biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Finanse > "Państwo z tektury" i 15 mld złotych w szarej strefie. Rachunek za monopol na hazard?
Artykuł Sponsorowany
Artykuł Sponsorowany 17.09.2026 08:48

"Państwo z tektury" i 15 mld złotych w szarej strefie. Rachunek za monopol na hazard?

"Państwo z tektury" i 15 mld złotych w szarej strefie. Rachunek za monopol na hazard?
Fot. Biznes Info

Panel o szarej strefie hazardu online na 35. Forum Ekonomicznym w Karpaczu miał być rozmową o technologii i przepisach. Zamienił się w rachunek wystawiony państwowemu monopolowi - i w pytanie, dlaczego przy stole zabrakło tych, którzy mogliby go bronić.

Debata o monopolu bez monopolisty

Prowadzący dyskusję Marek Czyż otworzył ją liczbą, która w polskiej debacie publicznej praktycznie nie funkcjonuje. Obrót w szarej strefie gier online sięgnął w 2025 roku ponad 73 mld zł, a depozyty, czyli pieniądze realnie wpłacone przez graczy na konta nielegalnych operatorów, wyniosły około 15 mld zł . W segmencie kasyn internetowych podmioty działające poza polskim prawem kontrolują dziś około 40 proc. rynku, a korzysta z nich ponad 3 mln Polaków.

"Prawie połowa zawieranych zakładów o pieniądze to zakłady lokowane w rynku nielegalnym, nad którym nikt nie czuwa i nie pełni żadnej pieczy" - podsumował Czyż.

Skalę społecznego przyzwolenia zmierzyła Ogólnopolska Grupa Badawcza. Jej prezes Łukasz Pawłowski przyznał, że wyniki go zaskoczyły, bo w polskich sondażach rzadko widuje się taką jednomyślność. 85 proc. badanych uważa nielegalny hazard za łatwo dostępny, a 90 proc. oczekuje, że państwo coś z tym zrobi - niezależnie od wieku, miejsca zamieszkania i sympatii politycznych.

"Takich tematów w Polsce, gdzie byśmy się z czymś zgadzali, jest bardzo mało" - zauważył Pawłowski.

Zastrzegł, że nie pytano respondentów, jak wysoko stawiają ten problem na liście priorytetów. Domyśla się, że nisko. Gdyby było inaczej, temat dawno trafiłby na polityczny tapet.

I tu pojawia się pierwszy zgrzyt tej debaty. W zapowiedzi panelu figurowali Arkadiusz Babczuk, zastępca głównego rzecznika dyscypliny finansów publicznych z Ministerstwa Finansów, oraz prof. Paweł Podrecki. Żaden z nich nie dotarł. Przy stole nie zasiadł również nikt z Totalizatora Sportowego, spółki, wokół której zbudowana jest cała konstrukcja polskiego rynku gier online. Rozmowa o monopolu odbyła się więc bez monopolisty i bez regulatora, w gronie, w którym trzech z czterech uczestników jest zawodowo związanych ze stroną postulującą otwarcie rynku.
 

Dlaczego narzędzia sprzed dekady przestały działać?

Marek Skrzyński, radca prawny i prezes Stowarzyszenia Bukmacherzy Razem, przypomniał genezę obecnego modelu. Ustawa o grach hazardowych pochodzi z 19 listopada 2009 roku, ale rynek w dzisiejszym kształcie uformowała nowelizacja uchwalona w grudniu 2016 roku, która weszła w życie 1 kwietnia 2017 . To ona objęła gry kasynowe w internecie monopolem państwa i powołała rejestr domen zakazanych.

"Dekada na rynku usług cyfrowych to przepaść" - stwierdził Skrzyński.

Od tamtej pory w ustawie nie zmieniło się nic, a w Sejmie nie toczy się żadna poważna dyskusja o jej zmianie.

"Państwo z tektury" i 15 mld złotych w szarej strefie. Rachunek za monopol na hazard?
Marek Skrzyński, fot. Darek Dziduch

Mecenas nie odmawia tamtym rozwiązaniom skuteczności. Przeciwnie, przyznaje, że w swoim czasie zadziałały - przed 2016 rokiem w szarej strefie funkcjonowało praktycznie 100 proc. rynku. Problem w tym, że odzyskiwanie rynku przez monopolistę osiągnęło sufit. Total Casino doszło do około 60 proc. segmentu kasyn online i w ostatnim roku powiększyło swój udział o zaledwie jeden punkt procentowy. Olgierd Cieślik, w latach 2017-2024 prezes Totalizatora Sportowego, a dziś członek zarządu STS, mówił o tym bez ogródek: monopolista ma dobry produkt, ale nie jest już w stanie zdobywać nowych klientów.

Rejestr domen, drugie kluczowe narzędzie, urósł do rozmiarów, które same są komentarzem do jego skuteczności. Skrzyński mówił o ponad 60 tys. wpisów. Według Ministerstwa Finansów w połowie lipca 2026 roku było ich 55 998, a przybywa około 700 miesięcznie. Nielegalni operatorzy odpowiedzieli na blokady domenami-klonami. "Dzisiaj możemy wpisać określoną domenę do rejestru, przy czym za kilka minut powstaje nowa domena, na którą są przekierowywani gracze" - opisywał Skrzyński. Podobnie jest z blokowaniem płatności. Od 1 września 2026 roku domeny z rejestru sprawdza przed każdą transakcją BLIK, ale Cieślik zwracał uwagę, że operatorzy szarej strefy dysponują kilkudziesięcioma portfelami płatniczymi naraz. "Zawsze technologia będzie o krok do przodu od regulacji" - podsumował mecenas.

