Afera o świadczenie. "Renta alkoholowa" dla niezdolnych do pracy, ZUS stawia sprawę jasno
W ostatnich tygodniach polski internet zalała fala spekulacji dotyczących "renty alkoholowej”. Wizja łatwych pieniędzy za uzależnienie wywołała burzliwe dyskusje, zmuszając Zakład Ubezpieczeń Społecznych do oficjalnego zabrania głosu. Czym w rzeczywistości jest to świadczenie, skąd wzięło się to hasło i dlaczego wprowadza opinię publiczną w błąd?
- ZUS wypłaca świadczenia Polakom
- Dezinformacja na temat "renty alkoholowej"
- ZUS wydał oficjalne oświadczenie ws. "renty alkoholowej"
- Renciści "gorszego sortu"
ZUS wypłaca świadczenia Polakom
Aby zrozumieć naturę zamieszania wokół tak zwanej "renty alkoholowej”, należy najpierw przyjrzeć się podstawowym zadaniom Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Wbrew powszechnym, często krzywdzącym opiniom, ZUS nie jest instytucją charytatywną rozdającą publiczne pieniądze według uznania. Jego głównym zadaniem jest zarządzanie Funduszem Ubezpieczeń Społecznych (FUS), z którego wypłacane są świadczenia dla osób, które w wyniku zdarzeń losowych, takich jak choroba, wypadek czy starość, utraciły możliwość zarobkowania. System ten opiera się na zasadzie solidarności społecznej oraz wzajemności, co oznacza, że wypłata świadczenia jest zazwyczaj powiązana z wcześniejszym opłacaniem składek.

Kluczowym pojęciem w kontekście omawianego problemu jest "niezdolność do pracy”. Zgodnie z przepisami, za osobę niezdolną do pracy uważa się kogoś, kto całkowicie lub częściowo utracił zdolność do pracy zarobkowej z powodu naruszenia sprawności organizmu i nie rokuje odzyskania tej zdolności po przekwalifikowaniu. To właśnie ta definicja jest sitem, przez które muszą przejść wszyscy wnioskujący o rentę, niezależnie od przyczyny ich stanu zdrowia.
Orzecznicy ZUS nie oceniają moralnego aspektu choroby, lecz jej skutki ekonomiczne dla ubezpieczonego. Oznacza to, że system ubezpieczeń społecznych koncentruje się na skutku, czyli braku możliwości pracy, a nie na samej przyczynie medycznej, takiej jak choroba cywilizacyjna, genetyczna czy wynikająca z uzależnień.
Dezinformacja na temat "renty alkoholowej"
Termin “renta alkoholowa” zrobił zawrotną karierę w mediach społecznościowych, szczególnie na TikToku i Facebooku, gdzie viralowe nagrania sugerowały, że osoby uzależnione mogą otrzymać od państwa około 2 tysiące złotych miesięcznie ”za picie”. Tego typu przekaz, choć generuje ogromne zasięgi i wywołuje skrajne emocje, jest klasycznym przykładem dezinformacji lub co najmniej rażącego uproszczenia rzeczywistości.
Prawda wygląda zupełnie inaczej: w polskim systemie prawnym i orzecznictwie lekarskim nie istnieje pojęcie "renty alkoholowej”. Samo uzależnienie od alkoholu, sklasyfikowane w ICD-10 jako zaburzenie psychiczne i zachowania spowodowane używaniem alkoholu, nie jest wystarczającą przesłanką do przyznania renty z tytułu niezdolności do pracy. Lekarze orzecznicy ZUS podkreślają, że alkoholizm jest chorobą, która może, ale nie musi prowadzić do niezdolności do pracy. Kluczowe są tutaj powikłania zdrowotne wynikające z wieloletniego nadużywania substancji toksycznych.

O jakich powikłaniach mowa? Najczęściej są to zaawansowana marskość wątroby, przewlekłe zapalenie trzustki, encefalopatia, polineuropatia, czyli uszkodzenie nerwów obwodowych, a także trwałe uszkodzenia układu krążenia czy organiczne zaburzenia psychiczne. To właśnie te schorzenia, będące bezpośrednim skutkiem nałogu, mogą uniemożliwić wykonywanie jakiejkolwiek pracy zarobkowej. W takim przypadku renta przyznawana jest de facto na wątrobę, serce czy mózg, a nie "na alkohol”. Co ciekawe, statystyki ZUS pokazują, że liczba osób pobierających świadczenia związane z chorobami wywołanymi przez alkohol wcale nie rośnie lawinowo, w 2023 roku wręcz spadła o 10 proc. w porównaniu do roku poprzedniego.
