Nowe opłaty w popularnych liniach lotniczych. Teraz zapłacisz za umieszczenie bagażu w schowku
Podróżowanie bez ukrytych kosztów staje się przeszłością. Tanie linie lotnicze przyzwyczaiły podróżnych do dopłat za każdy krok, ale nadchodzi kolejna rewolucja na pokładzie.
Gdy wydawało się, że cenniki uwzględniły już wszystko, opłata za schowek w samolocie oficjalnie staje się faktem. Podstawowa cena biletu jest wyłącznie zaproszeniem do wejścia na pokład, a ostateczny koszt wyprawy kształtują dziesiątki dodatkowych opłat.
Liczne dopłaty podczas podróży samolotem
Pasażerowie na całym świecie zdążyli już zaakceptować fakt, że przewoźnicy operujący w modelu niskokosztowym żądają dopłat za wybór konkretnego fotela, nadanie walizki do luku rejestrowanego, a nawet za przekąski czy pokładowy system rozrywki. Linia lotnicza nieustannie szuka jednak nowych strumieni przychodów, próbując jednocześnie rozwiązać kluczowe problemy logistyczne.
Główną przyczyną nerwowej atmosfery przed startem jest gorączkowe poszukiwanie miejsca na torby w zamykanych lukach nad siedzeniami, gdy większość podróżnych próbuje uniknąć kosztów bagażu rejestrowanego. Zjawisko to wydłuża proces wchodzenia pasażerów na pokład samolotu i generuje spory chaos przy samej bramce.

Tłok w korytarzu oraz skrupulatne ważenie toreb przez personel stawały się stałym elementem lotniskowej codzienności. Przez dekady darmowa przestrzeń nad głową była traktowana jako niezbywalne prawo pasażera. Jednak pojemność nowoczesnych kabin po prostu przestała nadążać za potrzebami podróżnych masowo pakujących się w darmowy bagaż podręczny.
Amerykańscy i europejscy przewoźnicy wyznaczyli co prawda surowe limity gabarytów, ale nikt dotąd nie poważył się na bezpośrednie spieniężenie samych schowków bagażowych. Jedna z linii lotniczych w końcu zdecydowała się na taki krok.
Dodatkowa opłata za korzystanie ze schowka w samolocie
Przełom w polityce bagażowej nadchodzi z południowej półkuli, a konkretnie od australijsko-nowozelandzkiego przewoźnika Jetstar. To właśnie te linie jako pierwsze na świecie zdecydowały się na krok, który do tej pory uchodził za biznesowe tabu. Nowa zasada ma wejść w życie w lutym przyszłego roku i zakłada opłaty za korzystanie ze schowków umieszczonych nad głowami pasażerów.
Konstrukcja nowych przepisów wprowadza jednak istotne przesunięcia w limitach. Bagaż przeznaczony do górnych schowków będzie mógł ważyć do dziesięciu kilogramów. Co niezwykle istotne, personel lotniskowy przestanie go ważyć w kolejce do bramki, co ma zdjąć z podróżnych potężny ładunek stresu.
Zmiany dotkną także darmową opcję. Linia znosi dotychczasowy limit wagowy wynoszący siedem kilogramów dla mniejszych torby i plecaków, które pasażerowie umieszczają bezpośrednio pod fotelem przed sobą. Z punktu widzenia strategii handlowej to dobry zabieg psychologiczny. Firma zdejmuje wagowy rygor z bezpłatnego bagażu pod fotelem, ale żąda zapłaty za możliwość zachowania przestrzeni na nogi.

Nowy system promowany jako opcja wyboru pierwszeństwa bagażowego zmusza klientów do przewartościowania swoich potrzeb transportowych. Prezes przewoźnika Stephanie Tully argumentuje oficjalnie, że pasażerowie zapłacą wyłącznie za to, z czego realnie korzystają.
Dając klientom bagaż podręczny pod siedzeniem z możliwością dodania „priority Carry-on”, możemy lepiej wykorzystać przestrzeń w schowkach bagażowych nad siedzeniami, usprawnić wejście na pokład i zwiększyć punktualność lotów - wyjaśnia w oświadczeniu prezes Jetstar Stephanie Tully, cytowany przez agencję AP.
Pomimo kontrowersji Jetstar zapewnia, że zmiana zmniejszy frustrację wśród pasażerów już przy bramkach wejściowych.
Zobacz też: Inwazja na nowy hit wakacji w Europie. Turyści stoją w korkach nawet 10 godzin
Przewoźnik zapewnia korzyści pomimo kontrowersji
Głównym motywem decyzji zarządu ma być walka o wskaźnik punktualności odlotów oraz zmniejszenie poziomu frustracji na lotniskach. Badania opinii przeprowadzone wśród pasażerów oraz personelu pokładowego wykazały jednoznacznie, że nerwowe ważenie toreb przy bramce oraz poszukiwanie wolnego miejsca w zablokowanych lukach to najbardziej stresujące momenty podróży.
Oddzielenie rezerwacji schowka od podstawowego biletowania ma skrócić czas rotacji maszyny na płycie lotniska, co w branży lotniczej przekłada się na znaczące oszczędności finansowe. Nie brakuje jednak krytycznych głosów ze strony ekspertów branżowych. Sharon Petersen z serwisu AirlineRatings.com zwraca uwagę, że decyzja ta wywoła falę oburzenia wśród australijskich konsumentów.
To wzbudzi kontrowersje, ponieważ australijscy podróżni mają wysokie oczekiwania. (…) Przez długi czas żyli w bańce, w której płatne były tylko opcje pełnego serwisu. - uważa dyrektor serwisu AirlineRatings.com. Sharon Petersen, cytowany przez portal “Turystyka RP”.
Tutejszy rynek charakteryzuje się specyficzną dynamiką. Ceny wyjściowe biletów u lokalnych przewoźników są zazwyczaj znacznie wyższe niż stawki oferowane przez europejskie linie lotnicze, takie jak Ryanair czy Wizz Air. Wpływają na to wysokie koszty operacyjne, podatki oraz wysokie wynagrodzenia w rejonie Australii i Oceanii.
Konsumenci płacą zatem wyższą cenę bazową, a teraz otrzymają rygorystyczny model opłat znany z najtańszych linii w Europie. Jeśli eksperyment przyniesie zakładane zyski, pozostałe linie lotnicze na świecie bez wątpienia zaimplementują to rozwiązanie u siebie.