"Państwo z tektury" i 15 mld złotych w szarej strefie. Rachunek za monopol na hazard?
Olgierd Cieślik, fot. Darek Dziduch

Jest jeszcze narzędzie, które uderza nie w operatorów, lecz w graczy. Udział w nielegalnej grze jest w Polsce karalny, a Cieślik szacował grzywnę na około 150 tys. zł. Efekt? "Myślę, że nie działa" - ocenił krótko. Skrzyński poszedł dalej i pokazał drugie dno tej konstrukcji. Penalizacja sprawia, że gracz, któremu nielegalne kasyno przestanie wypłacać środki, prawdopodobnie w ogóle się nie poskarży. Nie ma komu, a sam ryzykuje karą. Przy 15 mld zł depozytów rocznie mecenas nazwał to wprost tykającą bombą i zestawił z aferą wokół giełdy kryptowalut Zondacrypto.
 

Monopolista, który dyscyplinuje posłów

Najostrzejszy fragment debaty dotyczył jednak nie technologii, lecz polityki. Bartłomiej Pejo, poseł Konfederacji i przewodniczący sejmowej Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii, przypomniał historię poselskiego projektu regulującego lootboksy - płatne skrzynki z losową zawartością w grach komputerowych, które zdaniem wnioskodawców działają na dzieci jak hazard. Projekt złożony w grudniu 2025 roku z inicjatywy wiceministra cyfryzacji Michała Gramatyki podpisało 62 posłów, od Konfederacji przez PiS po Lewicę. Wkrótce potem prezes Totalizatora Sportowego Beata Stelmach skierowała do sygnatariuszy pismo z apelem o wycofanie poparcia, argumentując, że otwarcie ustawy hazardowej doprowadzi do rozszczelnienia monopolu. Część posłów podpisy wycofała, a projekt utknął.

"To jest skandaliczne" - powtórzył Pejo kilkakrotnie. "Nie powinno być tak, że to jeden z graczy, monopolista, będzie dyktował, jak ma wyglądać rynek. Rynek powinien być uwolniony".

Poseł przypomniał też ubiegłoroczne postępowanie Totalizatora na wybór influencerów, w którym udział dorosłych odbiorców określono na nie mniej niż 90 proc., co w jego interpretacji oznaczało dopuszczenie 10 proc. widowni niepełnoletniej. Spółka po pytaniach mediów wycofała się z postępowania. Pejo powoływał się również na raport, według którego budżet straci w latach 2026-2030 około 9,4 mld zł samego podatku od gier od nielegalnych operatorów.

Postulat, który padał w tej dyskusji najczęściej, brzmiał: zastąpić monopol na kasyna online systemem licencyjnym. Skrzyński powoływał się na Danię i Czechy, a przede wszystkim na Finlandię, gdzie o zniesienie monopolu wnioskował sam monopolista, przyznając, że nie jest w stanie samodzielnie konkurować z ofertą offshore, czyli operatorów zarejestrowanych poza krajem gracza. Fińskie licencje wejdą w życie 1 lipca 2027 roku. Cieślik dodał argument z drugiej strony bilansu: europejskie doświadczenia pokazują, że po liberalizacji monopolista wcale nie traci, bo walka nie toczy się o klientów legalnej konkurencji, lecz o graczy, którzy dziś są poza systemem. Jego zdaniem szara strefa mogłaby zejść w Polsce do 10 proc. Skrzyński dorzucił postulat dalej idący - powołanie wyspecjalizowanego regulatora rynku, bo ustawy nie da się nowelizować co roku, a lootboksy czy rynki predykcyjne, na których obstawia się wynik realnych zdarzeń, wciąż nie mają w polskim prawie żadnego statusu.

Nikt na tym panelu nie bronił obecnego modelu i to jest jego największa słabość jako źródła wiedzy o rynku. Ministerstwo Finansów przez lata utrzymywało, że udział szarej strefy w Polsce jest poniżej średniej unijnej, a Totalizator Sportowy dysponuje własnymi analizami H2 Gambling Capital. Argument, który jednak najtrudniej zbyć, wypowiedział badacz, a nie branża. "Im dłużej państwa słucham, tym moje przeświadczenie o tym państwie, że to jest takie właśnie państwo z tektury, które wystarczy zmienić domenę i to temu państwu zajmuje miesiące, żeby się do tego dostosować" - stwierdził Pawłowski. Panel o monopolu, na który nie przyszedł ani monopolista, ani regulator, sam w sobie okazał się ilustracją tej tezy.

Artykuł sponsorowany 

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Artykuł Sponsorowany
O autorze
Artykuł Sponsorowany
Redaktor BiznesINFO
artykuł sponsorowany
Zobacz wszystkie artykuły autora >
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: