Fundusz zamknięty, który jest... otwarty. Polskie ETF-y czekają na ważną zmianę
„Fundusz inwestycyjny zamknięty? To wygląda jak jakiś scam” - tak zareagowała osoba, której Darek Dziduch podpowiedział inwestowanie przez ETF z warszawskiej giełdy. Nieufność ma źródło w przepisach sprzed ponad dwóch dekad. Czy zmiana prawa otworzy polskie ETF-y na kapitał z zagranicy?
Skąd w ETF-ie fundusz zamknięty?
Historia jest prosta. Rozmówca Darka Dziducha zapytał ChatGPT, czym jest fundusz inwestycyjny zamknięty, i usłyszał, że to produkt bez codziennej wyceny, przeznaczony dla zamożnych inwestorów kwalifikowanych. Tymczasem w nazwie każdego ETF-u z GPW widnieje skrót „portfelowy FIZ”. W praktyce jednostki takich funduszy są wyceniane codziennie, a inwestor kupujący je przez aplikację nie odczuje żadnej różnicy względem ETF-u z Frankfurtu czy Amsterdamu.
Mateusz Mucha, zarządzający aktywami w Beta ETF, tłumaczy, że to spadek po ustawie o funduszach inwestycyjnych pisanej na początku XXI w., gdy o ETF-ach w Polsce mało kto słyszał. Na giełdzie mogą być notowane tylko papiery wartościowe, a spośród tytułów uczestnictwa w funduszach status taki mają wyłącznie certyfikaty emitowane przez fundusze zamknięte. „To najbardziej otwarty fundusz inwestycyjny, jaki można sobie wyobrazić. Możesz go dzisiaj kupić i sprzedać, być w nim pięć sekund” - mówi. Pierwsze lata działalności Beta ETF od 2019 r. były w dużej mierze edukacją na ten temat. Co ciekawe, pierwszy ETF na GPW, debiutujący w 2010 r. Lyxor ETF WIG20, był funduszem luksemburskim w standardzie UCITS, czyli unijnej dyrektywy dla funduszy otwartych.
Anomalia prawna nie zatrzymała rozwoju rynku. Według raportu Analiz Online i GPW polscy inwestorzy indywidualni mieli na koniec czerwca 2026 r. w ETF-ach i innych produktach giełdowych 19,6 mld zł, o 52 proc. więcej niż pół roku wcześniej. Beta ETF przekroczyła 8 września 2026 r. próg 3 mld zł aktywów. Na pierwszy miliard firma pracowała ponad sześć lat, kolejne dwa zebrała w nieco ponad rok. Mucha spodziewa się, że w całym 2026 r. Polacy wpłacą do ETF-ów ponad 10 mld zł.
Co widzi zarządzający ze Szwajcarii?
Wbrew obiegowej opinii polskie ETF-y mają już zagranicznych inwestorów. W funduszu na mWIG40TR, największym w ofercie Beta ETF, z aktywami rzędu 900 mln zł, stanowią oni według Muchy kilkanaście procent. To zidentyfikowane instytucje, m.in. zarządzający aktywami ze Szwajcarii. Problem w tym, że dla nich polski ETF jest AFI, czyli alternatywnym funduszem inwestycyjnym.
W praktyce oznacza to drogę przez komitet ryzyka i dział compliance. „Musi przekonać panią Grażynę czy może raczej Kate z compliance'u, że to dobra inwestycja w polską gospodarkę” - obrazowo opisuje Mucha. Dla menedżera z portfelem miliarda euro, który chce ulokować w Polsce 10 mln euro, to strata czasu. Z perspektywy mWIG40 taki kapitał byłby jednak znaczący. Do tego dochodzą bazy Morningstar, Bloomberg czy Reuters, w których wyszukiwarki ETF-ów domyślnie pokazują fundusze UCITS. Rośnie też liczba family office z mandatem na inwestowanie wyłącznie przez ETF-y. Większy popyt z zagranicy oznaczałby według Muchy niższe koszty i wyższą płynność także dla krajowych inwestorów.
Projekt ustawy, który ma to zmienić, opublikowano 20 kwietnia 2026 r. w Rządowym Centrum Legislacji. Wprowadza on nową kategorię funduszu ETF, którego jednostki mają być papierami wartościowymi notowanymi na giełdzie, z dostępem do unijnego paszportu. Pierwotna wersja nie przewidywała jednak ścieżki przekształcenia istniejących portfelowych FIZ-ów, o co zabiegają m.in. Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych i Izba Zarządzających Funduszami i Aktywami. Prowadzący rozmowę pyta wprost, czy inwestorzy nie będą musieli sprzedać certyfikatów i zapłacić 19-proc. podatku Belki. Mucha uspokaja, że sygnały z resortu są pozytywne, a dla inwestora zmiana ma być niezauważalna. „Jednego dnia zaśnie z portfelowym FIZ-em, drugiego obudzi się z funduszem otwartym” - mówi. Neutralność podatkowa zależy jednak od ostatecznego brzmienia przepisów, których na razie nie znamy.
Które fundusze zostaną przy starej formule?
Nie wszystkie produkty Beta ETF zmienią formę. Fundusze tradingowe, np. z trzykrotną dźwignią na Nasdaq-100 czy podwójną na WIG20 i mWIG40, łamałyby limity inwestycyjne UCITS, więc mają pozostać FIZ-ami. Tu pojawia się znak zapytania, bo projekt w obecnym kształcie wyklucza tworzenie nowych portfelowych FIZ-ów, co może ograniczyć rozwój tej kategorii. Etykieta UCITS dla funduszy na polskie indeksy ma z kolei otworzyć drogę do ekspansji zagranicznej i promocji GPW poza granicami kraju.
Równolegle firma buduje własne struktury. Do końca roku planuje debiut ETF-ów na WIG140 i na globalny indeks FTSE All-World, a ich prospekty są w Komisji Nadzoru Finansowego. Mają one zapoczątkować przenoszenie 15 dotychczasowych funduszy z AgioFunds TFI do Beta TFI, co według Muchy zakończy się najpóźniej w II kwartale 2027 r. Do 2030 r. oferta ma liczyć 30 ETF-ów. Firma przygląda się m.in. produktom pod Osobiste Konta Inwestycyjne, które ruszą 1 stycznia 2027 r. Zwolnienie z nowego podatku od aktywów obejmie tam 100 tys. zł, a fundusz, by się kwalifikować, musi lokować co najmniej 70 proc. aktywów w instrumenty wskazane w ustawie. Rozwijane mają być też strategie dywidendowe i tradingowe, natomiast w kryptowalutach firma stawia kropkę na ETF-ie na bitcoina.
Wyróżnikiem mają pozostać zagraniczne ETF-y wyceniane w złotych z zabezpieczeniem walutowym (hedgingiem). Mucha przypomina, że kurs dolara spadł z ok. 5 zł do ok. 3,70 zł, co mocno ciążyło niezabezpieczonym inwestycjom w S&P 500. Szczyt przy 5,06 zł przypadł jednak na wrzesień 2022 r. W rozmowie pada też teza, że będą to jedyne takie fundusze na GPW. To już nieaktualne - w kwietniu 2026 r. TFI PZU wprowadziło ETF na MSCI World z pełnym zabezpieczeniem walutowym i kosztem 0,40 proc. rocznie. Czy skrót FIZ, który wystraszył początkującego inwestora, zniknie z nazw polskich ETF-ów? To zależy od tego, czy ustawodawca dopisze do projektu ścieżkę przekształcenia.