Tak źle nie było od 18 lat. Druzgocące wieści z Polski, coraz więcej zwolnień
Skala redukcji etatów w polskich przedsiębiorstwach przybrała w ostatnim czasie rozmiary, których nie widzieliśmy na rodzimym rynku od niemal dwóch dekad. Choć statystyki bywają złudne, to twarde dane płynące z urzędów pracy nie pozostawiają złudzeń co do kondycji wielu kluczowych sektorów naszej gospodarki.
- Powody trudnej sytuacji na polskim rynku pracy
- Najgorszy czas dla stabilności zatrudnienia od blisko 18 lat
- Problemy również u rynkowych gigantów
Powody trudnej sytuacji na polskim rynku pracy
Analizując obecną sytuację gospodarczą, trudno nie odnieść wrażenia, że polski rynek pracy znalazł się w punkcie zwrotnym, który wymusza na pracodawcach drastyczne kroki oszczędnościowe. Jeszcze niedawno głównym zmartwieniem zarządów była walka o talenty i presja płacowa, jednak rok 2025 przyniósł weryfikację tych priorytetów.
Warto przypomnieć, że polska gospodarka przez lata budowała swoją pozycję jako bezpieczna przystań dla inwestycji typu offshoring (przenoszenie procesów biznesowych za granicę), co teraz, w dobie globalnego spowolnienia, staje się obciążeniem.

Optymalizacja procesów, która kiedyś oznaczała zatrudnianie nowych osób w polskich oddziałach, dziś coraz częściej przybiera formę automatyzacji lub przenoszenia operacji do jeszcze tańszych lokalizacji. Czy to oznacza koniec ery pracownika w Polsce? Niekoniecznie, ale z pewnością zwiastuje koniec modelu opartego wyłącznie na niskich kosztach pracy, który wyczerpał swoją formułę w obliczu rosnących cen energii i surowców.
Wielu ekspertów wskazuje, że obecna sytuacja jest efektem kumulacji negatywnych czynników, które nawarstwiały się od czasu pandemii. Wówczas wiele firm wstrzymywało się z decyzjami o redukcjach, licząc na szybkie odbicie w kształcie litery V (gwałtowny spadek i równie szybki wzrost).

Rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej złożona, a konieczność restrukturyzacji stała się nieunikniona. Co ciekawe, mimo tak dużej skali zgłoszonych zwolnień, ogólna stopa bezrobocia wciąż utrzymuje się na relatywnie niskich poziomach, co sugeruje, że rynek jest w stanie wchłonąć część zwalnianych specjalistów, choć często na gorszych warunkach finansowych lub w zupełnie innych branżach. Ta dwubiegunowość rynku sprawia, że dyskusja o kryzysie staje się wyjątkowo wielowątkowa i emocjonalna.
Najgorszy czas dla stabilności zatrudnienia od blisko 18 lat
Dane opublikowane przez „Rzeczpospolitą” uderzają z siłą, której trudno było się spodziewać jeszcze kilka kwartałów temu. Rok 2025 zapisał się na kartach historii gospodarczej jako najgorszy czas dla stabilności zatrudnienia od blisko 18 lat. Pracodawcy zgłosili do urzędów pracy zamiar redukcji aż 97,6 tys. etatów, co stanowi blisko trzykrotny wzrost w porównaniu do 2024 roku, kiedy to planowano zwolnienie około 37 tys. osób.
Aby znaleźć analogiczną skalę problemu, analitycy muszą cofać się pamięcią do mrocznych czasów globalnego kryzysu finansowego z lat 2008-2009, kiedy to upadek banku Lehman Brothers wywołał reakcję łańcuchową w całej Europie. Czy dzisiejsze 97 tysięcy to jedynie „techniczny” wzrost, czy realne zagrożenie dla stabilności tysięcy rodzin? Odpowiedź kryje się w strukturze tych zgłoszeń.

Istotnym elementem tej układanki jest sytuacja narodowego operatora pocztowego. Poczta Polska, przechodząc przez bolesny proces zmian w regulaminie wynagrodzeń, musiała formalnie zgłosić ponad 51 tys. wypowiedzeń zmieniających, co drastycznie podbiło ogólną statystykę. Jednak nawet po wyłączeniu tego giganta z zestawienia, liczba planowanych zwolnień wynosi 46 tys. osób.
To wciąż wynik znacznie gorszy niż rok wcześniej, kiedy to faktycznie z firmami pożegnało się 27 tys. pracowników. Skokowy wzrost widać niemal w każdym segmencie – od tradycyjnej produkcji po nowoczesne usługi. To sygnał, że problem nie jest odizolowany, lecz ma charakter systemowy i dotyka tkanki przedsiębiorstw o różnym profilu działalności.
Problemy również u rynkowych gigantów
Największy niepokój budzi fakt, że za falą wypowiedzeń stoją marki, które przez lata uchodziły za symbole stabilności i sukcesu rynkowego. Lista firm, które zdecydowały się na drastyczne cięcia, czyta się jak katalog liderów polskiego eksportu. Na czele znalazł się przewoźnik PKP Cargo, borykający się z problemami logistycznymi i finansowymi, a tuż za nim giganci tacy jak meblowy lider Black Red White, producent sprzętu AGD Beko, chemiczny koncern Henkel czy okienny potentat Eko-Okna.
Każda z tych decyzji to nie tylko sucha liczba w arkuszu kalkulacyjnym, ale dramat lokalnych społeczności, dla których te zakłady były często jedynym dużym pracodawcą w regionie. Emocje potęguje fakt, że redukcje dotykają branż, które do tej pory świetnie radziły sobie na rynkach międzynarodowych, co sugeruje, że polska konkurencyjność cenowa przestaje wystarczać w starciu z globalną konkurencją.
Szczególnie bolesny proces zachodzi w sektorze nowoczesnych usług biznesowych, który do niedawna był dumą Krakowa czy Wrocławia. Fala zwolnień w centrach usług wspólnych (SSC/BPO) takich marek jak Fujitsu Technology Solutions, HSBC, Heineken czy Shell, uderzyła bezpośrednio w sektor pracowników biurowych i specjalistów.
Kraków, będący europejskim hubem dla takich inwestycji, musiał zmierzyć się z odejściem setek wykwalifikowanych ekspertów, co do tej pory wydawało się scenariuszem niemal niemożliwym. To pokazuje, że kapitał jest dziś niezwykle mobilny i bez skrupułów opuszcza lokalizacje, w których koszty operacyjne przestają się bilansować.