Koniec 800+ dla bogatych? Ekspert: „Wydajemy więcej niż Skandynawia, a nic nie działa”
Polskie finanse publiczne znalazły się w punkcie, w którym dalsze ignorowanie strukturalnych problemów grozi utratą stabilności w kolejnych latach. Deficyt sektora finansów publicznych sięga ok. 6 proc. PKB, a jednocześnie państwo nie jest w stanie zapewnić odpowiedniego poziomu usług w takich obszarach jak ochrona zdrowia, edukacja czy nauka. W rozmowie z Biznes Info o raporcie „Budżetowy SOS” Mateusz Michnik z Fundacja FOR tłumaczy, skąd bierze się ta sprzeczność i dlaczego proste recepty na oszczędności mogą się okazać nieskuteczne.
- Dlaczego mimo wysokich wydatków publicznych państwo działa coraz mniej efektywnie?
- Czy transfery socjalne są dziś głównym źródłem deficytu?
- Jakie reformy realnie mogłyby ustabilizować finanse publiczne?
Prawda o polskim deficycie i kreatywnej księgowości
Raport „Budżetowy SOS” stawia jednoznaczną diagnozę: obecny stan finansów publicznych to w dużej mierze efekt decyzji politycznych z ostatnich lat, a nie wyłącznie konsekwencja sytuacji geopolitycznej. Wbrew częstym tezom, wydatki na obronność nie są głównym źródłem problemu. Kluczowe znaczenie ma gwałtowny wzrost transferów społecznych – takich jak 800 plus, trzynaste i czternaste emerytury, renty wdowie czy tzw. babciowe – a także rosnące koszty obsługi długu i zatrudnienia w sektorze publicznym.
Dodatkowym problemem jest sposób prezentowania stanu finansów państwa. Od czasu pandemii Polska coraz częściej sięga po mechanizmy, które pozwalają „wypychać” część wydatków poza budżet centralny. Różnica między długiem liczonym według metodologii krajowej a tym według standardów unijnych systematycznie rośnie.
– To jest straszna rzecz, że w relacji do PKB wydajemy więcej niż kraje skandynawskie, mamy deficyt 6 proc. PKB i jednocześnie słyszymy, że nauka jest niedofinansowana, że szkolnictwo jest niedofinansowane czy ochrona zdrowia– podkreśla Mateusz Michnik.
Choć obecny rząd zapowiadał większą przejrzystość, prognozy Ministerstwa Finansów sugerują, że luka między „oficjalnym” a rzeczywistym poziomem długu nadal będzie się powiększać.
800 plus i pułapka transferów dla najbogatszych
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych, ale i kluczowych wniosków raportu jest konieczność przeglądu powszechnych świadczeń socjalnych. Program 800 plus – choć politycznie nośny – w dużej części trafia do rodzin o wysokich dochodach. Z punktu widzenia polityki społecznej oznacza to niską efektywność wydatkowanych środków.
Problem nie ogranicza się wyłącznie do kosztów budżetowych. Transfery gotówkowe nie budują trwałego potencjału rozwojowego. Co więcej, mogą pogłębiać nierówności. Dane pokazują, że po wprowadzeniu 500 plus wzrósł udział dzieci korzystających z korepetycji i prywatnej edukacji. Rodziny zamożniejsze inwestują świadczenia w kapitał ludzki, podczas gdy uboższe przeznaczają je na bieżącą konsumpcję.
– Mówimy o redukcji wydatków na 800 plus, ale nie po to, żeby odbierać pieniądze najbiedniejszym. Chodzi o to, by ograniczyć transfery do najbogatszych, bo dziś te pieniądze w dużej mierze właśnie tam trafiają – wskazuje Mateusz Michnik w rozmowie z Biznes Info.
Zamiast dotowania popytu, raport rekomenduje rozwiązania wzmacniające podaż usług – na przykład bony edukacyjne, które umożliwiłyby dzieciom z mniej zamożnych rodzin dostęp do lepszej oferty edukacyjnej.
Szwecja zamiast „cięć piłą”. Dlaczego model Muska nie zadziała?
W debacie publicznej coraz częściej pojawiają się postulaty radykalnych cięć wydatków i zatrudnienia w administracji. Ekspert FOR zestawia dwa skrajne podejścia: reformy przeprowadzone w Szwecji w latach 90. oraz uproszczoną wizję „odchudzania państwa” kojarzoną z Elonem Muskiem.
Szwecja, mierząc się z deficytem sięgającym 10 proc. PKB, postawiła na kompleksowe reformy: wzmocnienie niezależności banku centralnego, prywatyzację oraz realne zwiększenie konkurencji w usługach publicznych. Kluczowe było nie tylko ograniczanie kosztów, ale także redefinicja zadań państwa.
– Redukcja zadań realizowanych przez państwo jest podstawą zdrowej konsolidacji finansów publicznych – zaznacza Mateusz Michnik.
Mechaniczne zwolnienia urzędników bez zmiany zakresu obowiązków administracji nie przynoszą trwałych oszczędności. Skuteczne konsolidacje fiskalne opierają się na trwałym ograniczeniu wydatków, a nie wyłącznie na podnoszeniu podatków.
Dlaczego więcej pieniędzy nie poprawia usług publicznych?
Choroba kosztów Baumola w Polsce szczególnie wyraźnie ujawnia się w ochronie zdrowia. Państwo od lat reaguje na problemy systemowe głównie poprzez zwiększanie nakładów i podnoszenie wynagrodzeń, co stymuluje popyt, ale nie przekłada się na realną poprawę dostępności świadczeń. Efektem są rosnące koszty i wciąż zbyt mała liczba lekarzy. Zamiast dalszego dosypywania pieniędzy konieczne jest zwiększenie podaży usług – m.in. poprzez zniesienie limitów przyjęć na studia medyczne oraz ułatwienie selektywnej imigracji lekarzy. Podobny mechanizm widać na rynku mieszkaniowym, gdzie dopłaty do kredytów podbijają ceny nieruchomości, nie rozwiązując problemu ich niedoboru.
– Rządy powinny się skupiać na zwiększaniu podaży, a nie na dotowaniu popytu. To problem widoczny dziś na całym świecie – podkreśla Mateusz Michnik.
Ten sposób myślenia ma również kluczowe znaczenie dla oceny deficytu finansów publicznych. Popularne tezy Nowoczesnej Teorii Pieniądza, zgodnie z którymi deficyt nie stanowi zagrożenia, ignorują realne skutki nadmiernej ekspansji fiskalnej, przede wszystkim inflację, co pokazały ostatnie lata. Utrzymywanie deficytu na poziomie ok. 6 proc. PKB w okresie względnej stabilności gospodarczej ogranicza zdolność państwa do reagowania na kryzysy. Redukcja deficytu do 2–3 proc. PKB nie jest więc postulatem ideologicznym, lecz warunkiem bezpieczeństwa gospodarczego i finansowego państwa.
Źródło: Biznes Info