Nowy podatek już od 1 sierpnia. Pilny komunikat Ministerstwa Finansów
Krążące od kilku dni informacje wywołały ogromne poruszenie wśród kierowców i przedsiębiorców. Ministerstwo Finansów właśnie potwierdziło, że już od 1 sierpnia zacznie obowiązywać nowy podatek, która ma przynieść budżetowi miliardy złotych. Rząd przekonuje, że dzięki temu uda się utrzymać niższe ceny paliw, ale eksperci ostrzegają przed skutkami dla całej gospodarki.
Ministerstwo Finansów wydało pilny komunikat. Nowy podatek od 1 sierpnia
Ministerstwo Finansów oficjalnie potwierdziło, że od 1 sierpnia 2026 r. zacznie obowiązywać nowy podatek związany z rynkiem paliwowym. Chodzi o rozwiązanie, które ma pomóc sfinansować rządowy pakiet „Ceny Paliw Niżej” (CPN), w ramach którego obniżono VAT i akcyzę na paliwa oraz wprowadzono mechanizm maksymalnych cen na stacjach benzynowych. Resort przekonuje, że bez dodatkowych wpływów utrzymanie programu byłoby bardzo trudne dla budżetu państwa.
Z projektu ustawy, do którego dotarł „Fakt”, wynika, że nowa danina ma obowiązywać wstecz – już od zysków osiągniętych od 1 marca 2026 r. Firmy będą musiały jednak zacząć rozliczać podatek po wejściu ustawy w życie, czyli właśnie od sierpnia. Pierwsze zaliczki mają zostać wpłacone jeszcze w tym samym miesiącu. Jak podaje Business Insider, projekt przewiduje miesięczne rozliczenia i bardzo szeroki zakres podmiotów objętych regulacją.
Rząd argumentuje, że sytuacja na rynku paliw jest wyjątkowa i wymaga nadzwyczajnych działań. Po wzroście cen ropy związanym z napięciami na Bliskim Wschodzie państwo zdecydowało się czasowo obniżyć podatki nakładane na paliwa. Minister finansów Andrzej Domański już wcześniej zapowiadał, że firmy osiągające ogromne zyski na kryzysie powinny partycypować w kosztach ochrony konsumentów.
Planujemy wprowadzenie dodatkowych podatków dla firm, które korzystają na tej sytuacji, mają większe dochody — mówił minister w Radiu Zet.
Co to za podatek i kogo obejmie? Stawka sięgnie 75 proc.
Nowa danina to tzw. windfall tax, czyli podatek od nadzwyczajnych zysków. Ma on objąć firmy działające przy produkcji, imporcie i sprzedaży paliw ciekłych, które — według rządu — osiągają ponadprzeciętne marże dzięki kryzysowi na rynku ropy. Stawka podatku ma wynieść aż 75 proc. podstawy opodatkowania, co czyni projekt jednym z najbardziej restrykcyjnych rozwiązań tego typu w Europie.
Jak podaje Business Insider, podatek obejmie podmioty uzyskujące co najmniej 20 proc. przychodów z paliw, z wyłączeniem mikro, małych i średnich firm. Danina ma dotyczyć producentów paliw, importerów oraz przedsiębiorstw dokonujących wewnątrzwspólnotowego nabycia paliw z krajów Unii Europejskiej. W praktyce na liście firm, które mogą zostać objęte nowym podatkiem, wymieniane są m.in. Orlen, Unimot, BP, MOL, Shell czy Circle K.
Mechanizm ma polegać na porównaniu obecnych marż firm z tzw. marżą referencyjną wyliczaną na podstawie wyników z 2025 r. powiększonych o 20 proc. Jeśli przedsiębiorstwo przekroczy wyznaczony limit, nadwyżka zostanie objęta 75-procentowym podatkiem. Eksperci cytowani przez media podkreślają, że projekt „znacząco wykracza poza analogiczne rozwiązania” stosowane wcześniej w krajach Unii Europejskiej. Branża paliwowa ostrzega z kolei, że nowe przepisy mogą ograniczyć inwestycje i odbić się na rynku paliwowym w Polsce.
Czy Polacy na tym zyskają? Rząd obiecuje tańsze paliwo, ale są obawy
Rząd przekonuje, że pieniądze z nowego podatku mają zostać przeznaczone na dalsze finansowanie pakietu „Ceny Paliw Niżej”. Dzięki temu utrzymane mają zostać niższe stawki VAT i akcyzy oraz mechanizm maksymalnych cen paliw. Minister energii Miłosz Motyka zapowiedział już, że pakiet może zostać utrzymany nawet przez kolejne miesiące, jeśli ceny ropy pozostaną wysokie. Ekonomiści zwracają jednak uwagę, że finansowanie tak kosztownych działań będzie ogromnym obciążeniem dla państwa. Michał Stajniak z XTB ostrzegał w rozmowie z „Faktem”, że przedłużanie programu przez rok mogłoby kosztować budżet nawet 18–20 mld zł.
Eksperci podkreślają również, że firmy objęte nową daniną mogą próbować przerzucić część kosztów na klientów. Pojawiają się też obawy o spadek inwestycji w sektorze paliwowym i osłabienie konkurencyjności rynku. Z drugiej strony zwolennicy podatku argumentują, że nadzwyczajne zyski osiągane podczas kryzysów powinny częściowo wracać do obywateli. Na razie nie wiadomo jednak, czy obiecane przez rząd niższe ceny paliw utrzymają się na dłużej i czy nowa danina rzeczywiście przyniesie oczekiwane miliardy do budżetu.