biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Finanse > Złoto po 30-procentowej korekcie. To już okazja czy jest wciąż za wcześnie?
Darek Dziduch
Darek Dziduch 10.08.2026 13:36

Złoto po 30-procentowej korekcie. To już okazja czy jest wciąż za wcześnie?

Złoto po 30-procentowej korekcie. To już okazja czy jest wciąż za wcześnie?
Fot. Biznes Info

Na przełomie stycznia i lutego przed dealerami metali szlachetnych ustawiały się kolejki, a roczna stopa zwrotu ze złota przekraczała 80 procent. Dziś o kruszcu zrobiło się cicho, a ci, którzy kupowali na szczycie, liczą straty. Tomasz Gessner z Tavex twierdzi, że właśnie taki moment bywa najciekawszy.

Od chciwości do strachu

Kiedy w programie "Rozmowy wartościowe" zapytałem głównego analityka Tavex, kiedy jest dobry moment na inwestowanie w złoto, od razu zastrzegłem, że odpowiedź "zawsze jest dobry" mnie nie zadowoli. Dostałem dwie odpowiedzi zamiast jednej, bo wszystko zależy od tego, po co w ogóle ten kruszec kupujemy. Jeśli traktujemy go jako zabezpieczenie majątku, pytanie o moment zakupu jest według Gessnera równie sensowne jak pytanie, kiedy warto wykupić autocasco. Jeździsz, to je masz. Kropka.

Znacznie ciekawiej robi się wtedy, gdy zejdziemy na poziom czysto inwestycyjny. Złoto nie wypłaca dywidend ani odsetek, więc jedynym źródłem zarobku jest zmiana ceny. A tu momenty gorsze i lepsze istnieją jak najbardziej. Na przełomie stycznia i lutego mieliśmy dotychczasowy szczyt notowań, a tuż przed nim roczna stopa zwrotu przekraczała 80 procent. Kolejki przed dealerami, złoto w każdym serwisie, ewidentne FOMO, czyli strach przed przegapieniem okazji, który każe kupować dokładnie wtedy, kiedy nie należy.

Dziś obraz jest odwrotny. Po około 30-procentowym cofnięciu wahadło sentymentu przesunęło się z ekstremalnej chciwości do ekstremalnego strachu - i to widać nie tylko we wskaźnikach nastrojów, ale też w tym, jak mało miejsca złoto zajmuje w mediach. Gessner przyznaje wprost, że nie był fanem grania na dalszy wzrost powyżej 5 tysięcy dolarów za uncję. Teraz mówi coś innego: to bardzo dobry moment na wejście na rynek. Dla porządku przypomina, że hossa z lat 70. miała po drodze prawie 50-procentową korektę, a w 2008 roku złoto cofnęło się od szczytu o 34 procent.
 

Bezpieczna przystań, która potrafi "bujać" jak indeks giełdowy

Tu jednak pojawia się problem, na który łapie się bardzo wielu kupujących. Złoto sprzedaje się jako bezpieczną przystań, a jedna z definicji safe haven mówi o aktywie o niskiej zmienności. Tymczasem gdy porównamy notowania kruszcu z ostatnich 10 czy 15 lat z indeksem S&P 500, czyli benchmarkiem 500 największych amerykańskich spółek, okaże się, że zmienność złota jest bardzo podobna, a obsunięcia bywają nawet głębsze. Jak to pogodzić?
Gessner nie próbuje tego wygładzać. Trzeba to wziąć na klatę, mówi, bo wzrost zmienności jest po prostu pochodną wysokich stóp zwrotu. Skoro w styczniu mieliśmy plus 80 procent rok do roku, to 30-procentowe cofnięcie jest kosztem tamtego wyniku. Nie ma nic za darmo.

Warto przy okazji obalić jeszcze jeden mit, który wciąż pokutuje w podręcznikach. Przez lata przyjmowano, że złoto jest najmocniej skorelowane z realnymi stopami procentowymi, czyli oprocentowaniem po uwzględnieniu inflacji. Gdy realne stopy schodziły poniżej zera, kapitał uciekał do kruszcu, bo obligacje i lokaty przestawały cokolwiek dawać. Dziś ta zależność już nie działa - realne stopy dawno wróciły na wyraźny plus, a złoto i tak zrobiło swoje. Triggerów jest po prostu więcej niż jeden, a spora ich część ma naturę geopolityczną. Inwestorzy zaczęli cenić brak ryzyka kontrahenta bardziej niż odsetki płacone przez rynek długu.

Z tym wiąże się jeszcze jedna przewaga fizycznego kruszcu, o której mówi się półgębkiem. Złoto wciąż można kupić w miarę anonimowo i wyprowadzić część majątku poza system finansowy - tyle że to okienko powoli się zamyka. Wypieranie gotówki i przechodzenie na obrót cyfrowy sprawiają, że każdy ruch zostawia ślad.

