Niepokojące, co zamierza rząd ws. leków dla seniorów. Nadchodzą spore zmiany w refundacji
Szybko rosnące koszty flagowego programu darmowych leków zmusiły rząd do poszukiwania pilnych oszczędności. Ministerstwo Zdrowia planuje głębokie cięcia w refundacji dla seniorów, które mogą przynieść budżetowi państwa nawet 1,8 miliarda złotych rocznie. Zmiany są nieuniknione, ale na szali leży bezpieczeństwo pacjentów.
Rachunek za darmowe apteki rośnie lawinowo
Program bezpłatnych leków dla seniorów działa w Polsce od dekady, jednak jego pierwotna formuła była znacznie skromniejsza i obejmowała wyłącznie osoby, które ukończyły 75. rok życia. Prawdziwa rewolucja nastąpiła w 2023 roku, gdy wiekową poprzeczkę obniżono do 65 lat, a do grupy beneficjentów dołączono także dzieci i młodzież oraz kobiety w ciąży.
Od tamtej pory wydatki na darmowe medykamenty zaczęły gwałtownie pęcznieć, stając się potężnym obciążeniem dla finansów publicznych. W ubiegłym roku łączny koszt tego socjalnego projektu opiewał na kwotę 3,7 miliarda złotych, podczas gdy jeszcze w 2024 roku wynosił on 3 miliardy złotych, a dwa lata temu zaledwie 1,5 miliarda złotych. Dlaczego system stał się tak kosztowny, skoro liczba pacjentów nie przyrasta w tak szalonym tempie?

Z analizy Narodowego Funduszu Zdrowia wynika, że w ubiegłym roku z programu darmowych leków skorzystało 7,2 miliona osób, co oznacza skromny wzrost o 3,2 procent rok do roku. W tym samym czasie wartość refundacji recept oznaczonych symbolem S, czyli darmowych dla seniorów, wystrzeliła aż o 23,4 procent. Liczby te pokazują czarno na białym, że problem leży głębiej niż w samej demografii.
W 2025 roku seniorzy odebrali z aptek rekordowe 140,9 miliona bezpłatnych opakowań, a średnia kwota dopłaty NFZ do jednej pozycji na recepcie wzrosła w ciągu roku z 54,3 złotych do 64,6 złotych. Na ten stan rzeczy wpłynęło też poluzowanie zasad wystawiania recept i rozszerzenie darmowej listy do 3,7 tysiąca pozycji. Czy nadchodzą zmiany w zasadach refundacji leków?
Rosną koszty leków dla seniorów
Obecnie na darmowej liście obok siebie funkcjonują leki o identycznym działaniu terapeutycznym i tej samej dawce, ale produkowane przez różne koncerny farmaceutyczne. Dla budżetu oznacza to konieczność pokrywania zarówno kosztu najtańszego zamiennika, jak i najdroższego leku oryginalnego. Skrajnym przykładem opisanym w raporcie NFZ są popularne leki przeciwzakrzepowe (bezpośrednie inhibitory trombiny i czynnika Xa substancji Rivaroxabanum w dawce 15 mg).
Za opakowanie zawierające 42 tabletki państwowy płatnik pokrywa pełny koszt, który w przypadku najtańszego odpowiednika wynosi 65,45 złotych, natomiast przy najdroższym leku oryginalnym sięga aż 370,07 złotych. Aby ukrócić ten proceder, eksperci wypracowali trzy scenariusze oszczędnościowe.

Pierwszy zakłada, że państwo płaci tylko do wysokości ceny najtańszego odpowiednika, a różnicę dopłaca pacjent. Drugi wprowadza korytarz cenowy, czyli okres przejściowy, w którym limit refundacji stopniowo spada do ceny najtańszego leku, a trzeci opiera się na analizie cen zbytu netto.
Jak wynika z analizy “Rzeczpospolitej”, wdrożenie tych mechanizmów konkurencji cenowej pozwoliłoby zaoszczędzić od 0,5 miliarda do nawet 1,8 miliarda złotych. Ministerstwo Zdrowia zwleka jednak z decyzją, ponieważ zbyt gwałtowne ruchy mogłyby wywołać kryzys podażowy. Na rynku brakuje bowiem tanich zamienników z Azji, które często są jedynie pozycjami widmowymi na listach.
Program jest dziś bardzo kosztowny i na jego realizację potrzeba coraz więcej pieniędzy z budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia – mówi Marek Tomków, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, cytowany przez “Rzeczpospolitą”.
Resort musi więc ostrożnie negocjować warunki z producentami, by uniknąć sytuacji, w której nagle zabraknie leków dla miliona seniorów. Suwerenność lekowa i bezpieczeństwo kraju zależą tu w dużej mierze od stabilności rodzimego przemysłu farmaceutycznego. Drugim, niemal równie kosztownym problemem darmowego systemu jest powszechne marnotrawstwo leków.
Tony darmowych leków trafiają do śmietnika
Pacjenci, którzy nie płacą za preparaty ani grosza, mają tendencję do nadmiernego ich gromadzenia. Obecne przepisy pozwalają lekarzom na wystawianie recept na roczną terapię, co umożliwia jednorazowe wyniesienie z apteki zapasu na cztery miesiące. Często zdarza się jednak, że chory w międzyczasie trafia do szpitala, ma modyfikowane leczenie lub po prostu rezygnuje z terapii z powodu skutków ubocznych.
W efekcie gigantyczne ilości pełnowartościowych, sfinansowanych przez podatników medykamentów lądują w koszach na odpady medyczne. Farmaceuci wskazują, że najprostszym i najbardziej efektywnym rozwiązaniem byłoby skrócenie czasu, na jaki pacjent może jednorazowo zabezpieczyć zapas leków. Roczne gromadzenie zapasów nie ma żadnego uzasadnienia ekonomicznego ani medycznego.
Zdaniem środowiska aptekarskiego optymalnym kierunkiem byłoby wdrożenie modelu kontynuacji terapii bezpośrednio w aptekach. Lekarz ordynowałby leczenie na pierwsze cztery miesiące, po czym farmaceuta - po weryfikacji stanu pacjenta - mógłby przedłużyć ordynację na kolejny okres.
Taki mechanizm nie tylko ograniczyłby bezmyślne marnowanie pieniędzy publicznych, ale też realnie zwiększył kontrolę nad tym, czy polscy seniorzy rzeczywiście przyjmują przepisane im preparaty, zamiast tylko zapełniać nimi domowe szuflady. Bez takich rozwiązań darmowy program utonie we własnych kosztach.