ZUS wydał oficjalne oświadczenie ws. "renty alkoholowej"
Reakcja Zakładu Ubezpieczeń Społecznych na internetowe rewelacje była błyskawiczna i jednoznaczna. Przedstawiciele instytucji wielokrotnie podkreślali w mediach, że renta alkoholowa nie istnieje, a jest to wprowadzająca w błąd potoczna nazwa renty z tytułu niezdolności do pracy. ZUS wyjaśnia, że posługiwanie się tym terminem jest szkodliwe, ponieważ sugeruje, że system premiuje nałogi, podczas gdy w rzeczywistości stanowi on zabezpieczenie dla osób, których organizmy zostały przez ten nałóg zrujnowane.
Nie ma renty alkoholowej tak, jak nie ma np. otyłościowej, cukrzycowej ani kardiologicznej. Jest renta z tytułu niezdolności do pracy. Lekarz ustala niezdolność do pracy na podstawie badania, wywiadu i dokumentacji medycznej, biorąc pod uwagę wiele różnych czynników łącznie: stan zdrowia, wiek, doświadczenie zawodowe, ogólny stan psychofizyczny, możliwość przekwalifikowania zawodowego i rehabilitacji, wykształcenie. Oprócz niezdolności do pracy trzeba też spełnić warunki związane ze stażem ubezpieczeniowym i momentem, w którym ta niezdolność powstała - pisze ZUS na X.
Warto pamiętać, że proces przyznawania renty jest wieloetapowy i sformalizowany. Nie wystarczy zaświadczenie od lekarza rodzinnego czy diagnoza postawiona w szpitalu. Konieczne jest stawienie się przed lekarzem orzecznikiem ZUS, a w przypadku odwołania przed komisją lekarską. To oni weryfikują, czy dany stan chorobowy faktycznie uniemożliwia podjęcie zatrudnienia. W tym kontekście medialne doniesienia o rzekomym rozdawaniu pieniędzy alkoholikom brzmią nie tylko sensacyjnie, ale przede wszystkim stoją w sprzeczności z biurokratyczną i rygorystyczną machiną ubezpieczeń społecznych.
O jakich kwotach realnie rozmawiamy? Rozpowszechniane filmy w sieci mówiły o 2000 zł, co jest pewnym zaokrągleniem, ale bliskim prawdy w przypadku całkowitej niezdolności do pracy. Według stawek obowiązujących od marca 2025 roku, które są aktualne do kolejnej waloryzacji w marcu 2026 roku, najniższa renta z tytułu całkowitej niezdolności do pracy wynosi 1878,91 zł brutto. W przypadku orzeczenia częściowej niezdolności do pracy kwota ta jest niższa i wynosi 1409,18 zł brutto. Istnieje prawdopodobieństwo, że po waloryzacji kwota jeszcze wyraźniej zbliży się do 2000 zł. Warto zauważyć, że nie są to sumy, które pozwalałyby na luksusowe życie, a jedynie minimum socjalne mające zapewnić przetrwanie osobie, która ze względów zdrowotnych nie może na siebie zarobić.
Renciści "gorszego sortu"
Krytycy systemu często podnoszą argument, że przyznawanie rent osobom, które “na własne życzenie” doprowadziły się do ruiny zdrowotnej, jest niesprawiedliwe. Eksperci i lekarze zwracają jednak uwagę na analogie do innych chorób cywilizacyjnych. Czy odmawiamy leczenia lub renty osobom z rakiem płuc, które paliły papierosy? Czy dyskwalifikujemy cukrzyków z otyłością wynikającą ze złej diety? Prawo ubezpieczeń społecznych nie wartościuje przyczyn utraty zdrowia, lecz skupia się na fakcie istnienia niezdolności do pracy.
Niemniej jednak, aby uciąć wszelkie spekulacje: droga do uzyskania świadczenia dla osoby uzależnionej jest długa, wyboista i wymaga udokumentowania trwałego, często nieodwracalnego uszczerbku na zdrowiu. Jak podkreśla ZUS, żaden wniosek nie jest akceptowany ”z automatu” tylko dlatego, że ktoś jest alkoholikiem.