizmom waloryzacji, które chronią je przed inflacją. Czy jednak rzeczywiście zabezpieczają one interesy obywateli? Teoretycznie zasada jest prosta: otrzymasz w przyszłości tyle, ile przez lata sumiennie odłożysz. Niestety skomplikowane przepisy sprawiają, że obywatele rzadko mają pełną kontrolę nad losem swoich życiowych oszczędności, opierając się niemal wyłącznie na zaufaniu do państwa.
Gdy zasady gry zmieniają się w jej trakcie, stabilność finansowa tysięcy ciężko pracujących osób staje pod dużym znakiem zapytania. Taki scenariusz ziścił się w wyniku wprowadzenia poważnych zmian legislacyjnych.
Legislacyjne trzęsienie ziemi. Jakie były rzeczywiste cele Polskiego Ładu?
Prawdziwym wstrząsem dla polskiego systemu podatkowo-składkowego okazał się wdrożony z początkiem 2022 roku Polski Ład. Ten skomplikowany pakiet reform miał całkowicie zrewolucjonizować państwo. Głównym celem było zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia oraz obniżenie klina podatkowego, czyli różnicy między kosztami zatrudnienia a wynagrodzeniem netto, dla osób o najniższych dochodach. W praktyce oznaczało to drastyczną przebudowę dotychczasowych mechanizmów i wprowadzenie nowej, uciążliwej składki zdrowotnej. Jej wysokość została powiązana z wybraną formą opodatkowania i realnie osiąganym przez przedsiębiorcę dochodem rynkowym.

Szybko okazało się jednak, że polityczne obietnice bolesne zderzyły się z rzeczywistością. Polski Ład zyskał miano najbardziej uciążliwej, zagmatwanej i chaotycznej reformy ostatniego trzydziestolecia. Nieprecyzyjne przepisy wymusiły gorączkowe nowelizacje w trakcie roku. Przedsiębiorcy, biura rachunkowe oraz zdezorientowani doradcy podatkowi musieli mierzyć się z nieustannie zmieniającymi się wytycznymi.
Choć w początkowej fazie uwaga skupiała się na zamieszaniu z zaliczkami na podatek dochodowy, z biegiem czasu na jaw zaczęły wychodzić znacznie poważniejsze usterki o charakterze systemowym. Pod fasadą skomplikowanej machiny reformy kryły się mechanizmy prawne, które oddały państwowej administracji groźny oręż wymierzony w przedsiębiorców. Zamiast nowoczesnego uproszczenia przepisów, obywatele otrzymali opresyjne ramy prawne, których ukryte koszty dopiero teraz ujawniają przed społeczeństwem swoje prawdziwe oblicze.
Zobacz też: Listonosz popełnił fatalny błąd. Teraz adresat musi zapłacić 15 tys. zł grzywny
Bezduszna praktyka w urzędach. Dlaczego ZUS konfiskuje kapitał obywateli?
ZUS może zakwestionować wieloletnie opłacanie składek i uznać, że dana osoba w ogóle nie podlegała ubezpieczeniom społecznym. W praktyce oznacza to nie tylko wykreślenie kilkunastu albo nawet ponad dwudziestu lat z historii ubezpieczeniowej, ale także utratę pieniędzy wpłacanych przez lata na przyszłą emeryturę. Jak opisuje Wyborcza.biz, problem dotyczy przede wszystkim osób, które były zatrudnione na umowę o pracę we własnych spółkach.
Jedną z takich historii jest przypadek pani Aldony, księgowej, która przez 19 lat opłacała składki z tytułu umowy o pracę w spółce, gdzie była większościową udziałowczynią. Przez lata ZUS przyjmował deklaracje, rozliczał wpłaty i potwierdzał brak zaległości. Dopiero w 2022 roku kobieta otrzymała decyzję, z której wynikało, że jej ubezpieczenie zostało cofnięte za kilkanaście wcześniejszych lat. Zakład uznał, że umowa nie spełniała warunków stosunku pracy i miała charakter pozorny. Konsekwencje takich decyzji są bardzo poważne. Wyzerowanie okresów ubezpieczenia może sprawić, że poszkodowani nie tylko stracą wpłacone składki, lecz także będą mieli problem z uzyskaniem minimalnej emerytury. Według danych przywoływanych przez Wyborczą.biz w latach 2020-2025 wydano niemal 1900 decyzji dotyczących niepodlegania ubezpieczeniom społecznym z tytułu pracy we własnej spółce. W niektórych przypadkach chodzi o kwoty rzędu 100-300 tys. zł, a jedna ze spraw dotyczy nawet miliona złotych.
Prawnicy alarmują, że państwo nie powinno przez kilkanaście lat przyjmować składek, a następnie twierdzić, że ubezpieczenie nigdy nie istniało. Resort pracy zapowiada jednak zmiany w przepisach. Po ich wprowadzeniu ZUS miałby obowiązek poinformować ubezpieczonego o nadpłacie składek, a od momentu takiego zawiadomienia zainteresowana osoba miałaby pięć lat na wystąpienie o zwrot nadpłaconych pieniędzy za ostatnie pięć lat.