Milion zysku w rok z GPW. Jak inwestuje Albert Longterm Rokicki?
Ponad milion złotych zysku z samej Giełdy Papierów Wartościowych w dwanaście miesięcy - i publiczny PIT-38 na dowód. Albert Rokicki od lat udowadnia, że ma „skin in the game". Jak dobiera spółki, dlaczego nie boi się kupować po dużych wzrostach i co naprawdę mówi o firmie najniższy wskaźnik ceny do zysku?
Rekordowy PIT i filozofia „pokaż, ile zarabiasz"
Ubiegły rok był dla Alberta Rokickiego rekordowy: zysk wykazany w PIT-38 przekroczył milion złotych, dokładnie milion osiemdziesiąt pięć tysięcy. Wynik na tyle wysoki, że inwestor poznał, czym jest danina solidarnościowa. Co istotne, ten rezultat padł głównie na polskim rynku. Rokicki od jedenastu lat publicznie pokazuje swoje zeznania podatkowe, bo - jak wspomina - na początku jego kariery eksperta giełdowego pierwsze pytanie z sali zawsze brzmiało: „Mistrzu, pokaż PIT-a". To gest wiarygodności.
W jego ocenie ludzie słusznie oczekują od ekspertów tego, co Amerykanie nazywają „skin in the game" - realnego zaangażowania własnego kapitału, a nie tłumaczenia po fakcie, dlaczego coś spadło lub wzrosło. Rokicki nie ukrywa jednak, że pierwsze półrocze bieżącego roku wypadło znacznie słabiej i rekordu raczej nie pobije. Przypomina rzecz, o której początkujący zapominają: nie każdy rok na giełdzie jest dobry, zdarzają się straty przejściowe, a nawet straty w skali całego roku.
Fundamenty najpierw, wykres na końcu
Jak konkretnie inwestuje Longterm? Podchodzi fundamentalnie - selekcjonuje spółki, które uważa za niedowartościowane, choć niekoniecznie skrajnie tanie. Jeśli widzi potencjał rozwoju w kolejnych latach, nie boi się kupić waloru nawet po dużych wzrostach. To właśnie tu, jak podkreśla, tkwi błąd większości inwestorów, którzy po stuprocentowym wzroście już obawiają się zająć pozycję. Rokicki przywołuje przykład Nvidii: zarobili ci, którzy potrafili oszacować przyszłe przychody i zyski, a nie ci, których sparaliżował dotychczasowy wzrost kursu. Analiza techniczna, czyli badanie wykresów, pełni u niego rolę pomocniczą - służy tylko do ustalenia dobrego momentu wejścia lub uśrednienia pozycji.
Najpierw idzie solidna analiza fundamentów. Kluczowe pojęcie to forward P/E (prognozowany wskaźnik ceny do zysku, oparty na przyszłych wynikach, a nie na czterech ostatnich raportowanych kwartałach). Amerykanie patrzą niemal wyłącznie na niego. Problem w tym, że dla polskich spółek, zwłaszcza mniejszych, forward P/E jest bardzo trudno dostępny - trzeba zrobić własną pracę domową, czytać rekomendacje domów maklerskich i szacować przyszłe zyski samodzielnie. W wycenie Rokicki i jego zespół stosują też metodę DCF, czyli zdyskontowanych przepływów pieniężnych, która wycenia przyszłość spółki.
Niski wskaźnik C/Z to nie zawsze okazja
Sedno warsztatu dotyczy jednak najpopularniejszego narzędzia analizy fundamentalnej - wskaźnika C/Z, czyli ceny do zysku. Wielu inwestorów na nim zaczyna i na nim kończy. Rokicki studzi zapał. Przytacza powiedzenie, które do niego przemawia: nie potrzebuje analityka, który powie, że spółka z C/Z na poziomie pięć jest tania. Potrzebuje takiego, który wskaże spółkę tanią przy C/Z dwadzieścia - bo wciąż przed nią wzrost przychodów i zysków. Niski wskaźnik rzadko jest niski bez powodu. Jak zauważa Dziduch, spółka bywa tania z konkretnej przyczyny i rzadko zdarza się, by rynek czegoś jeszcze nie dostrzegł.
Osobny kubeł zimnej wody Rokicki wylewa na rekomendacje domów maklerskich. Ich skuteczność - rozumiana jako trafienie kierunku, w górę czy w dół, w ciągu roku - oscyluje wokół pięćdziesięciu procent. To rzut monetą. Najlepsze biura osiągają 60-65 proc., ale zdarzył się renomowany maruder ze skutecznością na poziomie 27 proc., czyli poniżej losowego wyboru. Mimo to obaj rozmówcy bronią lektury rekomendacji - nie dla ceny docelowej ani werdyktu „kupuj-sprzedaj", lecz dla sposobu, w jaki analityk rozkłada sektor na czynniki pierwsze. To wiedza podana na tacy przez kogoś, kto siedzi w branży na co dzień. Przykład Budimeksu jest tu wymowny: analitycy od lat nie widzieli podstaw do takiej wyceny, a rynek uparcie twierdził inaczej. Morał Rokickiego jest spójny z całą jego filozofią - liczy się nie to, co było, lecz to, co będzie.