Mandat za butelkę wody w Szczecinie. Spór o kontrolę skarbową w pierogarni
Szczecińska pierogarnia dostała mandat za sprzedaż butelki wody jeszcze przed otwarciem lokalu, o czym informuje portal Fakt. Kontrola skarbowa wywołała ogólnokrajową dyskusję o granicach urzędniczej gorliwości. Przedstawiciele Krajowej Administracji Skarbowej wskazują jednak, że sprawa może mieć drugie dno.
Kontrola tuż przed otwarciem
W środę 1 lipca urzędnicy skarbowi skontrolowali restaurację „Ciasto i Farsz" przy ulicy Witkiewicza w Szczecinie. Kilka minut przed godziną 11:00 do nieczynnego jeszcze lokalu weszła kobieta i poprosiła o wodę. Pracownicy postanowili jej pomóc, co opisali później w oświadczeniu:
„Lokal był jeszcze nieczynny, kasa fiskalna nie była jeszcze uruchomiona, a my, ucząc się dopiero rytmu nowego miejsca i chcąc po prostu być uprzejmi, postanowiliśmy tę wodę sprzedać".
Kupującą okazała się urzędniczka przeprowadzająca kontrolę. Za sprzedaż bez paragonu, mimo że transakcja opiewała na kilka złotych, na lokal nałożono mandat w wysokości 500 zł.
„Po chwili okazało się, że była to kontrola z Urzędu Skarbowego. Efekt, mandat w wysokości 500 złotych" – relacjonowali właściciele.
Jedna z pracownic dodała, że cały zespół jest w szoku, bo poczuli się tak, jakby dostali policzek za zwykłą uprzejmość.
Urzędnicy podejrzewają nieewidencjonowany handel
Głos w dyskusji zabrała na platformie X Agata Jagodzińska, przewodnicząca Związkowej Alternatywy w Krajowej Administracji Skarbowej. Opublikowała zdjęcie godzin otwarcia lokalu wraz z informacją o porannej ofercie handlowej i zwróciła uwagę na sprzeczność. Skoro z grafiku wynika, że przed otwarciem można zamawiać zimną garmażerkę, a jednocześnie z relacji restauracji wynika, że kasa fiskalna ruszała dopiero o 11:00, to jej zdaniem oznacza sprzedaż bez rejestrowania jej na kasie.
Jagodzińska ostrzegła, że taki sposób prowadzenia działalności stanowi wykroczenie skarbowe, a w pewnych okolicznościach nawet przestępstwo skarbowe. Dodała też, że przedsiębiorcy naruszający przepisy często próbują przedstawiać się jako ofiary urzędniczych represji.
Reakcja społeczna i obrona restauracji
Obsługa pierogarni stanowczo zaprzecza, jakoby poranny handel odbywał się poza ewidencją. W rozmowie z „Faktem" pracownica ucięła spekulacje krótko:
„Jest wówczas uruchomiona kasa fiskalna. Na tym przecież polega sprzedaż".
Internauci masowo stanęli po stronie przedsiębiorców, krytykując metody urzędników. W sieci pojawiły się zarówno wyrazy oburzenia, jak i porady prawne. Jeden z komentujących radził właścicielom, by złożyli odwołanie i czynny żal, tłumacząc, że kierowały nimi szczere chęci pomocy spragnionej osobie, a paragon zostałby nabity tuż po uruchomieniu kasy. Samo zagranie „na butelkę wody" określił jako cios poniżej pasa i wytknął szczecińskiemu urzędowi, że powinien się wstydzić.
Właściciele deklarują, że mimo kary nie zamierzają rezygnować z prowadzenia lokalu.
Milczenie KAS i tło konfliktów z gastronomią
Dziennikarze Faktu poprosili Krajową Administrację Skarbową o wyjaśnienia, ale ta odmówiła podania szczegółów tej konkretnej interwencji. W piśmie do redakcji biuro prasowe KAS wskazało, że o działaniach wobec konkretnych osób lub podmiotów nie informuje, ponieważ objęte są one tajemnicą celno-skarbową w rozumieniu Ordynacji podatkowej.
Media przypominają, że to kolejny głośny spór na linii fiskus–gastronomia. Niedawno emocje wzbudziła sprawa z Gdańska, gdzie restaurator dostał mandat na 2500 zł za błędnie nabity podatek. Polskie przepisy podatkowe pozostają rygorystyczne i nie przewidują tu taryfy ulgowej.