Znacznie ciekawszy jest jednak wątek psychologiczny. Osoby kupujące fizyczne złoto zwykle w ogóle nie śledzą notowań - kruszec ląduje w szufladzie, w sejfie albo przysłowiowo pod gruszą i tam sobie leży. Taki posiadacz nie przeżywa tego, czy rynek cofnął się o 15 czy o 20 procent od szczytu. Częściej traktuje przecenę jako okazję, żeby dokupić taniej. Zupełnie inaczej wygląda to u spekulanta, który gra papierowym złotem, często jeszcze z dźwignią. Ten sam ruch cenowy jednemu spędza sen z powiek, a drugiemu w ogóle nie przeszkadza.
 

Gdzie kończy się oszczędzanie, a zaczyna inwestowanie?

Dochodzimy w ten sposób do rozróżnienia, które jest w tej całej dyskusji najważniejsze, a zarazem najbardziej nieostre. Czy pokrycie inflacji to jeszcze oszczędzanie, czy już inwestowanie? Gessner stawia granicę mniej więcej tak: fizyczne złoto kupowane na wiele lat to zabezpieczenie kapitału przed utratą siły nabywczej, a nie inwestycja. Stąd te wszystkie klasyczne przykłady z garniturem szytym na miarę czy samochodem rodzinnym - w horyzoncie dekad relacje są z grubsza zachowane, z lokalnymi wahaniami po drodze.

Za takim podejściem stoi też arytmetyka podatkowa. Przy fizycznym kruszcu nie płacimy VAT, a po sześciu miesiącach trzymania go we własnym zakresie znika też podatek od zysku. Aktywa finansowe takiego komfortu nie dają, bo na końcu i tak czeka podatek Belki - choć tu Gessner sam zastrzega, że wraz z OKI część tej układanki się w Polsce zmieni. Jeśli natomiast chcemy złotem spekulować, właściwym narzędziem są raczej ETF-y albo kontrakty CFD, z podatkiem na końcu włącznie.

Jest wreszcie argument, który w tej rozmowie wydał mi się najmocniejszy, a jednocześnie najrzadziej pojawia się w dyskusjach o cenie uncji. Zamiast patrzeć na kurs w dolarze, warto patrzeć na wycenę relatywną. Kapitalizacja złota odpowiada dziś około 20 procent kapitalizacji globalnego rynku akcji, podczas gdy przy szczycie z 1980 roku sięgała 90 procent. Wtedy Paul Volcker podnosił stopy do bezprecedensowych poziomów, żeby zdusić inflację dekady lat 70. Dziś tłem jest amerykańskie zadłużenie zbliżające się do 40 bilionów dolarów. Gessner nie obiecuje powtórki tamtych proporcji, ale zwraca uwagę, że przestrzeń do przeszacowania złota względem akcji wciąż istnieje.

Wróćmy więc do tych kolejek ze stycznia. Ustawiali się w nich ci, którzy uwierzyli w plus 80 procent. Polisy ubezpieczeniowej nie kupuje się jednak wtedy, gdy jest najdroższa.
 

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Darek Dziduch
O autorze
Darek Dziduch
Redaktor BiznesINFO
Redaktor naczelny Biznes Info, dziennikarz finansowy i twórca video.Odpowiada za jakość, wizerunek i rozwój portalu, a także kanału Biznes Info na Youtube. Od lat zajmuje się edukacją ekonomiczną, ze szczególnym naciskiem na finanse osobiste i zagadnienia związane z inwestowaniem. Od 2016 roku współtworzył jeden z najwiekszych polskich kanałów inwestycyjno-finansowych na YouTube. Na rynku kapitałowym obecny nieprzerwanie od czasów, w których Donald Tusk chwalił się, że Polska jest “zieloną wyspą” po globalnym kryzysie finansowym.Specjalizuje się w tematach finansowych oraz związanych ze spółkami publicznymi.Z redakcją Biznes Info związany od połowy 2024 roku.
Zobacz wszystkie artykuły autora >
Wybór Redakcji
Jagody słoik
Tak oszukują na jagodach. Przed zakupem koniecznie sprawdź jeden szczegół
None
Rząd zapowiada tańsze paliwo, dobre wieści dla kierowców. Padła data
Pieniądze
Nawet 1978,49 zł co miesiąc za urodzenie dziecka. Tym kobietom należy się dodatek z ZUS
Ceny cukru, cukier
Rekordowe ceny cukru w Polsce. Tyle zapłacimy teraz za 1 kg opakowanie
None
Jeden ETF na cały świat, poduszka i część aktywna. Jak inwestuje makler z 20-letnim stażem
telefon z PRL
Arcytrudny quiz o PRL. To nie tylko długie kolejki i kartki na mięso. Sprawdź się
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: